znajdujacy sie najblizej niego C-Dek zakolysal sie tylko w podmuchu eksplozji; ani nie zostal zniszczony, ani nie zmienil kursu.

— Cholera, sa za daleko od siebie! — warknal Pruitt. — Czemu akurat teraz musieli sie wycwanic?

Namierzyl czwarty okret.

— Chce byc troche blizej, sir.

— Dobrze — odparl Mitchell i zerknal na mape, a potem na zewnetrzne monitory. Wiekszosc nie dzialala, ale kilka na prawej burcie wciaz przekazywalo obraz. — Reeves, widzisz te szczeline po prawej z tylu?

— Tak, sir — odparl kierowca, skrecajac czolgiem nieco w prawo. — Damy rade tam sie schowac?

— Prawie.

— Dobra, sa blizej — odezwal sie Pruitt. — Hydraulika dziala. Poszlo!

Pocisk wszedl w sam srodek C-Deka; okret zatoczyl sie w bok, jakby mial chwilowe problemy z silnikami, a potem spadl do rzeki.

Slyszac potworne chlupniecie, Pruitt westchnal.

— To by bylo na tyle, sir. Cztery pociski. Wiecej nie ma. — Spojrzal na wskazniki, a potem na cele. — A moze jednak nie. Sir, gdzie sa wysuniete oddzialy dywizji?

* * *

— Generale Simosin, tu SheVa Dziewiec. Odbior!

— Tu stacja w tej sieci, potwierdz swoja identyfikacje!

Mitchell zmarszczyl brew; do tej pory za kazdym razem, kiedy chcial skontaktowac sie z generalem, rozmawial z generalem. Kto, do cholery, siedzi teraz przy radiostacji?

— Sluchajcie, tu SheVa Dziewiec. Nie mam czasu na identyfikacje, bo jesli nie zauwazyliscie, leca tu posleenskie ladowniki. Sprobujemy „zdjac” ostatnie dwa, ale jest pewien problem: mozemy tez trafic w dywizje. Gdzie sa wasze wysuniete jednostki?

— Dopoki nie potwierdzicie identyfikacji, na pewno nie podam polozenia naszych jednostek.

— Dobra, jak chcecie. W takim razie mam cholerna nadzieje, ze wszystkie sa za pasmem wzgorz wokol Wooten Mountain. Jesli dojechaly do wschodniego Franklin, powiedzcie im, zeby sobie znalazly jakies kryjowki, bo to nie bedzie przyjemne. Bez odbioru. Pruitt, strzelaj, kiedy bedziesz gotow.

— Sir, jest pan pewien? — Dzialonowy wystukal parametry strzalu i wlasnie wprowadzal nowy cel. — Wybuch obejmie takze dywizje.

— To mi sie nie podoba, ale nie ma innego wyjscia — odparl ze znuzeniem Mitchell. — Ognia!

— Przyjalem, sir — powiedzial Pruitt, patrzac wprost we wschodzace slonce. — Poszlo.

* * *

Pocisk razenia powierzchniowego dotarl dokladnie do punktu polozonego dwa tysiace metrow nad linia laczaca oba C-Deki, a potem detonowal.

Okrety byly miedzygwiezdnymi krazownikami oraz transporterami jednostek Posleenow. W normalnych okolicznosciach stukilotonowa glowica, detonujaca dwa tysiace metrow od nich, nie zrobilaby na nich wrazenia, ale w tym wypadku statki nie znajdowaly sie. w prozni ani miedzy planetami.

Fala uderzeniowa rzucila okrety w dol. Jesli gwaltowne przyspieszenie jadrowego huraganu nie wystarczylo, by je zniszczyc, dokonalo tego zderzenie z twarda ziemia. Poddane dzialaniu sil, ktorych nie mogly wytrzymac, oba okrety zgniotly sie, odbily od ziemi i po kilku obrotach zatrzymaly, jeden na wschod od Cullasaja Bridge, a drugi na szczatkach Wal-Martu w zachodnim Franklin.

* * *

Glennis wyjrzala przez wlaz i potrzasnela glowa, zeby pozbyc sie dzwonienia w uszach. Wiekszosc jej pojazdow byla nietknieta, czego nie mozna bylo powiedziec o ich zalogach. Kazdy, kto zostawil otwarty wlaz, prawdopodobnie juz nie zyl. Jeden abrams mial odstrzelona pokrywe magazynu amunicji, co wskazywalo, ze w srodku doszlo do tragedii. Jeden z bradleyow lezal do gory gasienicami, a wiec jego zaloga prawdopodobnie rowniez nie przezyla.

Na wschodzie Glennis zobaczyla wystajaca z doliny Cullasaja fasete C-Deka, na ktorej zamontowane bylo dzialo plazmowe, strzelajace iskrami od elektrycznego przeladowania. Na oczach major bron rzygnela na wysokosc trzystu metrow purpurowym ogniem.

— Jebac to — mruknela LeBlanc. — Wracam do wywiadu.

Ale generalnie niezle wygladali jak na jednostke, ktora znalazla sie na skraju jadrowej eksplozji.

Oczywiscie nie mieli zadnej lacznosci. Jesli nawet jakies radio dzialalo, ona i tak go nie slyszala.

— Wracamy, zeby nawrzeszczec na Mitchella — zapytala sama siebie — czy zostajemy tutaj?

Rozejrzala sie po zdewastowanym krajobrazie, popatrzyla na ludzi, ktorzy wolno gramolili sie z pojazdow, a potem pokrecila glowa.

— Glupie pytanie.

— Jesli ktos ma dzialajace radio, niech odezwie sie do SheVy i dowie sie, za ile tu beda! — wrzasnela do rozproszonych zolnierzy. — Nie ruszymy sie ani o centymetr dalej!

Usmiechnela sie, slyszac rachityczne wiwaty, i opadla na fotel.

— Co za kurewska noc — mruknela, wyciagajac formularz zapotrzebowania na uzupelnienia. — Zastanowmy sie. Potrzeba nam okolo stu ludzi, pelnego zapasu amunicji…

* * *

W koncu majac nawet uzupelnienia, standardowe pociski, Kosiarzy i powtarzajace sie jadrowe ataki, batalion O’Neala nie mogl juz nic wiecej zrobic.

Kiedy tylko Posleeni znalezli przejscie przez zapore, bez chwili zwloki zaatakowali w szalenczej zadzy dopadniecia znienawidzonych pancerzy. Ocalalych stu czterdziestu zolnierzy nie moglo postawic wystarczajacej zapory ogniowej, by ich zatrzymac; obcy zblizali sie metr za metrem, mimo nawaly pociskow.

— Pusto! — krzyknal jeden z zolnierzy, kiedy zapasy pociskow do dzialka grawitacyjnego zaczely sie konczyc. — Potrzebuje uzupelnien!

Jednemu po drugim zolnierzom topniala amunicja; liczniki schodzily najpierw do tysiecy, potem do setek, a potem stawaly na zerze.

— Wyrwa po lewej! — zawolal Duncan, gramolac sie ze swojego okopu z opuszczonym do strzalu karabinem. Grupa centaurow przebila sie do niedobitkow kompanii Charlie i zaczela atakowac zolnierzy mieczami borna.

Monomolekularne ostrza nie mogly przebic jednym ciosem wykutego przez Indowy pancerza, ale pod gradem uderzen zbroja w koncu pekala, a ukryty w jej wnetrzu czlowiek konczyl rozsiekany na smierc.

Zolnierze powoli tracili nadzieje. Jeden po drugim wychodzili z okopow i wycofywali sie; ci, ktorzy mieli jeszcze amunicje, strzelali do Posleenow, probujac utrzymac ich na odleglosc ramienia.

— NIE! — wrzasnal O’Neal, wyskakujac ze swojej jamy. — NA NICH!

Wybiegl przed szereg swoich ludzi i wpadl miedzy centaury, tnac i rabiac wlasnymi ostrzami.

— Kapitanie! — zawolal zolnierz z kompanii Charlie; jego okrzyk nagle sie urwal.

— Jasna cholera, szefie! — zaklal Stewart, pedzac do swojego dowodcy i strzelajac seriami z karabinu. — WRACAJ!

— Nie pozwole im zdobyc tej przeleczy! — warknal O’Neal, rabiac na wszystkie strony. Ale fala obcych byla niepowstrzymana; nawet on w koncu to zrozumial. Posleeni zdobyli linie umocnien i nie mial kto jej bronic. Ikony pancerzy, ktore zostaly na swoich pozycjach, robily sie zolte, potem czerwone, a potem znikaly z ekranu.

— Wycofac sie! — rozkazal Mike, zerkajac na odczyty. — Wycofac sie do Kosiarzy!

* * *
Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату