wczesniejsza zdrade. Odeszli podniesieni na duchu.
Galera Tarona Leimmokheira weszla do portu jako jedna z ostatnich. Marek zobaczyl, ze nie wyszla z bitwy bez szwanku. Pare wiosel wloklo sie w wodzie, gdyz zabraklo obsadzajacych je wioslarzy, a z burty na dlugosci dziesieciu stop bylo zdarte poszycie.
Zolnierze Gavrasa przywitali radosnymi okrzykami admirala, ktory do chwili zacumowania triremy nie zwracal na nich uwagi, a i pozniej musieli sie zadowolic jedynie krotkim ruchem reki. Leimmokheir wyskoczyl na pirs z zywoscia duzo mlodszego czlowieka. Przepchnal sie przez tarasujacy mu droge tlum i stanal przed Imperatorem.
Sklonil sie, mowiac:
— Ufam, iz moja wiadomosc byla wystarczajaco jasna, by uspokoic twoje obawy. — Nie podnoszac glowy mrugnal do Skaurusa lewym okiem, ktorego Thorisin nie mogl zobaczyc.
Imperator poczerwienial i nabral powietrza w pluca, ale nim ryknal na Leimmokheira zobaczyl, ze Marek na sile hamuje szeroki usmiech.
— Zatem jestes zbyt ufny, co najmniej o polowe — warknal, ale nieszczerze. — Powtarzam to od lat, przypomnij sobie.
— Wiec teraz, gdy moje zadanie zostalo wykonane, wroce do lochow, co? — odwzajemnil sie drungarios, ale Skaurus nie doszukal sie w jego glosie zartobliwej przekory.
— Po strachu, jakiego mi napedziles, jak najbardziej na to zaslugujesz. — Oczy Gavrasa przesunely sie na okret flagowy. — Co my tu mamy?
Dwaj marynarze w kolczugach przywiedli swego wieznia. Musieli go podtrzymywac; lewa strona jego przystojnej twarzy byla zakrwawiona po spotkaniu z celnie wystrzelonym z procy kamieniem.
— Powinienes byl raczej zostac w Pityos, Elissaiosie — powiedzial Thorisin.
Bouraphos spojrzal na niego wsciekle i potrzasnal glowa, by przepedzic zamroczenie.
— Bylismy gora, poki ten przeklety kamien i zdrajcy nie scieli mnie z nog. Ja scialbym ich lepiej. — Gra slow byla ulomna, ale Marek musial uszanowac odwage rebelianta, ze w ogole sprobowal.
— Prawdopodobnie nie bedziesz mial okazji — odparl Imperator. Odwrocil sie do marynarzy, ktorzy staneli na bacznosc, spodziewajac sie rozkazu. — Zabrac go do Kynegionu.
Gdy zaczeli odciagac Bouraphosa, Gavras zatrzymal ich na chwile.
— Ze wzgledu na przysluge, jaka mi niegdys oddales, twoje ziemie nie zostana skonfiskowane. Chyba masz syna.
— Tak. To milo z twojej strony, Thorisinie.
— On nigdy mnie nie skrzywdzil. Mozemy takze zadbac, by twoja glowa nie trafila pod Kamien Milowy.
Bouraphos wzruszyl ramionami.
— Zrob, jak uwazasz. Mnie ona juz na nic nie bedzie potrzebna. — Popatrzyl na marynarzy. — No coz, chodzmy. Chyba nie musze wskazywac wam drogi? — Odszedl, prostujac sie z kazdym krokiem.
Marek musial wypowiedziec cisnace mu sie na jezyk slowa:
— Dobrze umiera.
— Tak — skinal Imperator. — Powinien zyc w taki sam sposob.
Na to trybun nie znalazl odpowiedzi.
Obecni na pirsie przygladali sie przycumowanemu statkowi.
— Co jest napisane na rufie? — zapytal Gajusz Filipus.
Litery byly splowiale i pokryte sola.
— „Zdobywca” — przeczytal Marek. Starszy centurion sciagnal usta.
— Nigdy nie dorosnie do swej nazwy.
„Zdobywca” podskakiwal na fali. Byl szerszy od smuklych Videssanskich okretow wojennych, mial szeroki, czworokatny zagiel, teraz zwiniety, i tuzin wiosel, zeby zaloga mogla w razie potrzeby manewrowac nim po porcie.
Gorgidas, ktory znal sie na okretach lepiej niz Rzymianie, wygladal na zadowolonego.
— Nie zostal zbudowany wczoraj ani dzien wczesniej, ale dowiezie nas do Pristy i tylko to sie liczy.
Tracil noga wielki skorzany plecak. Marek, ktory pomagal mu go pakowac wiedzial, ze na jego zawartosc skladaja sie glownie zwoje pergaminu, piora i paczki sproszkowanego atramentu. Trybun zauwazyl:
— Imperator nie traci czasu. Niecaly tydzien od zwyciestwa na morzu, a juz wyruszacie do Arshaum.
— Najwyzsza pora — powiedzial Arigh syn Arghuna. — Brakuje mi konskiego grzbietu miedzy nogami.
Pikridios Goudeles zadrzal lekko.
— Obawiam sie, ze bedziesz mial zbyt wiele okazji, by na powrot do niego przywyknac, jak, co gorsza, ja. — Do Skaurusa powiedzial: — Nadchodzaca kampania, przeciwko uzurpatorowi i Yezda, bedzie trudna. Dobrzy ludzie Arigha spoznia sie na pierwsza, jak sie zdaje, ale z pewnoscia nie na druga.
— Oczywiscie — rzekl Marek.
Czy Thorisin darzyl Goudelesa takim zaufaniem, ze wyslal go jako posla? A moze usuwal potencjalnego buntownika?
Jakiekolwiek by byly powody Gavrasa, jego zaufanie do miodoustego biurokraty najwyrazniej nie bylo absolutne. Goudelesowi towarzyszyl ciemny, malomowny wojownik imieniem Lankinos Skylitzes. Skaurus nie znal go dobrze i nie byl pewien, czy jest on bratem czy kuzynem tego Skylitzesa, ktory zginal w nocnej zasadzce przed rokiem. Przynajmniej pod jednym wzgledem byl niezastapiony — Rzymianin slyszal, jak rozmawial z Arighiem w jezyku nomadow.
Moze wiedza o stepach byla jego specjalnoscia, bowiem powiedzial:
— Jest jeszcze jedna przyczyna pospiechu. Zeszlej nocy z Aristy przywieziono nowe wiesci. Avshar jest na rowninach. Prawdopodobnie werbuje zolnierzy; lepiej, zebysmy go uprzedzili.
Marek krzyknal z konsternacji, a po nim wszyscy ci, ktorzy uslyszeli wiesci Skylitzesa. W glebi duszy przeczuwal, ze ksiaze-czarnoksieznik uciekl bezpiecznie z Videssos po obaleniu Sphrantzesow, ale zawsze dobrze bylo poludzic sie, ze jest inaczej.
— Jestes pewien? — zapytal Skylitzesa.
Zolnierz skinal. Daleko mu do gadatliwych Videssanczykow — pomyslal z usmiechem Skaurus.
— Moze duchy pozwola nam sie spotkac — powiedzial Arigh, ruchem reki nasladujac podrzynanie gardla.
Marek podziwial jego junactwo, ale nie rozsadek. Zbyt wielu mialo juz takie samo zyczenie i nie cieszylo sie, gdy sie ziscilo.
Gajusz Filipus odpial miecz od pasa i podal go Gorgidasowi.
— Wez — powiedzial. — Kiedy ten pomiot weza przebywa na wolnosci, mozesz potrzebowac go pewnego dnia.
Grek byl wzruszony prezentem, ale probowal odmowic przyjecia, mowiac:
— Nie potrafie obchodzic sie z takimi narzedziami ani tez nie pragne sie tego nauczyc.
— Wez go mimo wszystko — powtorzyl nieublaganie Gajusz Filipus. — Mozesz schowac go na dno swego worka, ale wez.
Mowil tak, jakby przydzielal zadanie jakiemus legioniscie, a nie dawal prezent, lecz Gorgidas wyczuwal troske kryjaca sie pod jego uporem. Przyjal jego
— Bardzo wzruszajace — rzekl oschle Goudeles. — Oto cos na oslode. — Wyjal alabastrowa flaszke z winem, pociagnal lyk i przekazal ja Skaurusowi. Wino splywalo do gardla jak smietana. Dla Pikridiosa tylko to, co najlepsze — pomyslal trybun.
Zadudnil rzucany trap. Kapitan „Zdobywcy”, krzepki mezczyzna w srednim wieku, pomachal reka i zawolal:
— No, eleganty, na poklad!
Arigh opuscil Videssos bez ogladania sie za siebie, z prawa reka na rekojesci szabli, lewa podtrzymujac zarzucony na ramie zamszowy worek. Za nim podazyl Skylitzes, rownie nonszalancko. Pikridios Goudeles jeknal z teatralna przesada, podnoszac swoj tobolek, ale wcale nie wygladal na slabeusza.
— Uwazaj na siebie — rozkazal Gajusz Filipus, walac Gorgidasa po plecach. — Masz zbyt miekkie serce, a to nieraz szkodzi.