Eadie wyraznie ulzylo. Przeszla do innego tematu. Jednak Corrie nie dala sie zwiesc. Smutek widoczny w oczach kolezanki mial jedno wytlumaczenie. Hoyt nie jest jej obojetny. Dlatego tak trudno pogodzic sie jej z jego licznymi podbojami.
Eadie jest ladna dziewczyna, ale Hoyta pociagaja zupelnie inne dziewczyny – krzykliwe rozrywkowe panienki dopiero wchodzace w zycie. Nie jest czlowiekiem, ktory chce sie ustatkowac, zalozyc rodzine i wiesc zwyczajne zycie. Nic dziwnego, ze Eadie nie moze miec zadnych nadziei. W pewnym sensie obie przezywaja podobne problemy.
Jednak Eadie jest w jeszcze gorszej sytuacji, bo u niego pracuje. Ze swiadomoscia, ze on nigdy nie spojrzy na nia w inny sposob, nie odwzajemni jej uczuc. W dodatku zleca jej kupowanie kwiatow i prezentow dla swoich dziewczyn. Z drugiej strony, moze i dobrze, ze nie wpadla mu w oko, bo zle by sie to dla niej skonczylo. Zlamalby jej serce i szybko rzucil. Tak jak rzucal inne.
Nie zna Hoyta, widziala go tylko przelotnie. Dlatego nie ma o nim wyrobionego zdania. Jednak po tym, co teraz uslyszala, wniosek jest jeden: jesli Hoyt jest niepoprawnym kobieciarzem, a Eadie mimo to cos do niego czuje, to musi miec w sobie cos wiecej. Inaczej Eadie nie chcialaby go znac. I na pewno by dla niego nie pracowala.
Zamyslila sie. Na co ja byloby stac dla kogos, w kim by sie zakochala? Jak daleko moglaby sie posunac? Eadie nie robi nic zlego. Jednak gdyby Hoyt musial sam zadbac o kwiaty i prezenty, moze bylby bardziej umiarkowany i nieco ograniczyl swoje kontakty.
Opamietala sie. Coz jej o tym sadzic? Przeciez w tych sprawach nie ma zadnego doswiadczenia, zadnej wiedzy. Skad moze wiedziec, czy cos zapowiada sie na burzliwy romans czy uklad na dluzej? Dla niej to czysta teoria. Szkoda jej Eadie. To wyznanie jeszcze bardziej ja do niej zblizylo. Moze sama poprosi o rade.
Oczywiscie nie teraz. Dopiero wtedy, gdyby cos sie wydarzylo. Jak na razie na nic takiego sie nie zanosi. Shane sie nie pojawia, nie dal znaku zycia. Co nie powinno dziwic. Szesc lat to kawal czasu. Kiedys, gdy jeszcze chodzili razem do szkoly, wpadal do niej co chwila, ale te czasy dawno minely. Teraz ma swoje sprawy. Podobnie jak Nick. Obaj musza jakos sie z soba dogadac, co nie przyjdzie im latwo. Maja sporo problemow do rozwiazania. I pytan, na ktore musza znalezc odpowiedzi. A ona powinna trzymac sie od tego z daleka.
Dzisiejsze zakupy zrobila pod wplywem Eadie. Choc moze nie tylko. Bo jednak tlila sie w niej odrobina nadziei. Przydadza sie. Zawsze moze isc w nich do kosciola. Nim podjela ostateczna decyzje i zaplacila, poprzysiegla sobie, ze tym razem te ciuchy ujrza swiatlo dzienne. Chocby miala isc w nich tylko na msze.
Gdy zjadly, pozegnaly sie i kazda ruszyla do swojego samochodu. To byl przyjemny dzien, stwierdzila Corrie, jadac do domu. W dodatku nie bedzie glodna, wiec odpada jej robienie kolacji. A co za tym idzie, nie bedzie miec zadnego sprzatania. Gdy dojechala na ranczo, dochodzila szosta. Zaniosla zakupy, podjechala samochodem do stajni i wyladowala pasze. Potem zabrala sie za codzienne obowiazki.
Praca poszla jej szybko. Gdy skonczyla, odsypala pasze dla oslabionego zrebaka. Inne nakarmila juz wczesniej. Dlugonogi kasztanek chyba wyczul, ze niesie cos dla niego, bo gdy tylko ja spostrzegl, od razu odlaczyl sie od stada i podszedl do ogrodzenia.
Corrie pochylila sie, przeszla pod zerdzia na pastwisko. Oparla sie o slupek i umocowala na plocie wiadro z jedzeniem. Pieszczotliwie poklepala zrebaka. Konik prychnal, ostroznie podsunal leb do wiaderka i zaczal powoli jesc. Corrie drapala go po uszach, cieszac sie, ze ma apetyt. Uwaznie przygladala sie pozostalym zrebakom.
Od strony domu doszedl ja odglos podjezdzajacego samochodu. Odwrocila sie gwaltownie. Duza niebieska terenowka Nicka wlasnie zatrzymywala sie przed wejsciem.
Serce skoczylo jej w piersi. Ta jej dzika reakcja zupelnie ja dobila. Postanowila, ze nigdzie sie stad nie ruszy. Patrzyla, jak Nick wysiada z samochodu i idzie do tylnego wejscia. Nie mogla opanowac podniecenia.
Przeciez powiedziala mu, zeby zadzwonil. Zaznaczyla, ze bedzie zajeta. Wczoraj i dzisiaj. Mial zadzwonic, a nie przyjezdzac tutaj. Mimo to sam sie pofatygowal. Co gorsza, nie miala bladego pojecia, jak teraz powinna sie zachowac.
Byl w jasnoniebieskiej koszuli i ciemnych dzinsach. Zwyczajny stroj, a wyglada w nim niesamowicie mesko. Szeroki w barach, waski w biodrach, wysoki. Niby taki jak inni, ale tylko on jeden budzi w niej taka szalencza, trudna do okreslenia tesknote.
Wciaz pamietala, co czula, gdy ujal jej reke w swoja dlon. Pamietala tak, jakby to bylo przed chwila. Tak jak pamieta muskularne cialo pod rekawem bialej koszuli, gdy polozyla palce na jego ramieniu. Nigdy nie zapomni uczucia, jakie ogarnelo ja, gdy poczula na plecach jego ciepla dlon. I chyba nie chce tego zapomniec. Na samo wspomnienie robilo sie jej cieplo na sercu. Tylko teraz dolaczylo do tego uklucie zalu.
Co on tu robi? Po co przyjechal? Bala sie szukac odpowiedzi na te goraczkowe pytania, bo serce bilo jej jak szalone. I przepelnione nadzieja.
Obserwowala, jak Nick wbiega po schodach i mocno stuka do drzwi. Przez moment czekal, potem zastukal znowu. Po chwili odwrocil sie, zszedl z ganku i uwaznie rozejrzal dokola. Jego spojrzenie zatrzymalo sie na zaparkowanym pod stajnia samochodzie. Czyli juz wie, ze Corrie jest na miejscu.
Stala nieruchomo. Moze nie spostrzeze jej sylwetki skrytej za slupkiem ogrodzenia. Nick przesunal wzrokiem dokola. Widziala, ze zatrzymal sie na niej. Serce zatrzepotalo jej w piersi.
Jej dziecinna zagrywka sie nie udala. Na co wlasciwie liczyla? Ze jej nie zauwazy? A moze tak? Teraz to niewazne, szkoda sie zastanawiac. Jedno jest pewne – musi zachowac sie powsciagliwie. Nie okazac, jakie wrazenie zrobilo na niej jego przybycie. I jak bardzo pragnela znowu go zobaczyc.
Bo choc nie chce sie do tego przyznac, to taka jest prawda. Rozsadza ja radosc, ze Nick jest tutaj. Tylko on za nic nie powinien sie tego domyslic. Zwlaszcza ze powod jego przyjazdu jest niewiadomy.
Gdy tylko ja spostrzegl, zaczal isc w jej strone. Udawala, ze nie ma pojecia o jego obecnosci. Znow zachowuje sie dziecinnie, ale jest zbyt spieta, by zachowywac sie naturalnie. Ma tylko nadzieje, ze nie pokaze po sobie tego dziwnego zdenerwowania.
Zrebak podniosl leb i popatrzyl w kierunku nadchodzacego Nicka. Nie miala wyjscia, jak zrobic to samo.
Nawet gdy podszedl blizej, wcale nie robil wrazenia drobniejszego i mniej meskiego. Mial zacieta twarz, skupiony wzrok. Az sie wzdrygnela.
Kiedy stanal obok niej, rysy mu zlagodnialy, a ona odetchnela. Przywital sie.
– Mialem nadzieje, ze zastane cie w domu. Bylem juz wczesniej.
Ogarnelo ja radosne rozgoraczkowanie. Nick przyjechal tu po raz drugi! Czy to mozliwe? Bo chcial ja zobaczyc? Ma w to uwierzyc? Najpewniej nie przyjechal do niej, musial byc inny powod.
– Shanea tu nie bylo – powiedziala. – Nie widzialam go od kilku dni.
– Shane umowil sie dzis na wieczor z kumplami – wyjasnil. – Przyjechalem do ciebie – dodal, a te slowa wypowiedziane niskim glosem sprawily, ze zrobilo sie jej goraco.
– Cos sie stalo? – Przygladal sie jej uwaznie i to jego – spojrzenie bylo jak lagodne dotkniecie. Musi sie miec przy nim na bacznosci. Nick wie, jak obchodzic sie z kobietami. Ma doswiadczenie, i to duze. Usmiechnal sie lekko.
– Nie, skad. Mam tylko pewien pomysl na jutrzejszy dzien i chcialem z toba o tym pogadac.
Zrebak zaczal skubac rekaw jej koszuli. Delikatnie odsunela go reka, pochylila sie i przeszla pod zerdzia ogrodzenia. Celowo nie odpowiedziala od razu. W ten sposob da mu do zrozumienia, jak sceptycznie jest nastawiona do jego pomyslow. Jednak spojrzenie Nicka swiadczylo, ze wcale tego tak nie odebral. Czyli musi bardziej jednoznacznie wyrazic swoja rezerwe.
– Mam jeszcze kilka rzeczy do skonczenia – powiedziala, ruszajac w kierunku stajni. – Chodz ze mna, to przy okazji pogadamy.
Nick szedl obok niej. Wyjal jej z rak wiadro.
– Jutro lece do San Antonio, zamierzam kupic ogiera.
Pomyslalem, ze moglibysmy wybrac sie razem. To dobra okazja, bysmy sie lepiej poznali. Znasz sie na koniach, wiec to moze byc dla ciebie interesujace.
Weszli do stajni. Corrie popatrzyla na Nicka. Nie odrywal od niej oczu.
– Dlaczego?
Leciutko wygial usta w usmiechu.
– Wiesz, ze jestes niesamowita? Nie jest z toba latwo.
Siegnela po wiadro, wziela je od niego i polozyla na miejsce. Potem, nie odpowiadajac, podeszla do drabiny i wspiela sie prawie pod dach. Powietrze bylo tu tak nagrzane od upalu, ze z trudem dawalo sie oddychac. Pchnela bele siana i podsunela ja na krawedz podlogi. Popatrzyla w dol.
Nick przygladal sie jej poczynaniom. Cofnal sie, robiac miejsce. Popchnela bele mocno i siano spadlo na dol.