Musial sie tego dowiedziec!
Scisnal mocniej trzymane w dloni pudelko, wstrzymal oddech i pochylil sie, kierujac twarz ku zlocistej powierzchni.
Musial zobaczyc, o co w tym wszystkim chodzi.
Poczul chlod, kiedy jego skora zanurzyla sie w polyskujacych wstegach. Obraz przed oczami zawirowal i rozmyl sie. A gdy tylko sie wyostrzyl, Harry zrozumial, ze cofnal sie do tego momentu, w ktorym wszystko sie zaczelo.
I... zobaczyl.
--- rozdzial 56 ---
56. Open up your eyes
Open up your eyes
Save yourself from fading away now
Open up your eyes, don't sacrifice
It's truly the heart of everything*
Czesc 1
Obraz wyostrzyl sie i Harry znalazl sie nagle w klasie Eliksirow. Zobaczyl siebie, stojacego na srodku sali z zamroczonym spojrzeniem i pusta twarza, na ktora powoli wyplywal wyraz oszolomienia i zachwytu. Wszyscy uczniowie wpatrywali sie w niego z zaciekawieniem. Za biurkiem znajdujacym sie po drugiej stronie klasy siedzial Snape, ktory w tej samej chwili podniosl sie z miejsca, nie odrywajac spojrzenia od Harry'ego.
Och, zaraz sie przekonamy, czego ten arogancki dzieciak pragnie... Podejrzewam, ze to bedzie spektakularne widowisko...
Glos Severusa odbil sie echem w klasie, ale mezczyzna mial zacisniete usta i na pewno nie mogl wypowiedziec tego glosno. A wiec prawdopodobnie... prawdopodobnie to byly jego mysli!
Od strony stolu Slizgonow dobieglo parskniecie, a zaraz potem rozbawiony chichot.
- Cisza! - warknal Snape, piorunujac wzrokiem Pansy oraz inna Slizgonke, siedzaca obok niej w lawce. - Ma byc absolutna cisza.
Wyraz twarzy Harry'ego powoli sie zmienil. Wygladal jak zahipnotyzowany. Szeroko otwartymi z zachwytu oczami wpatrywal sie w stojacego po drugiej stronie klasy Mistrza Eliksirow. Jego wzrok slizgal sie po dlugim, oslonietym czarna szata ciele z tak niepojetym podziwem, jakby widzial go po raz pierwszy w zyciu. Jakby dopiero teraz ujrzal cos, co wczesniej bylo przed nim ukryte.
Dlaczego Potter skupil swoja uwage na mnie? I dlaczego tak mi sie przyglada? Chyba nie...
Po twarzy Gryfona zaczely splywac lzy. W jego spodniach pojawilo sie wiele mowiace wybrzuszenie. Ktos bardzo glosno nabral powietrza, a Hermiona zaslonila usta dlonia.
Harry ruszyl z miejsca. Zaczepil szata o lawke, prawie sie przewracajac, potknal sie o lezaca na podlodze torbe, ponownie w ostatniej chwili unikajac kontaktu z podloga. W ogole nie patrzyl, gdzie idzie, jego wzrok byl utkwiony tylko i wylacznie w Snapie, ktory przygladal mu sie z coraz wiekszym niedowierzaniem.
To chyba jakis zart...
W klasie panowala absolutna cisza, kiedy Harry, potykajac sie, przedzieral sie w strone biurka, przy ktorym znajdowal sie nauczyciel. W koncu do niego dotarl. Uderzyl biodrami o blat biurka, chcac isc dalej, ale ciezki mebel nie pozwalal mu na to. Na jego twarzy pojawila sie prawdziwa rozpacz. Snape cofnal sie o krok.
To niemozliwe...
- Severusie... - wyjeczal Harry, pochylajac sie nad biurkiem i wyciagajac reke w strone mezczyzny.
O cholera!
