Snape. Stal tuz przed nim. Po raz pierwszy od tamtej chwili... po raz pierwszy Harry widzial go z tak bliska...

Wystarczylo jedno musniecie wzrokiem, by Harry zauwazyl wszystkie zmiany, jakie sie w nim dokonaly od ich ostatniego spotkania. Zmienil sie. Mial cienie pod oczami oraz szara, niezdrowa cere. I Harry mial teraz szanse zobaczyc z bliska blizne znajdujaca sie na jego policzku. Jednak chwilowe zaskoczenie, ktore pozwolilo mu na te niezamierzona kontemplacje, szybko ustapilo miejsca zimnej obojetnosci.

Oto stal przed nim czlowiek, ktory... ktory... ktory przestal dla niego istniec. Tak. Snape... nalezal do poprzedniego zycia. W tym nowym w ogole sie nie liczyl. Nie powinien sie liczyc

Harry cofnal sie o krok, wyprostowal i zacisnal szczeke, wpatrujac sie w mezczyzne z wyzwaniem w oczach. Snape takze sie wyprostowal. Zmarszczyl swoje ciemne brwi i spojrzal na Harry'ego tak, jakby patrzyl na robaka, ktory sam pcha sie pod but i prosi o rozdeptanie. Jego cienkie wargi zacisnely sie w cienka, blada linie. Twarz zmienila w maske nienawisci.

Przez chwile po prostu stali i mierzyli sie wzrokiem, niczym w jakims niewerbalnym pojedynku, ktory przypominal pewnego rodzaju preludium przed prawdziwa bitwa. Harry mial dziwne wrazenie, ze powietrze stalo sie zbyt geste, by dalo sie nim swobodnie oddychac.

Mimowolnie zacisnal piesci. Nie mial ochoty patrzec na Snape'a, nie mial ochoty przebywac w jego poblizu. Snape nie zaslugiwal na to... nie mial prawa sie do niego zblizac! Harry po prostu go ominie i odejdzie.

Zrobil krok w prawo, by wyminac odziana w czern sylwetke, ale mezczyzna poruszyl sie i blyskawicznie przesunal w te sama strone, zagradzajac mu droge.

To bylo... zaskakujace.

Przez sekunde w spojrzeniu mezczyzny pojawil sie lodowaty rozblysk. Jakby probowal ugodzic nim Harry'ego. Rzucic mu wyzwanie.

Harry zmruzyl ostrzegawczo oczy i przesunal sie w lewo, chcac ominac go z drugiej strony, ale Snape jednym krokiem ponownie mu to uniemozliwil.

Co on sobie wyobraza? Jak w ogole smie...?

Powietrze stalo sie jeszcze gestsze. Harry'emu wydawalo sie, ze po jego skorze wedruja iskry, kiedy odpieral to natarczywe spojrzenie czarnych oczu.

Zanim jednak zdazyl wykonac jakikolwiek kolejny ruch, uslyszal za soba zblizajace sie kroki. Snape przerwal kontakt wzrokowy i spojrzal w glab korytarza.

Harry przez ulamek sekundy dostrzegl na jego twarzy rozdraznienie. Mezczyzna zmruzyl oczy, ponownie musnal plonacym wzrokiem twarz Harry'ego i bez slowa wyminal go, zachowujac sie tak, jakby nic sie nie wydarzylo.

Harry nie odwrocil sie. Powietrze powrocilo do swej normalnej gestosci, wiec w koncu mogl wziac w pluca gleboki oddech, pozwalajac by wypelnil go chlod obojetnej pogardy. Rozprostowal zacisniete palce.

To bylo... to bylo... Jak Snape smial w ogole probowac wykorzystac przeciwko niemu te swoje plugawe gierki? Jakby mial nadzieje, ze Harry sie przestraszy albo straci nad soba panowanie... Co on sobie myslal?

- Och, dobry wieczor Severusie - uslyszal z oddali glos profesor Sinistry.

Niewazne. To wszystko jest niewazne.

Przymknal powieki i siegnal w glab... siegnal po chlod i cisze. Otulil sie nimi, pozwalajac, by przywarly do niego niczym skorupa.

Tak bylo dobrze. Idealnie. Teraz czekala go nauka. Musi zachowac czysty umysl. Musi przyswoic jak najwiecej. To moze byc jego jedyna szansa.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату