jekami oddechem, by potem mogl odtwarzac je sobie w mroku nocy.
By rozswietlily ciemnosc...
Wszystko zniknelo, spowite lepka, ciezka, szkarlatna mgla, z ktorej wydostawaly sie jedynie odglosy. Jeki, gardlowe pomruki, przypominajace posilajace sie, wyglodzone zwierze, przyspieszone bicie serca, dlugie westchnienia, zmieszane ze soba oddechy i przesaczajace sie przez wszystko, geste, kasajace wnetrznosci pragnienie.
I w koncu z calej tej powodzi wylonila sie twarz. Twarz o szeroko otwartych, zielonych oczach wypelnionych pozarem orgazmu i smukle, wygiete w luk cialo, podrygujace na jego kolanach w rytmie przelewajacych sie przez nie fal rozkoszy.
I mogl znowu obserwowac, jak absolutnie wszystko odplywa z jego twarzy i pozostaje tylko czysta rozkosz, tak silna, ze wygladala, jakby sprawiala mu bol. Jak czarne kosmyki opadaja na spocone czolo, a w kacikach powiek pojawiaja sie drzace lzy. Jak jego biodra wciaz podryguja, wyrzucajac z siebie ostatnie krople nasienia. Jak otwarte od krzyku usta zamieraja i wydobywa sie z nich pelen satysfakcji jek.
Tak doskonaly... tak cholernie doskonaly.
Severus goraczkowo pochlanial ten widok, czekajac... bowiem wiedzial, ze za moment, juz za kilka sekund nadejdzie najlepsze.
O tak, wlasnie teraz!
Ten cudowny blogi wyraz twarzy, nieprzytomny usmiech i oczy jasniejace blaskiem spelnienia... widzial to wszystko, zanim Harry znieruchomial i opadl na niego z westchnieniem, wtuliwszy sie w jego szaty.
Teraz, kiedy Potter byl juz nasycony, Severus mogl w koncu nakarmic takze i siebie...
***
Severus lezal przez chwile na plecach, wpatrujac sie w sufit i usilujac wyrownac oddech. Slyszal obok siebie ciezki oddech Harry'ego. Powoli przekrecil glowe i spojrzal na niego. Chlopak lezal tylem do niego, z podkurczonymi nogami. Jego jasna skora lsnila od potu. Wycienczone miesnie drzaly. Widzial jego wystajace lopatki i dluga linie kregoslupa, biegnaca az do krzyza. Spojrzal nizej. Na wyplywajaca spomiedzy posladkow biala, gesta ciecz, osiadajaca na czarnej poscieli.
Taki splamiony... zbrukany.
Nie. Nie tak powinien wygladac. Powinien lsnic. Powinien jasniec.
Severus siegnal po rozdzke i niemal bezglosnie wyszeptal zaklecie czyszczace. Ostry, drazniacy nozdrza zapach potu i seksu zniknal. Sperma rowniez.
Mezczyzna uniosl sie na lokciu i spojrzal na lezacego obok Harry'ego. Jego cialo niemal razilo swa jasnoscia na tle czarnej poscieli. I ten widok wydawal sie Severusowi tak... nierzeczywisty. Nie przywykl do tego. Do czyjejs obecnosci w swojej sypialni. Ale Potter byl tutaj. W jego lozku. Rozgrzany i zaspokojony, przy jego boku. I Severus nie mogl oderwac od niego wzroku, kiedy przysunal sie blizej, wyciagnal dlon i dotknal ciemnych, rozrzuconych na poscieli wlosow.
W tym samym momencie powietrze stalo sie cieplejsze i wypelnilo sie blaskiem.
Oczy Severusa przyslaniala dziwna mgla, kiedy glaskal czarne, wilgotne kosmyki, przeslizgujace sie miekko pomiedzy jego palcami i wsluchiwal sie w drzacy oddech Harry'ego, ktory powoli sie uspakajal. Przesuwal palce po gladkiej, rozgrzanej twarzy, gladzac policzek i skron chlopaka. Wyczuwalny w powietrzu zapach wanilii i czekolady wydawal mu sie jeszcze intensywniejszy niz zwykle. Mimowolnie przysunal twarz blizej do szyi Harry'ego, muskajac nosem rozczochrane wlosy i wciagajac gleboko w nozdrza te niebywala won.
Pomieszczenie zafalowalo lekko i wypelnilo sie glosnymi, coraz szybszymi uderzeniami serca, odbijajacymi sie echem w calej sypialni.
