niej lagodny pocalunek. - Nie moge...
Pozostaniesz w moich wspomnieniach. I bedziesz w nich juz zawsze. Przy mnie.
***
Rano zapach Harry'ego wydawal sie jeszcze intensywniejszy. Byl wszedzie. Saczyl sie z jego skory niczym niewidzialny dym, wsiakajac w posciel oraz przykrycie i klebami unoszac sie nad lozkiem.
Severus lezal na boku, podpierajac sie na lokciu i... obserwowal go. Jego pograzona we snie twarz. Rozchylone lekko wargi. Opadajace na czolo i rozsypane w nieladzie na poduszce wlosy. Nagie ramie, lezace swobodnie na koldrze, unoszace sie i opadajace wraz z rownym, spokojnym oddechem. Emanujace od niego rozluznienie... W tej jednej chwili przypominal niezwykle kunsztowne i wyszukane dzielo. Dzielo przedstawiajace bezgraniczna ufnosc oraz calkowita bezradnosc... i Severus nie potrafil oderwac od niego oczu. Widok ten byl dla niego... odprezajacy.
Powoli uniosl dlon i delikatnie dotknal ciemnych, rozczochranych wlosow, przeczesujac je palcami. Czul, jak wilgotne od snu kosmyki przeslizguja sie pomiedzy nimi. Widzial, jak jego dlon niemal ginie w gestwinie sterczacych na wszystkie strony wlosow. Na przemian gladzil je i lapal w garsc, a wtedy tak przyjemnie laskotaly mu skore... i przez caly czas mial wrazenie, jakby to wlasnie one byly rowniez przyczyna tego laskotania, ktore odczuwal w ledzwiach, a ktore coraz szybciej roznosilo sie po calym ciele.
Nie odrywajac wzroku od powiek Harry'ego, gotow w kazdej chwili zabrac reke, przesunal dlon i pogladzil jego rozgrzany od snu policzek. Czul zar promieniujacy od skory, zar, ktory ogrzewal jego chlodne palce i niemal buchal mu w twarz. Przysunal ja wiec blizej, zanurzajac nos i usta w ciemnych wlosach i gleboko wciagajac w nozdrza ich zapach. Pachnialy czekolada. Slodka, parujaca czekolada. Won byla tak intensywna, iz wydawalo sie, ze to wlasnie ona sprawia, ze caly pokoj faluje.
Nasyciwszy juz swe zmysly, Severus przesunal twarz nizej, na szyje Harry'ego i niemal zakrecilo mu sie w glowie, kiedy poczul wdzierajacy mu sie w nozdrza zapach wanilii. Wysunal jezyk i polizal te nieskazitelna skore, czujac na jezyku smak wymieszanej z potem slodyczy. To najprawdopodobniej ona sprawila, ze tym razem w powietrzu pojawily sie iskry. Tak samo, jak w ciele Severusa.
Nie odrywajac nosa od cieplej skory, przesunal twarz na nagie ramie, dlonia zsuwajac z Harry'ego przykrycie, by moc miec go przed soba w calej okazalosci, jego drobna sylwetke, wystajace lopatki, dlugie zaglebienie kregoslupa ciagnace sie az do posladkow i te apetyczne biodra, w ktore tak bardzo uwielbial wbijac palce, ugniatajac drzace pod nim cialo i bez oporu przyciagajac je ku swojej wyprezonej erekcji.
Oblizal wargi i przymknal powieki, ponownie zaglebiajac twarz w jego goracej szyi oraz odurzajacym zapachu, czujac, jak iskry zamieniaja sie w drzenie i jak drzenie przeistacza sie w krople lawy, ktore splywaja po jego skorze, wypalajac w niej rany... i jak to cos, co nie pozwalalo mu oddychac, majac Pottera tak blisko siebie, to cos, co wiezilo mu oddech w plucach, kiedy na niego patrzyl, to cos, co szarpalo sie w nim, kiedy czul go na jezyku i w nozdrzach... jak to cos rozprzestrzenia sie w nim coraz bardziej i bardziej, zamieniajac glod, ktory zawsze odczuwal w... porazajace nerwy, konsumujace wszystkie zmysly pragnienie, z ktorym Severus nie mial juz sily walczyc. Wypelnialo go, plynelo w jego zylach, szarpalo ledzwiami i probowalo rozerwac go na strzepy... i wiedzial, ze jezeli zaraz nie dotknie Pottera, jezeli go nie skosztuje, jezeli nie zatopi w nim swoich ust i zebow, i palcow, i jezyka... to oszaleje.
Nie byl w stanie dluzej mu sie opierac. Siegnal po niego dlonmi drzacymi z potrzeby. Dlonmi, ktore pragnely jedynie dotykac go. Ustami, ktore pragnely calowac i smakowac go. Palcami, ktore pragnely zanurzac sie w jego zarze i sprawiac mu przyjemnosc. I w koncu penisem, ktory jedyne, czego pragnal, to... byc w nim.
I zastanawial sie, czy to wciaz bylo jeszcze pragnienie... czy juz moze obled?
