wlasciwie wpadl. Zatrzasnal za soba drzwi, nawet sie nie zatrzymujac, i z powiewajaca za nim peleryna ruszyl w kierunku biurka.
Hermiona przygladala mu sie uwaznie, kiedy szedl pomiedzy lawkami swoim dlugim, zdecydowanym krokiem. Nie wygladal na chorego. Chociaz...
Snape zatrzymal sie na srodku sali i powiodl po lawkach chlodnym spojrzeniem.
Hermiona zmarszczyla brwi. Chociaz... na jego prawym policzku zauwazyla jasna blizne, ktorej wczesniej tam nie bylo.
Spojrzenie Snape'a zatrzymalo sie zaledwie dwa metry od niej. I Hermiona doskonale wiedziala, na kogo Snape spoglada. Szybko przeniosla wzrok na Harry'ego. Chlopak patrzyl przed siebie. Nawet jakby nie na Snape'a, ale przez niego. W jego oczach nie bylo niczego oprocz lodowatej obojetnosci, a twarz pozbawiona byla jakichkolwiek emocji, a przeciez... przeciez powinien chyba cos odczuwac... Ona sama slyszala, jak mocno bije jej serce!
Przeniosla wzrok z powrotem na Snape'a i kiedy przyjrzala sie wyrazowi jego twarzy, poczula, jak rozszerzaja jej sie oczy. Poniewaz Snape... Snape patrzyl na Harry'ego z taka sama nienawiscia, jak przez piec ostatnich lat. A nawet wydawalo jej sie, ze teraz ta nienawisc byla jeszcze wieksza niz wczesniej. Jakby sama obecnosc Harry'ego sprawiala, ze cos sie w nim gotowalo.
Jak... jak to mozliwe? Co sie pomiedzy nimi wydarzylo?
- Profesor McGonagall zadala wam wypracowania na dzisiejsza lekcje - powiedzial w koncu Snape. Jego glos byl cichy i chlodny. Wyciagnal rozdzke i skierowal ja w strone zaskoczonych uczniow. - Accio wypracowania.
Z lawek, toreb i teczek zaczely wyfruwac zwiniete rolki pergaminu. Esej Hermiony wyrwal sie z jej rak, przelecial przez klase i wyladowal na biurku nauczyciela. Snape podszedl do nich i zaczal je przerzucac. W koncu wyciagnal jeden, rozwinal, zerknal na niego przelotnie, zwinal go z powrotem i... ruszyl w strone ich lawki! Zatrzymal sie tuz przed Harrym i spojrzal na niego z gory takim wzrokiem, ktory sprawil, ze nawet Hermiona poczula ciarki na plecach... po czym rzucil mu wypracowanie na blat.
- Jest za krotkie o dwa cale, Potter. Minus dziesiec punktow za nieodrobienie pracy domowej i kolejne dziesiec za niezastosowanie sie do polecen nauczyciela.
W klasie zapanowala cisza. Hermiona, calkowicie zaskoczona rozwojem wypadkow, wbila spojrzenie w Harry'ego. Zreszta nie ona jedna. Cala klasa wpatrywala sie w Gryfona, ciekawa jego reakcji.
Harry powoli uniosl glowe i spojrzal prosto w oczy Snape'a, a wtedy Hermiona zobaczyla, jak twarz Harry'ego zmienia sie, jak lodowata obojetnosc przeobraza sie w... pogarde. Patrzyl na Snape'a tak, jakby mezczyzna byl w tej chwili dla niego nikim.
A tego, co wtedy zrobil, chyba nikt sie nie spodziewal.
Siegnal po swoje wypracowanie, rozwinal je i ze spokojem... zaczal targac. Rzucil kawalki pergaminu na blat, podniosl glowe i ponownie spojrzal na Snape'a.
- Teraz moze mi pan odebrac kolejne dziesiec punktow za niszczenie mienia szkoly - powiedzial calkowicie obojetnym tonem. Snape otworzyl usta, ale Harry byl szybszy, dodajac: - I kolejne dziesiec za odzywanie sie bez pozwolenia. A teraz sugeruje, abysmy rozpoczeli lekcje, poniewaz wydaje mi sie, ze kazdy z panskich uczniow przyszedl tutaj, aby sie czegos nauczyc, a nie po to, aby przygladac sie, jak daje pan upust swym osobistym animozjom i uprzedzeniom. Profesorze. - Ostatnie slowo wymowil w taki sposob, jakby kaleczylo go w jezyk i jak najszybciej chcial je wypluc, aby pozbyc sie jego smaku.
Hermiona dopiero po chwili zorientowala sie, ze gapi sie z otwartymi ustami.
Snape nie wybuchnal, jak zwykl to robic, kiedy ktorys z uczniow sprobowal mu sie przeciwstawic, chociaz to, co przed chwila zrobil i powiedzial Harry, kwalifikowalo sie na powazny zamach samobojczy na wlasne zycie. Nie. Snape zmruzyl oczy,
