Harry napieral na lawke, szamoczac sie i za wszelka cene probujac dosiegnac obiektu swojego wlasnie uswiadomionego pragnienia. Na jego twarzy widniala rozpacz i determinacja.
- Masz najpiekniejsze i najbardziej podniecajace oczy na swiecie... - wymruczal rozmarzonym, przesiaknietym pozadaniem glosem. - Chcialbym zatonac w nich, kiedy bedziesz mnie bral... Wez mnie... Severusie...!
Wizja rozmazala sie i wszystko wokol zaczelo wirowac. Harry uslyszal mysli Snape'a:
Jak to mozliwe, ze eliksir wskazal mnie? To nie powinno sie wydarzyc. Jak to mozliwe, ze to wlasnie ja jestem pragnieniem Pottera? Czy ten chlopak juz do reszty postradal rozum?
Kolejne zawirowanie.
Jeszcze z nim nie skonczylem. Dopiero teraz zrobi sie naprawde ciekawie...
Bedzie to negowal, bedzie zaprzeczal, ale w koncu sie zlamie... Nie mecz sie, Potter. Nie walcz z tym. I tak nie wygrasz. Bedziesz musial sie z tym pogodzic...
Juz niedlugo Potter nie bedzie sobie potrafil poradzic z tym pragnieniem. Juz niedlugo sam zacznie za mna chodzic, zacznie mnie prosic, blagac... o wszystko. I wtedy dopiero bede triumfowal. Z przyjemnoscia popatrze, jak Potter bedzie sie upokarzal na moich oczach.
To tylko kwestia czasu, kiedy Czarny Pan sie o tym dowie. Zastanawia mnie, w jaki sposob zechce to wykorzystac.
Obraz ponownie sie wyostrzyl i Harry znalazl sie na spotkaniu Smierciozercow.
- Ciesze sie, ze moglem przekazac ci tak interesujaca wiadomosc, moj Panie - powiedzial siedzacy przy stole Snape. Jego glos byl cichy i beznamietny.
- Jak zwykle mnie nie zawiodles - odparl Voldemort. - To, co powiedziales, bardzo nam pomoze. Mysle, ze bedziemy mogli to wykorzystac. - Usmiech Czarnego Pana byl jadowicie upiorny. - Spojrz na mnie, Severusie.
Nagle przestrzen wypelnil glos Voldemorta:
Z pewnoscia slyszales o eliksirze Admorsusexcetra. Pozwala wyssac razem z krwia cala moc tego, kto go wypije. Kiedy zdobede moc Pottera, bede niezwyciezony i jednoczesnie pozbede sie chlopaka raz na zawsze. Przygotujesz dla mnie ten eliksir, Severusie. I uwiedziesz Pottera. Zblizysz sie do niego, bedziesz go przy sobie trzymal i doprowadzisz do tego, ze zaufa ci na tyle, ze sam z wlasnej woli wypije ten eliksir. Poniewaz doskonale wiesz, ze zadziala tylko wowczas, jezeli ofiara przyjmie go swiadomie i chetnie, bez przymusu i bez watpliwosci. Daje ci tyle czasu, ile potrzebujesz. Dopilnuje, by nikt ci nie przeszkadzal. Masz wolna reke, mozesz robic z chlopakiem, co tylko zapragniesz, ale bedziesz mi zdawal relacje z postepow. A kiedy skonczysz eliksir i przyprowadzisz do mnie Pottera... wynagrodze cie po wsze czasy.
Glos Voldemorta ucichl. Snape spojrzal na swego Pana i usmiechnal sie mrocznie i nieprzyjemnie.
- Wiesz, co masz robic - powiedzial Voldemort.
- Oczywiscie - odparl Mistrz Eliksirow.
Obraz ponownie zawirowal i zatrzymal sie na komnatach Snape'a. Mezczyzna chodzil w te i z powrotem przed kominkiem. Na jego twarzy widnial przerazajacy usmiech, w oczach szalala burza.
Nareszcie! Nareszcie nadeszla moja szansa!
Blyskawicznym ruchem podwinal rekaw i z nienawiscia spojrzal na widniejacy na przedramieniu Mroczny Znak. Znak, ktory przecinala
