– Gdzie wczoraj widziales Corrie?

– Zaprosilem ja do nas na kolacje. To miala byc niespodzianka dla ciebie. Ale gdy rozmawiales z gospodynia, rozlaczyles sie tak szybko, ze nie zdazyla ci o tym powiedziec. Nie wiedzielismy, gdzie jestes, wiec nie moglem do ciebie zadzwonic.

– Czyli Corrie nie przyjechala – podsumowal Shane.

– Byla tu, gdy dzwoniles.

– Byla tu? – Odlozyl widelec i przez chwile siedzial nieruchomo. – Nigdy nie moglem jej namowic, by choc zblizyla sie do tego domu. – Usmiechnal sie lekko, z niedowierzaniem. Wyraznie byl zadowolony. – Przyjechala, zeby mi – zrobic niespodzianke? Co powiedziala, gdy sie okazalo, ze mnie nie bedzie?

– Nie mowila wiele. Byla dosc oniesmielona. Troche trwalo, nim nieco sie oswoila. Spedzilismy mily wieczor.

Przynajmniej tak wygladalo. Ja w kazdym razie bawilem sie bardzo dobrze. Corrie jest mila, dobrze wychowana, duzo wie. Myslaca kobieta, ktora potrafi wyrazic wlasne zdanie.

Zwlaszcza na koniec, gdy stali przy basenie. I tak dobrze, ze nie wepchnela go do wody, tak jak niegdys Shanea.

– Czyli jakos sie dogadaliscie? – z rozjasniona mina podsumowal Shane. Nick najchetniej by na tym zakonczyl zwierzenia, jednak musi zrelacjonowac mu wszystko do konca.

– Na tyle dobrze, ze wprosilem sie do niej na kolacje. Shane usmiechnal sie szerzej, oparl wygodniej.

– Co ty? I co ona na to?

– Zapytala, kiedy chcialbym przyjsc – rzekl Nick i zamilkl. Bo w oczach brata dostrzegl cos nowego. Czyzby zazdrosc? Spokojnie, Shane, mozesz odetchnac, rzekl w mysli.

– Ale zaraz potem wyrwalo mi sie pare slow, ktore wszystko popsuly.

Shane popatrzyl na niego zwezonymi oczami.

– To znaczy?

– Na pewno chcesz wiedziec?

– Stary, nie podpuszczaj. Skoro zabrnales tak daleko, to wal do konca. Wczoraj wieczorem wpadlem do Corrie, pewnie zaraz po tym, jak wrocila do domu. Byla wsciekla. Nigdy jej takiej nie widzialem. Pytalem, co za skunks ja tak zdenerwowal, ale nie powiedziala. Choc byla najezona jak diabli.

– Shane usmiechnal sie ponuro. – I co ty na to, skunksie?

Minelo juz poludnie, gdy Corrie wreszcie puscila wolno konia, a sama ruszyla do domu. Bydlo zostalo przepedzone na nowe pastwisko, pracownicy juz sobie poszli. Zmeczenie i zar lejacy sie z nieba lagodzily jej napiete nerwy. Poki nie dostrzegla sylwetki wysokiego mezczyzny przechodzacego obok domu i kierujacego sie do tylnego wejscia. W reku mial jej torebke.

Kotlowaly sie w niej sprzeczne uczucia. Jeszcze rano byla na niego wsciekla i za nic nie chciala kiedykolwiek znalezc sie z nim twarza w twarz, a teraz na jego widok przepelnily ja radosc i uniesienie. Byl w stroju roboczym: niebieskiej koszuli i wyblaklych dzinsach, jednak wygladal wspaniale.

Shane jest przystojniejszy, a dluga przyjazn sprawia, ze w jego towarzystwie naprawde swietnie sie czuje, jednak to jego starszy brat zawsze ja fascynowal. Moze dlatego, ze byl od nich starszy i bardziej doswiadczony. Nick zawsze wydawal sie jej dorosly.

Moze, podobnie jak ona, nigdy naprawde nie byl dzieckiem. Moze to ja tak w nim pociagalo.

Zawsze obracala sie wsrod chlopcow, dorownywala im we wszystkim. Byc moze dlatego zaden nie rozpalil w niej goretszych uczuc. Podswiadomie szukala kogos silniejszego niz ona, mezczyzny, na ktorym bedzie mogla sie oprzec.

Otrzasnela sie. Takie rozwazania prowadza donikad. Musi pogodzic sie z faktem, ze Nick budzi w niej pewne uczucia, ale nie powinna ich do siebie dopuszczac. Nie ma co przeciagac dzisiejszego spotkania. Wezmie torebke, wyslucha, jesli ma jej cos do powiedzenia, a potem go pozegna. Niewielka szansa, by jeszcze sie spotkali. Tak bylo dotad i prawdopodobnie tak bedzie nadal.

Otarla pot z czola, podeszla i wyciagnela reke.

– Widze, ze znalazles moja torebke – odezwala sie spokojnie. – Dziekuje, ze mi ja podrzuciles. – Miala nadzieje, ze po jej tonie pojmie, ze nie zamierza ciagnac rozmowy. Nie chce byc niegrzeczna, ale im szybciej sobie pojdzie, tym lepiej.

Chyba nie liczy, ze go zaprosi do domu? Ani ze rozmowa potrwa dluzej. Bo niby o czym mieliby rozmawiac? Nick podal jej torebke.

– Moze pogadamy? – Na te slowa serce zatrzepotalo jej w piersi. Jeszcze mocniej niz na jego widok. Probowala sie opanowac, ale nie przychodzilo jej to latwo.

Zdjal z glowy kowbojski kapelusz i powoli obracal go w dloniach. Zwraca sie do niej jak do kobiety. Jest tez troche zdenerwowany. Popatrzyla mu prosto w oczy, szukajac potwierdzenia.

– Bylo mi milo goscic cie na kolacji. Zaprosilem cie z okreslonych powodow i bardzo cie za to przepraszam, bo to nie bylo w porzadku. Jednak naprawde sie ciesze, ze mielismy okazje poznac sie blizej. Dla mnie to byla prawdziwa przyjemnosc. Nie mialem zlych zamiarow, dlatego licze, ze przyjmiesz moje przeprosiny. Sa naprawde szczere.

Serce bilo jej jak szalone. Czula, ze policzki jej plona.

Nie mogla wytrzymac jego palacego spojrzenia. Chyba niemozliwe, zeby tak swietnie gral. Z miejsca stalby sie gwiazda Hollywood.

– Prosze… – glos jej sie lamal. Mimowolnie sciagnela kapelusz i trzepnela nim o udo. Typowy meski gest. Zamarla, uswiadomiwszy sobie ten fakt. W dodatku w drugiej rece trzyma damska torebke.

Ale co moze zrobic, skoro naprawde czuje sie wzburzona? Zaskoczyl ja tymi przeprosinami. Zwykle „prosze” to troche za malo. Co teraz powinna zrobic, jak zareagowac? Trudno jej zebrac mysli, gdy tak na nia patrzy.

– Nadal cie deprymuje, prawda? – Bylo to bardziej stwierdzenie faktu niz pytanie.

Wreszcie podniosla na niego oczy. Byla zla, rowniez na siebie, ze tak ja ocenil.

– Cos ci powiem. Moze nie zauwazyles, ale jestem w polowie pracy i jeszcze sporo przede mna. Co mnie deprymuje, to moja nieporadnosc. Nic dziwnego, ze tak bardzo nie chciales, zeby twoj brat sie ze mna ozenil. – Machnela kapeluszem, nasunela go na glowe. – Skoro to juz sobie wyjasnilismy, dziekuje za przywiezienie torebki i przeprosiny. Wszystko jest jak trzeba. Wiec juz moge isc. Do zobaczenia.

Ruszyla do domu. Sama doprowadzila do tego, ze czuje sie upokorzona, na wlasne zyczenie. Byla z nim szczera az do bolu. Musi sie z tego otrzasnac. Choc teraz marzy tylko o jednym – by ziemia sie pod nia zapadla.

Niski glos Nicka zatrzymal ja tuz przed wejsciem na schody.

– Nadal bardzo bym chcial przyjsc na kolacje.

Czy ona dobrze slyszy? Odwazy sie odwrocic, by sie na wlasne oczy przekonac, czy Nick wlasnie nie wsiada do swojego samochodu?

Zerknela przez ramie. Nick stal tam, gdzie poprzednio, i spogladal na nia z nadzieja.

– Dlaczego ci na tym zalezy?

– Musi byc wiele powodow? Wczoraj spedzilismy bardzo przyjemny wieczor, chcialbym to powtorzyc.

Usmiechnal sie do niej urzekajaco.

– Jestes atrakcyjna dziewczyna. Mam mowic dalej, czy to wystarczy? Jesli nie chce ci sie stac w kuchni, chetnie zaprosze cie na kolacje do miasta. Mozemy tez obejrzec jakis spektakl.

Targaly nia rozterki. Ostatecznie niedowierzanie i watpliwosci zwyciezyly.

– Jutro i pojutrze jestem zajeta. Jesli nadal bedziesz mial ochote umowic sie na wieczor, po prostu zadzwon.

Odwrocila sie i szybko weszla po schodkach do domu. Zachowala sie jak nieokrzesany ciolek. Wstydzila sie tego, jednak z drugiej strony cieszyla sie, ze pozbyla sie Nicka. Z dzika pasja zabrala sie do prac domowych i nie ustawala az do poznej nocy. Wreszcie, wyczerpana i nieco uspokojona, padla na lozko i usnela kamiennym snem.

Rozdzial 7

Вы читаете Braterska przysluga
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату