zawroceniu, a powietrze wypelnialy ostre jak brzytwa, lodowate plomienie gniewu, zamieniajac je w mikroskopijne krysztalki lodu.

Nie potrafil sie uspokoic. Nie chcial sie uspokoic. Jeszcze zaden uczen w historii tej szkoly nie doprowadzil go... nie doprowadzal go do takiej furii! Uczniowie denerwowali go, irytowali, czasami wzbudzali ironiczny usmieszek, czasami wywolywali czysty jak lza gniew. Ale tylko Potter potrafil doprowadzic go nad sama krawedz... potrafil doprowadzic go do utraty kontroli nad soba. Jego!

Czy to cos w jego spojrzeniu? W tych zuchwalych oczach, ktore wbijaly sie w niego niczym kawalki potluczonego szkla, ostre jak sztylety? W sposobie, w jaki zaciskal szczeke, z taka zacietoscia, ze ledwie mogl oddychac? W tym buntowniczym spojrzeniu, w ktorym przez te niewielka chwile nie bylo cienia strachu, jakby w ogole sie go nie bal, jakby probowal pokazac, ze jest na tyle szalony, by rzucic sie glowa w dol z urwiska i zobaczyc, gdzie go to zaprowadzi?

Wciaz go prowokowal, wciaz szukal granicy, posuwajac sie coraz dalej i dalej... Bezczelny gowniarz, ktory uwielbia pyskowac, uzalezniony od ryzyka szczeniak... niech no tylko sie w koncu zjawi! Juz on go sprowadzi na ziemie, wgniecie go w nia tak mocno, az poczuje piach w ustach... pokaze mu, gdzie jego miejsce...

Skoro tak bardzo uwielbia rzucac mu wyzwania... to pokaze mu, czym konczy sie zabawa ogniem.

Bolesnym poparzeniem.

Zerknal na zegarek. Potter sie spoznial.

Jezeli nie przyjdzie... jezeli chocby osmieli sie nie przyjsc... to wiedzial, ze nie wytrzyma i cos rozwali.

Nagle zatrzymal sie gwaltownie, slyszac odlegly trzask drzwi. Jego oczy zablysly, a wargi wykrzywily sie, odslaniajac zeby. Wygladal, jakby zamierzal kasac. Gryzc.

Przysunal sie do sciany, obserwujac niczym przyczajona w ukryciu bestia, jak drzwi powoli otwieraja sie i do srodka wchodzi... Potter. Rozgladajac sie niepewnie wokol.

Mrozne plomienie wystrzelily az pod sufit niczym lodowe strzaly, kiedy Severus pchnal drzwi, zatrzaskujac je i chwycil swa ofiare w szpony, rzucajac ja na sciane i przygotowujac sie do rozszarpania.

- Co ty sobie wyobrazasz, Potter? - wysyczal glosem zimniejszym niz oddech Dementora. - Chciales odegrac przed nimi bohatera? Na mojej lekcji? Jak smiales mi sie sprzeciwic? Jak smiales podwazyc moj autorytet? Powinienem bardzo surowo ukarac cie za twoja bezczelnosc, arogancje i...

- Nie! - krzyknal Harry, zaciskajac zeby.

Znowu to zuchwale spojrzenie... znow ten zaciety wyraz twarzy, ktory doprowadzal go do bialej goraczki... Mial ochote zetrzec ten wyraz z jego twarzy. Zanurzyc w niej swoje pazury...

- Nie musialbym tego robic, gdybys zachowywal sie normalnie! - wyrzucil z siebie chlopak. W powietrzu pojawily sie iskry, a Severus poczul, jak plynacy w jego zylach lod coraz bardziej przypomina lawe. - To ty zaczales! Ja tylko bronilem Hermiony. - Znowu to robil. Znowu potracal te naciagniete do granicy pekniecia struny, znowu nacieral... - Ona jest moja przyjaciolka i nie moglem pozwolic, zebys ja tak traktowal! - Iskry strzelaly, stykajac sie z ich skora. - Nie moglem patrzec na to, jak upokarzasz moich przyjaciol!

Oczy Snape'a rozblysly jadowitym blaskiem. Plomienie pochlonely zarowno jego, jak i wcisnietego w sciane chlopca, zamieniajac ich sylwetki w zywe pochodnie.

Ciezko bylo jedynie stwierdzic, czy to nadal byl jeszcze lod, czy juz trawiacy wszystko ogien...

***

Sytuacja odrobine wymknela sie spod kontroli. Kara zamienila sie w cos,

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату