***

Boisko bylo opustoszale. Slady, ktore pozostaly po ostatnim treningu zasypal snieg i cala powierzchnia wygladala niczym nieskazitelna, biala plachta. Harry odgarnal snieg ze znajdujacej sie na trybunach lawki i usiadl na niej, skladajac dlonie razem i wciskajac je pomiedzy kolana. Powoli przesunal wzrokiem po ciemniejacym niebie, zatrzymujac go dopiero na trzech, ledwie widocznych w wieczornej szarowce petlach. Nastepnie spojrzal na otaczajace boisko trybuny. Przymknal powieki.

Uslyszal ryk tlumu. Ogluszajacy doping Gryfonow i gwizdy Slizgonow. Glos Lee Jordana, probujacego nadazyc za wydarzeniami na boisku. Piosenke, spiewana przez wszystkich Gryfonow...

Zobaczyl falujace morze czerwieni i zlota, proporce, flagi, szaliki... zobaczyl kapelusz w ksztalcie glowy lwa...

Poczul na twarzy ped powietrza. Wiatr rozwiewal mu wlosy, kiedy zdretwialymi palcami sciskal raczke miotly i lecial, coraz szybciej i szybciej, poniewaz przed chwila go widzial. Zloty Znicz. Byl coraz blizej, teraz widzial go tak wyraznie. Juz go prawie mial... Wyciagnal reke i niemal polozyl sie na miotle i wtedy... jego palce zacisnely sie wokol zlotej kulki, a cialo wypelnil ogien triumfu, mieszajac sie z torpedujacym jego uszy wrzaskiem radosci...

Opadal na ziemie powoli, rozkoszujac sie tym wrzacym w zylach, zapierajacym dech w piersiach poczuciem wygranej. Znicz trzepotal w jego dloni.

Zdobyl go! Zwyciezyl!

Otworzyl oczy. Byl sam. Wokol panowala nieskazitelna cisza. Zmierzch otulil boisko kokonem gestej ciemnosci.

Harry zagryzl warge i spuscil wzrok, a z jego piersi wyrwalo sie dlugie, gorzkie westchnienie.

***

Harry steknal i rozmasowal obolala szyje, po czym ponownie wbil spojrzenie w mape.

Zostalo mu dziesiec godzin. Dziesiec godzin do spotkania z Voldemortem, a on nadal nie mial eliksiru.

Poprzedniego wieczoru siedzial pod gabinetem Snape'a prawie piec godzin. Na prozno.

Ale teraz nie zamierzal rezygnowac. Chocby mial tu siedziec i czekac do rana, chocby mial uruchomic alarm... musi zrobic wszystko, aby go zdobyc! To byla jego ostatnia szansa.

Dziesiec godzin... A przeciez musi sie jeszcze dostac na miejsce spotkania. Ile czasu zajmie mu podroz na miotle do Dartmoor? Przeciez to na drugim koncu kraju!

Powoli zaczynala ogarniac go panika.

Przycisnal dlon do oczu i przetarl powieki.

Nie, panika nie byla teraz wskazana. Musi zachowac trzezwy umysl, aby zdobyc eliksir. Tylko to sie teraz liczylo. Ale jak ma to zr...

W chwili kiedy jego spojrzenie padlo na poruszajaca sie korytarzem kropke z napisem Nott, serce podskoczylo mu niemal do gardla.

Czyzby to...? Czyzby to wlasnie miala byc jego szansa?

Uwaznie obserwowal zblizajaca sie kropke. Tak, nie bylo zadnych watpliwosci! Nott zmierzal wyraznie w kierunku gabinetu Mistrza Eliksirow! A to oznaczalo, ze wejdzie tam, a potem on i Snape wyjda i Harry bedzie mogl...

Zerwal sie na rowne nogi, wcisnal mape do kieszeni bluzy i wyciagnal rozdzke. Skierowal ja na siebie i wyszeptal dwa zaklecia.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату