Nic, absolutnie nic nie moze go rozpraszac.

Zostalo mu tylko dziewiec dni.

***

- Mam nadzieje, ze ci nie przeszkadzam - powiedzial Harry, kiedy Tonks wpuscila go do swojego gabinetu.

- Oczywiscie, ze nie! - Tonks usmiechnela sie promiennie, zamykajac za nim drzwi. - Jestem cholernie podekscytowana, ze znowu moge cie czegos nauczyc, Harry. Och, przepraszam. Nie powinnam tak przy tobie mowic. Teraz jestes moim uczniem. Ciagle o tym zapominam - rozesmiala sie. Podeszla do swojego biurka, odwrocila sie w strone Harry'ego i klasnela w dlonie. - Moze sie czegos napijesz, zanim zaczniemy? Ale zadnych wysokoprocentowych napojow! - Pogrozila mu przyjaznie palcem. - Juz raz mialam przez to klopoty.

- Przepraszam - mruknal Harry. W zasadzie, to nigdy jej za to nie przeprosil. A przeciez to przez niego miala te klopoty.

- Och, to juz niewazne. Bylo, minelo. Wszyscy uczymy sie na wlasnych bledach, co nie, Harry? No wiec jak? Sok dyniowy? Herbata? Mam swietna jasminowa herbate.

- Nie, dziekuje.

- Jestes pewien?

- Tak.

- Szkoda. Myslalam, ze dotrzymasz mi towarzystwa. - Odwrocila sie i siegnela po filizanke parujacej herbaty. Oparla sie nonszalancko o biurko i przyblizyla filizanke do ust. - No wiec... czego chcialbys sie nauczyc?

- Jak pokonac Voldemorta - odparl szczerze Harry.

Ta odpowiedz wyraznie zaskoczyla Tonks. Zamrugala i opuscila dlon.

- Zartujesz, prawda?

Harry zmarszczyl brwi.

- Dlaczego mialbym zartowac? Przeciez wszyscy wiedza, ze w koncu bede musial sie z nim zmierzyc, a tak naprawde to nic konkretnego nie umiem.

Tonks odstawila filizanke, pochylila sie lekko do przodu i wbila w niego badawcze spojrzenie.

- Moim zdaniem umiesz bardzo duzo, Harry. Zaden z moich uczniow nie umie tyle co ty.

- Ale to wciaz jest niewystarczajaco. Przeciez nie pokonam Voldemorta zakleciami tarczy, zakleciem rozbrajajacym czy... nie wiem, zakleciem galaretowatych nog na przyklad.

Tonks rozesmiala sie.

- Chcialabym to zobaczyc...

- Przeciez jestes aurorem - kontynuowal Harry. - Sama wiesz, jak niebezpiecznych zaklec uzywaja Smierciozercy. Walczylas z nimi, prawda? Pokonywalas ich. W jaki sposob?

Tonks przestala sie usmiechac i spojrzala na niego z powaga.

- Harry, nie moge...

- Nie chodzi mi o czarnomagiczne zaklecia - przerwal jej chlopak. - Ale nie mow mi, ze podczas walki z najgrozniejszymi Smierciozercami, ktorzy bez wahania rzuciliby na ciebie najbolesniejsze klatwy, nigdy nie uzywalas przeciwko nim czegos powazniejszego od Reducto. Aurorzy na pewno znaja inne zaklecia. Zaklecia, ktore nie sa zakleciami czarnomagicznymi, ale potrafia dokonac czegos wiecej, niz tylko ogluszyc ofiare. - Harry przerwal, wpatrujac sie w Tonks z uwaga. Zagryzla warge. Wygladala tak, jakby walczyla ze soba.

- Posluchaj mnie, Harry. Gdyby Dumbledore...

- Dumbledore na pewno nie

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату