TRZASK!

Nagly, glosny huk sprawil, ze Harry poderwal sie gwaltownie i lokciem potracil stojaca obok butelke, ktora przewrocila sie i rozlala po blacie resztke swojej zawartosci.

W progu karczmy stal Snape.

Harry doznal dziwnego uczucia deja vu. Jakby juz kiedys cos takiego sie wydarzylo. Snape wtedy tez nagle pojawil sie w tych drzwiach... i tez wbijal w niego takie spojrzenie... ale nie pamietal, zeby wtedy ruszyl w jego strone z taka furia na twarzy i nie wyciagnal go zza stolika z tak wielkim impetem jak teraz, lapiac go przez peleryne za kurtke na karku i wlokac do drzwi, nie zwazajac nawet na to, ze Harry sie potyka i ma problem z utrzymaniem sie na nogach...

Nie, cos takiego na pewno by zapamietal.

Snape wyciagnal go na dwor i zatrzymal sie dopiero w ocienionym zaulku obok karczmy, gdzie bez pardonu sciagnal z niego peleryne i wbil w niego dzikie spojrzenie. Wygladal niczym rozwscieczona bestia, z tymi opadajacymi na oczy wlosami, lsniacymi w mroku zrenicami, brwiami tak zmarszczonymi, ze niemal laczyly sie u nasady nosa i obnazonymi zebami. Zanim Harry zdazyl dojsc do siebie, mezczyzna zlapal go za brode i brutalnie uniosl mu twarz, przygladajac jej sie z narastajaca furia.

- Jestes kompletnie pijany! - wysyczal drzacym od wscieklosci glosem. - Ty nieodpowiedzialny smarkaczu! Zupelnie postradales rozum? Co cie podkusilo, zeby wymykac sie z zamku do jakiejs speluny i upijac do nieprzytomnosci? Wiesz, co by sie stalo, gdyby ktos odkryl twoja nieobecnosc i podniosl alarm? Jak dlugo tu jestes? Zdejmowales peleryne? Ktos cie widzial?

Harry szarpnal glowa, uwalniajac twarz z uscisku zimnych palcow i opierajac sie o sciane karczmy.

- Nie dotykaj mnie! - warknal, wbijajac rozbiegane spojrzenie w stojacego przed nim mezczyzne. Wszystko wirowalo mu przed oczami. Ale jego widzial wyraznie. Tak jakby byl jedynym stalym elementem otaczajacego go swiata. Czarna, wysoka postac w dlugiej pelerynie. Snape. Snape, ktory mial... - Nikt mnie nie wiz... widzial. Nie beda cie podje... podejrzewac. Mozesz mnie porwac. - Metnym wzrokiem rozejrzal sie po zasniezonej okolicy. - No, gdzie sa twoi kumple Smiecio... Smierciozercy? Nie przy... prowadziles ich ze soba? - zapytal, probujac brzmiec wyzywajaco, ale jezyk troche go zawodzil.

- Nie mam zamiaru wysluchiwac twojego pijackiego belkotu - wycedzil Snape. - Jezeli juz skonczyles, to natychmiast wracamy do zamku, zanim ktos odkryje, ze cie nie ma.

- Nigdzie z toba nie pojde! - Harry zamachnal sie, probujac trafic piescia w twarz mezczyzny, ale Snape odsunal sie. Sprobowal druga reka, ale tez spudlowal, a co gorsza, stracil rownowage i polecial do przodu. Przed upadkiem powstrzymaly go jednak rece Snape'a, ktory zlapal go mocno za ramiona i z calej sily pchnal na sciane, przytrzymujac go.

- Zostaw mnie, ty... - zanim jednak zdazyl dokonczyc, mezczyzna zaslonil mu usta dlonia i naparl na niego calym cialem, tak jakby chcial ich ukryc w cieniu zbitej z grubych bali sciany.

Do uszu Harry'ego dotarl dzwiek zatrzaskiwanych drzwi karczmy i pijacki smiech, a po chwili w polu jego widzenia pojawila sie grupka podchmielonych czarodziejow. Zatrzymali sie na oswietlonej polaci sniegu, zaledwie trzy metry od nich i gdyby tylko odwrocili glowy...

- Ani slowa. - Harry uslyszal tuz przy swoim uchu napiety szept Snape'a i poczul, jak mezczyzna przesuwa dlon i wyciaga rozdzke, nie spuszczajac wzroku z trojki intruzow.

Harry przeniosl spojrzenie z chwiejacych sie sylwetek na znajdujaca sie zaledwie centymetry od jego wlasnej twarz Snape'a.

Czul go... tak blisko. Przyciskal sie do niego. Mocno. Ciasno. Chlodna dlon na jego ustach. Oddech na twarzy.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату