— Quebec, za mna! — rozkazala LeBlanc na czestotliwosci batalionu, a potem przelaczyla sie na interkom. — Drummond, gaz do dechy, trzymaj sie drogi!

— Dokad jedziemy?

Glennis wywolala mape i zmarszczyla brew; to dobre pytanie. W koncu znalazla to, czego szukala.

— Jedz dwudziesta osma — powiedziala, przelaczajac sie z powrotem na czestotliwosc batalionowa. — Wszystkie jednostki Quebec, porzadek kolumny: Bravo, Alpha, Charlie. Pojedziemy do autostrady 64 i wdrapiemy sie na nasyp; jesli bedziemy troche wyzej, moze abramsy beda w stanie ostrzelac C-Deki.

— To szalenstwo, ma’am — zaprotestowal dzialonowy czolgu. — Z naszymi dzialami ledwie je zadrapiemy!

— SheVa ma tylko cztery pociski przeciwladownikowe — odparla LeBlanc — a okretow jest szesc.

— Tak jest, ma’am — powiedzial dzialonowy. — Balenton, laduj srebrna kule.

— Tak jest! — potwierdzil ladowniczy. — Ale jak ona zacznie spiewac Garryowen, ja stad znikam.

* * *

— Reeves, szybko cofaj — powiedzial Mitchell, patrzac na mape. — Jedz na polnocny zachod. Major Chan! Przelaczcie sie na stopiatki, moga sie przydac!

— Co jest na polnocnym zachodzie? — spytal Pruitt. Mial powazny problem: czy najpierw „zdjac” zewnetrzne statki, czy zaczac od srodka? O, do cholery z tym, poleci od prawej do lewej. — Cel: C-Dek, dwanascie trzydziesci.

— Potwierdzam — odparl Mitchell, wlaczajac odpowiedni ekran. Posleenski okret przelatywal wlasnie nad Pendergrass Mountain, niecale osiem kilometrow dalej. Inne byly blizej; SheVa znow zakolysala sie po trafieniu z ciezkiego dziala. — Przy Windy Gap jest kilka wzgorz. Pewnie nie dojedziemy az tak daleko, ale jesli dojedziemy, wpadniemy na ich sily naziemne. Ale tym bedziemy sie martwic pozniej.

— Poszlooo! — zawolal Pruitt, sledzac na wizji lot pocisku. — Cel! — krzyknal, kiedy z wlazow okretu buchnal srebrny ogien. Ladownik zaczal spadac, a potem wybuchl, ale nie byla to eksplozja antymaterii. Szczatki runely na zbocze gory i toczac sie w dol, zniknely z pola widzenia.

— Tym razem chyba trafilem w magazyn amunicji — mruknal Pruitt, przesuwajac armate w lewo. — Bun- Bun wstapil na WOJENNA SCIEZKE!

* * *

— Pieklo i szatani! — warknal Kilzer, kiedy cos obryzgalo plecy jego kombinezonu. Obejrzal sie na gigantyczny amortyzator armaty i pokrecil glowa. — Pulkowniku Mitchell, poprosimy o czas dla druzyny!

* * *

— Szefie, hydraulika na czerwonym! — zawolal Pruitt.

— Niedobrze — mruknal Mitchell. — Kilzer, Indy, meldowac. Jest bardzo zle?

* * *

— Tu Indy — odparla chorazy, wychodzac przez wlaz z pokladu maszynowni. — Cala komora dziala jest zachlapana plynem hydraulicznym, ale nie widze dziury.

— Bo nie ma dziury — powiedzial Kilzer, trac dlonmi sciane amortyzatora. — Plyn przeszedl przez spawy. Powinnismy to w miare szybko zatkac.

— Jak szybko? — warknal Mitchell, patrzac na zblizajace sie C-Deki. — Jestesmy pod ostrzalem, gdybyscie nie wiedzieli!

— Szybko. — Indy przywolala jednego z wypozyczonych technikow brygady naprawczej z wezem. — Nie wiecej niz dwie minuty!

— Niedobrze — mruknal Pruitt. Jakby dla podkreslenia jego slow SheVa zatrzesla sie od bliskiej eksplozji.

— Pracujemy nad tym — powiedziala Indy.

— Reeves, caly czas cofaj — rozkazal Mitchell. — Nie zblizaja sie zbyt szybko.

— Nie, ale sa coraz blizej. — Pruitt wlaczyl wskaznik poziomu plynu hydraulicznego i patrzyl, jak ten wchodzi na zolte, a potem na zielone pole. — Sir…

— Gotowe — przerwala mu Indy. — Niech Bog ma nas w swojej opiece, jesli skonczy nam sie plyn!

— Zaraz komus kaze sie tym zajac — odparl Mitchell. — Pruitt?

— Cel: C-Dek!

— Strzelaj sam — powiedzial pulkownik. Nagle SheVa zadrzala przy wtorze tytanicznego huku, ktory wstrzasnal cala konstrukcja. — SUKINSYN!

* * *

Indy zdazyla sie uchylic, kiedy nad jej glowa przelecial kabel pod napieciem. Trafil w jednego z technikow, rzucajac nim po calym pokladzie. Pomieszczenie wypelnila fala przegrzanego powietrza. W koncu wstrzasy ustaly i powietrze oczyscilo sie, lecz zbyt szybko. Indy spojrzala w gore i tam, gdzie przedtem byly cztery MetalStormy, zobaczyla gwiazdy.

— O moj Boze — jeknela, wlaczajac radio.

* * *

— Panie pulkowniku, dostalismy — powiedziala. — Wlasnie stracilismy gorna lewa czesc oslony dziala. Razem z trzema wiezami MetalStormow.

Mitchell zamknal oczy i pokrecil glowa.

— Pruitt, dzialamy?

— Wedlug przyrzadow armata dziala, sir.

— Armata nie dostala — wtracila Indy — tylko bok oslony. Ale mysle, ze nie mozemy odpalic MetalStormow, dopoki nie upewnimy sie, ze konstrukcja sie trzyma.

— Pulkowniku Mitchell, tu Kilzer — powiedzial przez radio cywil. — Ja tez widze uszkodzenia. Moze bedziemy mogli strzelac z MetalStormow z tylu, po prawej, ale wszystkie pozostale maja za slabe mocowania, zeby wytrzymac wstrzas wystrzalu. Przedni pancerz… troche sie sypie. Trafienie obluzowalo wsporniki po lewej, widze zwisajace dzwigary. Wszystko tu wyglada tak, jakby do przedzialu armaty dostal sie skrecacz precelkow ze specyficznym poczuciem humoru. Polaczenie temperatury i wstrzasow prawdopodobnie zerwalo spawy. Mamy duzo uszkodzen w elektryce.

— Ale ciagle mozemy strzelac z glownego dziala, prawda? — naciskal Mitchell.

— Dopoki sie trzyma, sir — odparla nerwowo Indy.

— Pruitt, „zdejmij” ilu sie da i dopoki w ogole sie da.

* * *

Dzialonowy obrocil wieze i wyszukal nastepny cel, a tymczasem SheVa mozolnie gramolila sie na polnoc. Nie bylo gdzie sie schowac; mozna bylo tylko strzelac i miec cholerna nadzieje, ze kucyki beda pudlowac. Na szczescie dotad tak bylo.

Pruitt wycelowal w trzeciego C-Deka, kiedy nad SheVa przelecial nastepny strzal, ktory trafil w ziemie i zrobil tak duzy krater, ze moglby sie w nim zmiescic abrams.

— Poszlo! — zawolal dzialonowy, a potem: — Cel!

Tym razem okret zniknal w srebrnym ogniu, a na jego miejscu wykwitla chmura w ksztalcie grzyba, ale

Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату