- Co to...? Co sie...? - uslyszal glos Hermiony, ale dobiegl on do niego jakby zza szyby. Cisza powracala. Scisnal wiadomosc w dloni i wstal od stolu, nie zwracajac uwagi na zdziwione spojrzenia przyjaciol. Kiedy znalazl sie za drzwiami Wielkiej Sali, wyciagnal z kieszeni mape Huncwotow i spojrzal na komnaty Snape'a. W sypialni dostrzegl niewielka kropke z napisem Severus Snape.

To mu wystarczylo.

***

Harry siedzial w klasie, wpatrujac sie w sciane. Lekcja powinna zaczac sie juz jakis czas temu, ale Snape'a wciaz nie bylo.

Co wlasciwie czul? Zaraz zobaczy czlowieka, ktory zniszczyl w nim wszystko, ale ktorego pomimo to uratowal... To bylo dziwne, ale wcale nie byl zdenerwowany. Nie byl tez przestraszony. Nie odczuwal ani wstretu, ani nienawisci. Jedynie spokoj. Bezgraniczny spokoj, ktory przychodzil zawsze wtedy, kiedy czlowiek pogodzil sie z tym, co nieuniknione. Bezpieczenstwo. Opanowanie. Byl ponad tym wszystkim, ponad tymi przyziemnymi emocjami. Wiedzial, ze juz nikt nie moze go dosiegnac.

Jezeli cos zostaje tak mocno zgniecione... nikt nie jest juz w stanie zgniesc tego jeszcze bardziej. Poniewaz nie da sie zgniesc kamienia.

Pojawienie sie profesor McGonagall przyjal z niezmiennym opanowaniem. Dopiero jej slowa odrobine zachwialy tym spokojem:

- Przykro mi, ale z powodu nieobecnosci profesora Snape'a dzisiejsza lekcja Eliksirow sie nie odbedzie.

Nieobecnosci? To niemozliwe... Przeciez widzial go na mapie. Jest w zamku. Mapa nigdy nie klamala. Czyzby Voldemort w jakis sposob go oszukal?

Musial to sprawdzic!

Zrobil to od razu po wyjsciu z klasy. Nie przejmujac sie wolajaca go Hermiona, ruszyl bocznym korytarzem prosto w kierunku komnat Snape'a. Schowal sie za najblizszym rogiem, narzucil na siebie peleryne niewidke i wyciagnal mape. W srodku zauwazyl dwie kolejne kropki. Dumbledore'a i Pomfrey. Musial poczekac, az wyjda. Zrobili to po dziesieciu minutach.

- I co pan o tym mysli, dyrektorze? Ma bardzo wysoka goraczke i jest tak oslabiony, jakby stracil co najmniej dwa litry krwi, ale to niemozliwe. Sprawdzalam i wszystko jest w normie. Chociaz watpie, aby w ciagu najblizszych kilku dni byl w stanie wrocic do sil na tyle, aby uczyc.

- Nie znasz go, Poppy. Ja raczej obstawiam, ze zjawi sie na lekcjach juz w poniedzialek. Severus zawsze byl uparty...

Dumbledore i Pomfrey znikneli za zakretem korytarza, a ich glosy ucichly.

Wiedzial juz, ze Voldemort go nie oszukal. Spelnil jego warunek. Nie zabil Snape'a. Zwrocil go zywego. Ale Harry na wlasne oczy chcial sie przekonac, ze to prawda.

Odczekal jeszcze chwile, siegnal po rozdzke i skierowal ja na drzwi.

- Diffindo - wyszeptal. W korytarzu rozlegl sie huk, jakby cos ciezkiego uderzylo w drzwi. Harry opuscil rozdzke i zaczal sie wpatrywac w ich drewniana powierzchnie. Nie wiedzial, ile czasu minelo, ale klamka w koncu poruszyla sie, a drzwi uchylily i wtedy Harry go zobaczyl.

Stal boso na kamiennej posadzce w swojej czarnej pizamie, opierajac sie o framuge drzwi, jakby potrzebowal tego, aby nie upasc. Pozlepiane ze soba wlosy opadaly na trupio blada twarz. Pomiedzy nimi przeblyskiwaly podkrazone oczy. Wygladal jak ktos, kogo zaledwie wlos dzielil od smierci. Bardzo cienki i slaby wlos.

Harry zmarszczyl brwi, poniewaz naszla go pewna mysl: prawdopodobnie jeszcze wczoraj doznalby szoku, gdyby zobaczyl go w takim stanie, ale w tej chwili... w tej chwili nie odczuwal niczego. Jedynie pewien rodzaj chlodnej satysfakcji z powodu tego, ze ten czlowiek stal tu teraz tylko i

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату