podejrzewal, ze i tak by to zlekcewazyl. Ma szczescie, ze Severus okazal mu litosc i potraktowal go jedynie Cruciatusem, poniewaz najchetniej przetracilby mu kark.
Niech tylko jeszcze raz sprobuje zblizyc sie do Pottera... jeszcze chociaz jeden raz...
***
- Harry, idziesz? - zapytal Ron, czekajac w drzwiach.
Severus, pochylony nad swymi notatkami, uslyszal nagle rumor i podniosl glowe akurat w chwili, kiedy wszystkie ksiazki i przybory znajdujace sie w torbie Harry'ego wysypaly sie na podloge.
- Cholera! - przeklal chlopak. - Musze to pozbierac. Idz, zaraz cie dogonie.
Severus ponownie pochylil sie nad swymi notatkami, usmiechajac sie samym kacikiem ust.
No prosze... Najwyrazniej Potter jest juz naprawde zdesperowany...
Przez ostatnie dni chlopak nie spuszczal z niego wzroku. Wbijal w niego zlaknione kontaktu spojrzenie, pragnac jakiegokolwiek gestu, ktory zapewnilby go, ze to, co wydarzylo sie w schowku, bylo prawdziwe. Ale Severus nie zamierzal go w tym upewniac. Jeszcze nie teraz. Nie mial zamiaru sie spieszyc. Wszystko zalezalo od odpowiednio zaplanowanych ruchow. Od dodawania dokladnie odmierzonych porcji w stosownym czasie. Jak przy warzeniu eliksiru.
Jeszcze troche. Potrzyma go w niepewnosci jeszcze przez jakis czas, az chlopak zacznie wariowac od domyslow i checi zwrocenia na siebie jakiejkolwiek uwagi, a kiedy bedzie juz na granicy desperacji... Severus pozwoli mu wejsc w zastawione przez siebie sidla i z przyjemnoscia popatrzy, jak znowu sie upodli...
- J- ja... - uslyszal ciche, niepewne dukanie.
Poderwal glowe i przeszyl Harry'ego lodowatym, odpychajacym spojrzeniem.
- Lekcja juz sie skonczyla, Potter. Nie slyszales dzwonka?
Chlopak zarumienil sie, odwrocil i pospiesznie opuscil klase. Severus pozwolil sobie na kpiacy usmieszek.
Juz niedlugo Potter bedzie gotowy do drugiej tury...
***
Wiadomosc nadeszla szybciej, niz myslal. Spotkanie o drugiej w nocy, w alejce obok zrujnowanego przytulku dla psychicznie chorych czarodziejow na Nokturnie, ktory kilkanascie lat temu zostal doszczetnie spalony przez jego pacjentow.
Severus oderwal spojrzenie od wciaz czarnych od sadzy, popekanych murow bez drzwi i okien i spojrzal w glab opustoszalej, waskiej alejki. Znajdowal sie na obrzezach Nokturnu. Alejka znajdowala sie pomiedzy spalonym budynkiem a murem oddzielajacym Nokturn od reszty Londynu. Niebo zasnute bylo ciezkimi chmurami, nie pozwalajacymi na to, by przedarl sie przez nie blask ksiezyca. Mrok wydawal sie tutaj gestszy niz gdzie indziej. Cienie poruszaly sie. Fetor rozkladu i fekaliow nasaczal powietrze nuta goryczy i odorem siarki.
Severus zrobil kilka krokow, przechodzac wzdluz muru i zatrzymal sie, wbijajac spojrzenie w pozbawione drzwi wejscie do budynku. Czul ucisk schowanej w rekawie rozdzki. Musial ja miec jak najblizej swojej dloni, a sieganie do kieszeni szaty mogloby mu zabrac zbyt duzo cennych sekund, ktorych, w razie jakiegokolwiek nieporozumienia, mogloby mu zabraknac.
Zmruzyl oczy, nie odrywajac spojrzenia od czajacego sie w budynku mroku.
- Jakze to milo z panskiej strony, ze przybyl pan punktualnie - uslyszal przed soba przeciagajacy sylaby, lekko zachrypniety glos. Zza rogu budynku wyszedl mezczyzna o dlugich, zlepionych w straki wlosach siegajacych ramion, ubrany w krotka, przypominajaca plaszcz szate o postrzepionych brzegach. W lewej rece trzymal zawiniety w jakas szmate, przypominajacy rog ksztalt. Prawa
