wylacznie dzieki niemu.
Zyl. I jedynie to sie liczylo.
***
Musial opracowac plan nauki. Mial tylko dwa tygodnie na przyswojenie zaklec, ktore pozwolilyby mu chociaz miec nadzieje na to, ze da rade stawic Voldemortowi jakikolwiek opor. Ale od czego zaczac? Mial juz w glowie pewna wiedze, ktora zdobyl w ciagu wczesniejszych dwoch tygodni, uczac sie calymi dniami w bibliotece i Pokoju Zyczen. Ale byla to raczej wiedza czysto teoretyczna. Jezeli chcial miec z niej jakiekolwiek korzysci, musial przejsc od teorii do praktyki.
Dlatego tez spedzil niemal caly weekend zamkniety w Pokoju Zyczen, ktory teraz wygladal dla niego jak zwykla sala treningowa - ta sama, na ktorej cwiczyl wraz z Gwardia Dumbledore'a na piatym roku. Wyprobowal wszelkie zaklecia blokujace, ukrywajace, maskujace i rozbrajajace, jakie znal, ale to byla tylko rozgrzewka. Z takimi zakleciami nie moglby nawet kichnac na Voldemorta. Najwazniejsze zaklecia trzymal zapisane na kawalku pergaminu. Wypisal je jeszcze w Dziale Ksiag Zakazanych, do ktorego teraz, z powodu blokady Snape'a, nie mogl wchodzic. Ale nie mial zamiaru ich uzywac, pozostawil je sobie jako ostatecznosc. Jezeli wszystko inne zawiedzie.
Po dlugim namysle postanowil, ze powroci do nauki Legilimens Evocis. To zaklecie bylo zbyt przydatne, aby mogl je sobie odpuscic. Luna ochoczo zgodzila sie mu pomoc, ale dopiero w tygodniu, gdyz weekend miala zajety. Harry poprosil ja przy okazji o to, by zapytala Tonks, czy nadal jest chetna udzielic mu kilku prywatnych lekcji.
Hermiona i Ron... coz, chwilowo przestali go nagabywac i zasypywac pytaniami. Zreszta Ron i tak wydawal sie byc na niego obrazony z powodu tego, ze Harry opuscil sobotni trening. Co prawda Harry powiedzial mu wyraznie i dobitnie, ze odchodzi z druzyny, ale Ron chyba w to nie uwierzyl. Zreszta Ginny chyba rowniez nie uwierzyla, poniewaz wciaz za nim chodzila i pytala, kiedy minie mu depresja i zacznie zachowywac sie jak 'stary Harry'. Odeszla obrazona dopiero wtedy, kiedy Harry powiedzial jej, ze jest 'irytujaca smarkula, ktora nie ma o niczym pojecia'.
Moze Harry nie zdawal sobie z tego sprawy, ale wlasnie tak wygladalo palenie za soba mostow...
***
Hermiona spojrzala na siedzacego w sasiedniej lawce Harry'ego. Minely juz trzy dni, a on wciaz zachowywal sie jak nieobecny. I prawie nic nie jadl. Czasami chodzil z nimi na posilki, ale chyba tylko po to, zeby podtrzymac swoje funkcje zyciowe, poniewaz jadl mniej od Krzywolapa. Nie, to bylo nietrafione porownanie. Kazdy jadl mniej od Krzywolapa, z wyjatkiem Rona oczywiscie. Harry nie jadl - on zaledwie skubal. I miala przeczucie, ze jego sen rowniez ograniczal sie zaledwie do drzemki, poniewaz z kazdym dniem oczy mial coraz bardziej podkrazone.
Na dzisiejszych lekcjach rowniez wydawal sie byc calkowicie nieobecny. Jedynie teraz, kiedy siedzieli razem w klasie Eliksirow, czekajac na przybycie nauczyciela, cos w ukladzie jego ramion i karku moglo sugerowac, ze jest... spiety? Nie, raczej obecny myslami. Chociaz ten jeden raz.
Ani razu od czwartku nie widziala Snape'a na posilku. Wiele razy zastanawiala sie, co tez moglo mu sie stac i czy bylo z nim juz lepiej, czy zjawi sie na dzisiejszej lekcji, czy Harry byl w takim stanie przez niego? Miala tyle pytan... Byla tak pochlonieta martwieniem sie o Harry'ego, iz obawiala sie, ze nie udalo jej sie zawrzec w wypracowaniu wszystkiego, co powinna.
Spojrzala na zegar. Minelo juz pietnascie minut i wciaz nikt sie nie zjawial. Slizgoni wydawali sie byc zrelaksowani i raczej rozbawieni. Zastanawiala sie, czy to dobry, czy zly znak. Moze juz nikt do nich nie przyjdzie? A moze zaraz zjawi sie profesor McGonagall, zbierze wypracowania i znowu oznajmi, ze lekcja sie nie odbedzie? Hermionie nie podobal sie ten pomysl. Nie chciala stracic kolejnych zajec. I tak znala podrecznik na pamiec, ale wolalaby miec okazje pocwiczyc te eliksiry, ktore prawdopodobnie wlasnie ich omijaja...
Jej rozmyslania przerwalo klikniecie w drzwiach. Wszyscy momentalnie zamilkli i odwrocili sie. Wszyscy oprocz Harry'ego.
Do klasy wszedl Snape. A
