W koncu grawitacja zwyciezyla i Harry, nie wiedzac nawet kiedy i w jaki sposob, runal w snieg.

W pierwszej chwili nie wiedzial nawet, co sie stalo. Otoczylo go tylko lodowate zimno. Pamietal je... pamietal, jak cudownie go wypelnialo, zamrazajac ten tepy bol i spychajac go gleboko, bardzo gleboko...

Ale tym razem ktos je powstrzymal. Silne rece, ktore wyciagnely go ze sniegu i uniosly w gore, wyrywajac go z objec chlodu i zatapiajac we wlasnych, cieplych objeciach. Jedna reka wsunela sie pod jego kolana, a druga pod plecy i Harry, na wpol swiadomie, wtulil twarz w rozgrzana szyje, obejmujac ja ramionami.

Ziola. Czul zapach ziol. I czegos slodkiego. I gorzkiego. Wszystkiego, czym pachnial... Severus.

Czul, ze jest gdzies niesiony, ale nie mogl, a moze i nie chcial otwierac oczu. Glowa pulsowala mu bolesnie. Slyszal skrzypienie sniegu pod butami. A potem, chociaz nawet nie wiedzial w ktorym momencie, skrzypienie zamienilo sie w stuk krokow na posadzce. Zrobilo sie cieplej. Ale on zamienil sie jedynie w zmysl powonienia. Zapach Severusa otulal go, kolysal. Wnikal w niego, rozgrzewajac go o wiele skuteczniej od jakiegokolwiek ognia.

Kroki zmienily sie. Teraz wydawalo sie, ze wchodza po schodach. Jeszcze mocniej sie w niego wtulil. Slyszal jego oddech. Wyczuwal pulsowanie krwi przeplywajacej tuz pod skora. Byla tutaj taka ciepla i gladka. Pamietal, jak ja calowal, jak przyciskal wargi do tego miejsca na szyi... ale dlaczego wydawalo mu sie, ze to wszystko dzialo sie tysiac lat temu?

Zatrzymali sie. Uslyszal cichy szept i dzwiek przesuwajacego sie portretu. Zrobilo sie jeszcze cieplej. Goraco.

Rece opuscily go i polozyly na czyms miekkim.

Nie! Nie chcial...

Scisnal go desperacko, ale jego ramiona zostaly oderwane. Opadl bezwladnie do tylu, poddajac sie zmeczeniu.

Zapach zniknal. Pozostala jedynie nieco zakurzona won starych kanap i gobelinow.

Przez jakis czas walczyl z nieustannym wirowaniem w glowie i coraz bardziej nieprzyjemnym uciskiem w zoladku. Kiedy w koncu zdolal otworzyc oczy, rozejrzal sie metnym wzrokiem. Byl sam w Pokoju Wspolnym Gryffindoru. I lezal na kanapie przed kominkiem.

Skad sie tu wzial? Gdzie... gdzie sie podzial Snape? Czyzby... a wiec to nie byl sen? Mial wrazenie, ze zapach Snape'a, jego dotyk... ze to mu sie tylko przysnilo...

Siegnal po schowana w kieszeni Mape Huncwotow. Rozlozyl ja z pewnymi trudnosciami, a nastepnie spojrzal na komnaty Mistrza Eliksirow.

Dostrzegl go. Byl w swoim gabinecie. Ale... - Harry bardziej przyblizyl mape, poniewaz wydawalo mu sie, ze zle widzi - ...ale oznaczajaca go kropka poruszala sie jakos dziwnie. Zamknal na chwile oczy i otworzyl je ponownie.

Nie. Kropka nadal wirowala mu przed oczami w dziwnych zygzakach.

To musiala byc wina alkoholu.

Rozejrzal sie po mapie. Jedynie w Pokoju Wspolnym Slizgonow dostrzegl kilkoro uczniow, ktorzy jeszcze nie spali, ale ze zdumieniem zdal sobie sprawe z tego, ze wszystkich pozostalych widzial wyraznie. To znaczy na tyle wyraznie, na ile pozwalal mu na to jego obecny stan.

Ponownie spojrzal na gabinet Snape'a. Oznaczajaca go kropka nadal wirowala mu przed oczami.

Odlozyl mape, a jego glowa opadla bezwladnie.

Prawdopodobnie jest po prostu zmeczony i za duzo wypil. Nic dziwnego, ze ma halucynacje.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату