Musi sie przespac. Tak. Moze jutro wszystko bedzie wygladac lepiej... Moze wtedy cokolwiek zrozumie...

Cokolwiek.

--- rozdzial 61 ---

 

 

61. Preludium

 

Harry przetarl powieki i ponownie wbil spojrzenie w rozlozona na kolanach mape Huncwotow. Oczy bolaly go od goraczkowego wpatrywania sie w nia przez ostatnie trzy godziny w tym slabym swietle rzucanym przez kilka umocowanych na scianach korytarza pochodni. Nie chcial ryzykowac uzywania Lumos, na wypadek gdyby swiatlo wydostalo sie spod peleryny niewidki. Zbyt wielu Slizgonow krecilo sie korytarzami w lochach, a i tak niewiele brakowalo, by pewien drugoroczniak wpadl na niego, kiedy przepychal sie ze swym kolega. Dlatego tez miejsce na zimnej, kamiennej posadzce pod sciana korytarza zamienil na niewielka wneke znajdujaca sie moze nieco dalej i w mniej oswietlonym miejscu, ale przynajmniej bezpieczniejsza, skoro zamierzal tu spedzic kilka godzin, czekajac na... no wlasnie, na co? Na jakakolwiek okazje.

Ale wygladalo na to, ze przynajmniej dzisiejszego wieczoru, Snape nie zamierza sie nigdzie ruszac ze swych komnat. Przez dwie i pol godziny siedzial w gabinecie, a nastepnie wstal i wszedl do salonu. Spedzil w nim kolejne pol godziny, by pozniej przeniesc sie do lazienki i ostatecznie do... - Harry obserwowal czarna kropke, ktora rozmywala mu sie juz przed oczami - ...no tak, do sypialni.

To by bylo na tyle, jezeli chodzi o 'jakakolwiek okazje'. Co prawda, moglby sprobowac wsliznac sie do gabinetu po poludniu, kiedy Snape wracal z zajec, ale watpil, by przygotowane przez niego zaklecia wytrzymaly dluzej niz pietnascie minut, a podejrzewal, ze gdyby znalazl sie w srodku, to musialby spedzic tam znacznie wiecej czasu. Poza tym jak mialby wywabic Snape'a na zewnatrz na wystarczajaco dlugi czas, by mogl zdobyc to, po co tu przyszedl? I jak mialby przedostac sie do komnat? A jezeli Snape odkrylby jego obecnosc?

Nie, nie mogl niepotrzebnie ryzykowac. Pozostalo mu siedzenie i czekanie na 'jakakolwiek okazje'. Gdyby chociaz jakis uczen przyszedl na szlaban... moglby wtedy wsliznac sie do srodka, kiedy bedzie wychodzil. Ale... no wlasnie, dalej pozostawal problem, co zrobic ze Snape'em? Moglby jeszcze sprobowac wsliznac sie do gabinetu, gdyby Snape wychodzil na obchod, ale po pierwsze - Harry nie mial pojecia, kiedy Snape ma dyzury, a po drugie - jak mialby przedostac sie do komnat? Byl wiecej niz pewien, ze Snape zmienil haslo. Proba uzycia jakiegokolwiek zaklecia otwierajacego skonczylaby sie zapewne uruchomieniem alarmu, a Snape byl zbyt poteznym czarodziejem, by komus takiemu jak Harry udalo sie zlamac jego zabezpieczenia.

Westchnal ciezko, przymknal powieki i oparl glowe o zimne kamienie za soba. Byl zmeczony. Zmeczony i zniechecony. Jak w ogole doszlo do tego, ze od kilku godzin siedzi tutaj na tej lodowatej podlodze pod drzwiami gabinetu Snape'a? I to w srodku nocy. Czy naprawde nie bylo innego sposobu?

Nie. Nie bylo.

Zrozumial to dzisiejszego poranka. Kiedy tylko uniosl ciezkie niczym z kamienia powieki, czujac w ustach smak upodlenia i goryczy. Kiedy tylko uswiadomil sobie, ze zostaly mu trzy dni. Trzy dni, a on nie znalazl zadnego sposobu... niczego sie nie nauczyl... nie mial zadnego planu... Trzy dni zycia. Trzy dni... istnienia.

Polegl, zanim w ogole rozpoczela sie bitwa. Polegl juz z chwila, kiedy rozsypal sie pod stopami Snape'a. Nie potrafil wygrac nawet ze soba. Jak mialby pokonac Voldemorta? To bylo... zbyt wiele... zbyt wiele jak na kogos, kto ma tylko szesnascie lat. Nie mial zadnych szans. Zadnych. Jak w ogole mogl byc na tyle glupi, by sadzic, ze uda mu sie chocby drasnac Voldemorta? I jeszcze wyjsc z tego calo? Zdumiewala go wlasna naiwnosc.

Nie pozostalo mu juz nic. Nic, poza ta jedna, jedyna droga. Voldemort musi zginac. Musi zniknac z powierzchni swiata raz na zawsze. I byl tylko jeden sposob, by tego dokonac.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату