278994? Przysiaglbym, ze zbieraja sie przy Tiger.
— Eee, nie, wciaz sa poza zasiegiem. Poza tym… znowu utknelismy. Ale chrupki juz jada. Kiedy tylko wymysla, jak przedostac sie przez strefe promieniowania, pomoga nam.
— Tu dowodca piecset piecdziesiatej piatej dywizji. My mamy zasieg na ten cel. I bedziemy tam szybciej.
Mezczyzna mowil po angielsku z niemieckim akcentem, a w tle grala jakas muzyka, ale za cicho, zeby Mike mogl rozpoznac melodia. Nagle z nieba spadla przypominajaca meteor smuga ognia i nad Tiger wybuchla kula plomieni, a potem wzbil sie w powietrze nuklearny grzyb.
W oddali zobaczyl skaczace w niebo promienie swiatla i inne, liczniejsze, strzelajace w dol. Rozejrzal sie; to samo widac bylo ze wszystkich stron.
— Tu Dowodztwo Obrony Ameryki, trzymajcie sie — odezwal sie w sieci nowy glos. Przypuszczalnie we wszystkich sieciach. — Tu wiceadmiral Huber, dowodca siedemdziesiatej siodmej grupy uderzeniowej. Przygotujcie sie na ciezki ostrzal.
W oddali widac bylo podnoszaca sie z ziemi fale ognia i na niebie jedna po drugiej zaczely rozkwitac kule plomieni. Bron kinetyczna niszczyla wszystkie posleenskie okrety w zasiegu wzroku, i nie tylko. Na calej planecie.
Potem na niebie pojawily sie promy — statki wygladaly tak, jakby w polowie skladaly sie z powietrza — i spadajacy na slupach ognia zolnierze. Ich pancerze, podobnie jak okrety, wydawaly sie niemal nierzeczywiste; stapialy sie z ziemia i niebem, a na czujnikach w ogole nie bylo ich widac. Powietrze wypelnila muzyka; Mike znow zasmial sie histerycznie, kiedy rozpoznal
Jeden z promow ruszyl w jego strone i na zabarwiona na pomaranczowo ziemie opadla pancerna sylwetka. Zaczekal, az nieznajomy sie zblizy, a potem na widok podwojnych gwiazdek generala majora sil uderzeniowych Floty zasalutowal.
— Panie generale — powiedzial, opuszczajac reke, kiedy salut zostal odwzajemniony.
— Panie pulkowniku — odparl general, zdejmujac helm. Jego twarz miala twarde, teutonskie, dobrze znane rysy.
— O cholera — zasmial sie Mike. — Niech to szlag, Steuben, wszystko tu swieci jak cholera. Zaloz z powrotem ten pieprzony helm, z laski swojej, panie generale.
— Przepraszam, ze tak dlugo to trwalo, ale musielismy czyms sie zajac po drodze — powiedzial general, a potem zamknal pancerz Mike’a w mocnym uscisku.
EPILOG
— Sir, jest tu general Steuben.
Mike opieral sie o skale i patrzyl na doline, ktora kiedys byla jego domem. Kiedy ujrzal wyciagnietych z jaskini uciekinierow i zwiadowcow, wsrod ktorych nie bylo Cally, odwrocil sie i odszedl. Ten bunkier zostal zbudowany tylko w jednym celu — mial utrzymac przy zyciu jego corka.
— Pulkowniku O’Neal — powiedzial general, dotykajac ramienia Mike’a. — Za chwile odlatujemy. Potrzebuja nas w Europie.
— Tak, sir — odparl Mike i wyciagnal reke. — Dziekuje za pomoc.
— Jak zwykle mial pan sytuacje pod kontrola. — General odwrocil sie i popatrzyl na doliny i wzgorza. Wszedzie wokol rozciagala sie pomaranczowa pustka; gleba zostala zdarta az po skale. — Slyszalem… ze musial pan wybierac.
— Tak, sir. — Glos O’Neala byl zimny i nieobecny.
— To byl… sluszny wybor, pulkowniku. Nie wiem… nie wiem, czy sam bym go dokonal, ale to byl sluszny wybor.
— To bylby sluszny wybor, ale nie wtedy. Posleeni nie mieli szans wedrzec sie do Cumberland. — Mike przerwal. — Od samego poczatku nie mieli szans. Zdazylibyscie przyleciec przed nimi.
— A Asheville? — spytal cicho general. — Cztery miliony cywilow, pulkowniku. Zniszczyc SheVe? Wyrznac jeszcze jedna dywizje zolnierzy? Albo dwie, cztery czy piec? A wy nie mogliscie wiedziec, bo bylo jasne, ze o wszystkim wiedzieliby tez Posleeni. Nie wiem, co by zrobili, gdyby wiedzieli, zwlaszcza ze ten jeden, Tulo’stenaloor, byl bardzo sprytny. Kto wie, co by zrobil?
— To prawda — westchnal Mike. — Ale… — Osunal sie na ziemie i zwinal w klebek. — O Boze, moja corka!
General przez chwile patrzyl na niego, a potem westchnal.
— Chyba… Europa musi poczekac. Przynajmniej na mnie.
Schylil sie i podniosl Mike’a, a potem objal go i ruszyli razem do czekajacego promu.
— Mysle, ze pojdziemy sie upic, a potem bedziemy oplakiwac smierc swiata.
— To absolutnie nie do przyjecia! — krzyknal Tir.
Ciekawe, czy moge go doprowadzic do
— Jak to nie do przyjecia, moj dobry Tirze? — spytal. — Przeciez nastal dzien radosci.
Przez drzwi sali konferencyjnej slychac bylo odglosy swietowania; O’Reilly pomyslal, ze chyba jest jedyna osoba w calym kompleksie, ktora teraz pracuje. No, ale chociaz pozbycie sie Posleenow bylo wazna rzecza, dla Bane Sidhe byl to tylko pierwszy krok w o wiele bardziej skomplikowanej wojnie.
— Te sily mialy nie opuszczac Irmansul bez ochrony! — Tir byl juz znowu opanowany. — Musimy wyciagnac… konsekwencje.
— Sadze, ze to raczej sprawa Floty — odparl O’Reilly. — Jak juz wielokrotnie podkreslano, Flota nie nalezy do Stanow Zjednoczonych czy nawet do Ziemi, lecz do Federacji. Wszelkie… uchybienia w rozmieszczeniu jednostek to z cala pewnoscia problemy… federacyjne. — Wielebny usmiechnal sie i wykonal skomplikowany gest dlonia. — Proponowalbym zajac sie tym razem z waszymi admiralami, Tirze. Rzad Stanow Zjednoczonych ma pelne rece roboty w zwiazku z naglym ustaniem dzialan wojennych.
— Mowisz — syknal Tir — ze to sprawa Floty? Najwyrazniej Flote trzeba bedzie przywolac do porzadku.
O’Reilly usmiechnal sie i pokrecil glowa. Ci Darhelowie sa tak naiwni. Czemu, u diabla, tyle czasu zajelo Bane Sidhe, zeby ich podpuscic?
— To oczywiscie twoje prerogatywy, Tirze, ale poki co trwaja obchody zwyciestwa, a mnie na nich nie ma.
Jezuita zabebnil palcami w stol, wstal i wyszedl, aby poszukac butelki bushmillsa. Kosciol na pewno nie mialby nic przeciwko jednemu wieczorowi radosci.
A jutro — z powrotem do spraw wojny.
Przeciez nie wszyscy zrobili sobie przerwe.
Tulo’stenaloor przedzieral sie przez lesna gestwine, pokazujac swoim oolt’os, jak wycinac sciezke. Sam nie wiedzial, po co sie trudzi; ludzie opanowali orbity i kazdy statek, ktory probowal opuscic planete, byl niszczony. Estanaar mogl tylko uciekac i ukrywac sie jak
Nagle oolt’os idacy na przodzie zatrzymal sie, a potem siegnal po karabin. Przed nimi stal samotny Indowy.
— Stac — powiedzial Tulo’stenaloor, machajac na oolt’os, zeby opuscili bron; zieloni nigdy nie byli grozni.
Podszedl blizej, a maly Indowy na jego widok machnal reka.
— Ty jestes Tulo’stenaloor, Mistrz Bitewny Pierwszego Rzedu ze Sten Po’slena’ar? — zapytal po