gleboka bruzda jak po skaleczeniu nozem, jakby ktos chcial ja wyciac.
Desideria Intima... zostawila mi slad na cale zycie, ale skad moglem wiedziec, ze po wypiciu jej niemal odetne sobie reke? A teraz, po tylu latach... nareszcie moge spelnic swoje najwieksze pragnienie... nareszcie moge sprawic, ze Czarny Pan zdechnie. A wraz z nim pozbede sie Pottera. Temu nieodpowiedzialnemu gowniarzowi nigdy nie uda sie pokonac Czarnego Pana. Nie ma z nim zadnych szans. A Dumbledore jest zbyt glupi, zeby to zrozumiec. To jedyny sposob. Poswiece Pottera, poswiece wszystko, byle tylko zabic Czarnego Pana. Obaj znikna z mojego zycia raz na zawsze. A wraz z nimi rowniez Dumbledore. Juz nikt nie bedzie wydawal mi rozkazow. Nigdy wiecej.
Mezczyzna zatrzymal sie i ciezko opadl na fotel.
Bede musial grac na dwa fronty... Dumbledore jest doskonalym Legilimenta, a nie moze sie dowiedziec o tym planie. Jego 'zaufany sluga' planuje unicestwic jego tajna bron i nadzieje calego Czarodziejskiego Swiata... Raczej by mu sie to nie spodobalo. - Na twarzy Snape'a pojawil sie szyderczy usmiech. - Bede musial wykorzystac Legilimens Evocis. Tak, to jedyny sposob, aby udalo mi sie to ukryc. Aby udalo mi sie ukryc wszystko zarowno przed nim jak i przed Czarnym Panem. Nie podejrzewam, aby to mialo byc proste, ale jestem gotow zaplacic kazda cene.
W oczach Snape'a pojawilo sie cos groznego. Przez jakis czas siedzial tylko, wpatrujac sie w przestrzen.
Uwiesc Pottera... To nie powinno byc trudne, skoro jestem jego 'najwiekszym pragnieniem'. Ale z pewnoscia mu tego nie ulatwie. Dam mu to, na co zasluzyl. Bede mu zadawal bol. Bede go dreczyl, ranil i przyciagal z powrotem, jezeli tylko sprobuje sie oddalic. Zemszcze sie na nim za wszystkie upokorzenia, ktorych doznalem z reki jego ojca. Jedyna wada jest to, ze bede musial znosic towarzystwo tego imbecyla, dotykac go... - na twarzy mezczyzny pojawil sie wyraz obrzydzenia, po chwili jednak zastapiony krzywym usmieszkiem. - Chociaz z drugiej strony... moge go zmusic do wszystkiego. Moge go zmusic do sluzenia sobie na kolanach, jezeli tylko bede mial ochote. Upokorze go do granic mozliwosci. Trudno, od czasu do czasu bede musial okazywac mu nieco... hmm... zaangazowania. Ale ta cena jest warta zaplacenia, jezeli w zamian za nia uzyskam wolnosc.
Snape przymknal powieki i westchnal.
Admorsusexcetra... Uwarzenie go jest piekielnie skomplikowane, a zmodyfikowanie... Zajmie mi to miesiace. Ale nie ma w ogole takiej mozliwosci, aby mialo mi sie nie udac. Potter bedzie chodzaca trucizna. Chodzacym jadem. Eliksir wyssie nie tylko jego moc, ale moc Czarnego Pana rowniez. I zabije ich obu.
Snape otworzyl oczy. Plonal w nich lodowaty ogien. Ogien, ktory nagle wypelnil cala przestrzen. Jednak zamiast trzasku pozogi, rozbrzmiewal jednostajnym echem:
Zabije ich obu.
Zabije ich obu.
Zabije ich...
Ogien zniknal i nastala cisza. Ciemnosc. Ciemnosc, z ktorej wylonil sie korytarz w lochach. I stojacy przed schowkiem na miotly Severus. Przed tym schowkiem, w ktorym Harry wlasnie odrabial szlaban za zlamanie nosa Malfoyowi. I w ktorym za chwile mialo dojsc do ich pierwszego zblizenia.
Na twarzy Snape'a widnial niebezpieczny polusmieszek. W oczach nie bylo niczego oprocz zimnego zdecydowania.
Przedstawienie czas zaczac...
Snape szarpnal za klamke i obraz ponownie zawirowal. Z natloku kolorow i faktur wylonili sie Voldemort i Snape. Znajdowali sie sami w jakims ciemnym pomieszczeniu. W powietrzu unosila sie zatechla wilgoc. Obaj mieli zamkniete powieki, ale na twarzy Voldemorta widnial przerazajacy usmiech satysfakcji. Powodem tego byl obraz, ktory Voldemort ogladal w glowie Snape'a. Obraz Harry'ego, na kolanach, z penisem Snape'a w ustach...
Tak, tak, tak! Wlasnie tak!
