spoczywala na oplatajacym jego chude biodra, skorzanym pasie, za ktory mial wetknieta rozdzke.
- Nie przyszedlem tu wymieniac uprzejmosci - odparl Severus, spogladajac w jego ledwie widoczne w ciemnosci, przypominajace szpary oczka. - Przyszedlem po swoje zamowienie.
- Coz za niecierpliwosc - westchnal czarodziej, wykrzywiajac wargi w bezzebnym usmiechu.
- Sadzilem, ze to spotkanie w interesach, a nie na popoludniowej herbatce - syknal Snape. Nie mial ochoty z nim rozmawiac. Ludzie tacy jak on przypominali szczury taplajace sie w najbardziej trujacych sciekach. Po pewnym czasie samo ich dotkniecie moglo skonczyc sie smiercia.
Siegnal do swej szaty i zobaczyl, ze mezczyzna blyskawicznie zaciska dlon na rozdzce. Puscil ja jednak, kiedy Severus wyjal z kieszeni trzy niewielkie buteleczki, jarzace sie slabo w ciemnosci.
- Oto twoja zaplata - powiedzial, widzac, jak oczy mezczyzny rozszerzaja sie wyglodniale na widok fiolek. Szybko schowal je jednak z powrotem. - Ale najpierw pokaz mi towar.
Czarodziej ponownie wykrzywil wargi, podszedl kilka krokow, polozyl zawiniatko na ziemi i odsunal sie. Severus, nie spuszczajac wzroku z mezczyzny, podniosl pakunek i ostroznie rozwinal. Rog polyskiwal lekko. Snape przysunal go do twarzy i przyjrzal mu sie, mruzac oczy. Pierscienie okalajace podstawe rogu byly ledwie widoczne i nierownomierne. A powinny byc wyrazne i gladkie niczym tafla.
Powietrze zrobilo sie chlodniejsze. Severus uniosl glowe i wbil w mezczyzne lodowate spojrzenie.
- Masz mnie za idiote? - warknal. - To bezuzyteczny smiec.
Co ten szczur sobie wyobrazal? Ze uda mu sie go nabrac? Ze wcisnie mu ten nic nie warty chlam, a on sie nie zorientuje? To byl najzwyklejszy rog buchorozca. Mozna go kupic w kazdym sklepie z ingrediencjami.
Czarodziej wzruszyl ramionami.
- Mial byc rog buchorozca, to go dostarczylem. A teraz... - jego oczy rozblysly w ciemnosci - ...dawaj te eliksiry!
Severus odlozyl rog i wyprostowal sie. Czul w sobie stal. Ostra i zimna. I o wiele ciemniejsza niz otaczajacy go mrok.
I glod.
- Nie bede placil za twoja niekompetencje - wycedzil.
Ten zalosny smiec probowal go oszukac. Jego!
- Nieee? - Zapytal mezczyzna, przeciagajac ostatnia sylabe. Jego oczy powedrowaly w glab zaulka i opuszczonego budynku. Severus uslyszal szelest. Cienie poruszyly sie. Lekko przekrecil glowe, dostrzegajac wychodzace zza murow, ciemne sylwetki. Naliczyl ich piec. Plus ten smiec przed nim. - A teraz? - Czarodziej ponownie wykrzywil usta w parodii usmiechu.
Och, a wiec w ten sposob zamierzal grac...
Severus lekko poruszyl palcami prawej dloni.
Szesciu do jednego.
Rozdzka zsunela sie odrobine w dol.
Glupcy. Chyba nie zdawali sobie sprawy, z kim zadarli...
Rozdzka wysunela sie z jego rekawa. Severus pochwycil ja i ulamek sekundy pozniej pograzony w mroku zaulek rozjarzyl sie oslepiajacym swiatlem. Severus skoczyl do przodu, slyszac wykrzykiwane na oslep zaklecia.
Mial go. Zagarnal go
