wielka, otwarta skrzynia z mocnych belek, umocowana do grubej liny biegnacej w gore i w dol rodzajem komina w skale. Kiedy znalazly sie juz wewnatrz, jeden z zolnierzy szarpnal za znikajaca w ciemnosci, o wiele ciensza line. Drugi zapalil dwie swiece, lecz nie zdolal rozproszyc ciemnosci.

— Tylko zadnego mdlenia teraz, dziewczeta — powiedzial.

Jego kolega parsknal smiechem.

Ich dwoch i nas siedem, myslala Polly. Przy kazdym ruchu o noge obijal jej sie miedziany pret, a wiedziala dobrze, ze Stukacz utyka, poniewaz przywiazal sobie pod spodnica palke z kotla. Palka byla przeznaczona dla powaznych praczek — dlugi kij, majacy na koncu cos przypominajacego trojnogi stolek uzywany przez dojarki, co pozwalalo latwiej poruszac praniem w wielkim kotle wrzacej wody. Kij prawdopodobnie nadawal sie tez do rozbijania czaszek.

Platforma ruszyla do gory; kamienne sciany ze wszystkich stron zaczely sunac w dol.

— Jak cudownie! — pisnela „Daphne”. — I to tak jedzie przez caly ten wielki zamek?

— Alez nie, panienko. Najpierw musimy przedostac sie przez skale. Mnostwo starych tuneli i roznych takich, zanim dotrzemy na gore.

— Och, a ja myslalam, ze juz jestesmy w zamku… — Bluza rzucil Polly niespokojne spojrzenie.

— Nie, panienko. Na dole jest tylko pralnia, z powodu dostepu do wody. Ha, to prawdziwa wspinaczka, zeby dojsc chocby do najnizszych piwnic. Macie szczescie, ze jest ten dzwig, co?

— Wspanialy, sierzancie — stwierdzil Bluza, wciaz glosem Daphne. — A jak on dziala?

— Jestem kapralem, panienko. — Ciagnacy linke zolnierz dotknal palcem czola. — Wciagaja go w gore i opuszczaja na dol jency maszerujacy w kolowrocie.

— Och, to okropne!

— Alez nie, panienko, calkiem humanitarne. Ehm… jesli jestes wolna po pracy, moglbym ci pokazac caly mechanizm…

— Byloby cudownie, sierzancie!

Polly zaslonila dlonia oczy. Daphne byla hanba dla wszystkich kobiet.

Dzwig sunal powoli w gore. Wokol widzialy glownie naga skale, ale czasem mijaly stare kraty czy zamurowane powierzchnie, sugerujace zablokowane od dawna tunele…

Poczuly szarpniecie i platforma znieruchomiala. Zolnierze zakleli pod nosem.

— Nie bojcie sie, drogie panie — powiedzial kapral. — To sie czesto zdarza.

— A dlaczego mialybysmy sie bac? — spytala Igorina.

— Bo wisimy na linie sto stop nad dnem szybu, a maszyneria dzwigu zgubila jakis tryb.

— Znowu — dodal drugi zolnierz. — Nic tu nie dziala jak powinno.

— Jak dla mnie to rozsadny powod — zgodzila sie Igorina.

— Ile potrwa naprawa? — chciala wiedziec Stukacz.

— Ha! Ostatnim razem tkwilismy tak przez godzine!

Za dlugo, uznala Polly. Zbyt wiele moze sie zdarzyc. Spojrzala pomiedzy belkami stropu — kwadrat dziennego swiatla byl jeszcze bardzo daleko.

— Nie mozemy czekac — oswiadczyla.

— Och, kto nas ocali? — jeczala Daphne.

— Moze znajdziemy jakis mily sposob zabicia czasu — stwierdzil jeden ze straznikow.

Polly westchnela. Bylo to jedno z tych zdan — jak na przyklad „No, no, co my tu mamy” — ktore oznaczalo, ze bedzie gorzej.

— Wiemy, jak to jest, drogie panie — ciagnal zolnierz. — Wasi mezczyzni daleko i w ogole. Dla nas to tez ciezkie zycie. Juz nie pamietam, kiedy ostatni raz pocalowalem swoja zone.

— Ja tez nie pamietam, kiedy ostatni raz pocalowalem jego zone — wtracil kapral.

Stukacz podskoczyla, chwycila belke i podciagnela sie na szczyt klatki. Dzwig sie zakolysal, jakis kamien odpadl od sciany szybu i polecial w dol.

— Zaraz! Nie wolno tak robic! — zawolal kapral.

— A gdzie to jest napisane? — zapytala Stukacz. — Polly, tu jest zamurowany tunel, tylko ze wieksza czesc kamieni juz wypadla. Latwo mozemy tam wejsc.

— Nie wolno wam wysiadac! Bo beda klopoty — uprzedzil kapral.

Polly wyjela z pochwy jego szable. Bylo za ciasno, by cokolwiek z nia zrobic oprocz grozenia — ale ona ja miala, a on nie. To czynilo wielka roznice.

— Juz macie klopoty — powiedziala. — Nie zmuszajcie nas, zeby dolozyc ich wiecej. Wynosimy sie stad. W porzadku, Daphne?

— Hm… Tak, oczywiscie — zgodzil sie porucznik.

Drugi straznik polozyl dlon na rekojesci wlasnej broni.

— No dobra, dziewczeta, to zaszlo juz zbyt… — zaczal i osunal sie bezwladnie.

Kukula opuscila swoj miedziany pret.

— Mam nadzieje, ze nie uderzylam go za mocno…

— Kogo to obchodzi? — mruknela Stukacz z gory. — Chodz, pomoge ci.

— Igorino, moglabys go obejrzec? — spytala nerwowo Kukula.

— Jest mezczyzna i jeczy — stwierdzila Stukacz. — Jak dla mnie to wystarczy. Chodzcie!

Samotny straznik patrzyl, jak pozostale wciagaja sie na belki.

— Ehm… Przepraszam — zwrocil sie do Polly, kiedy pomagala wejsc Bluzie.

— Tak? Czego?

— Czy moglabys mnie tez przylozyc w glowe? — spytal ze smetna mina. — Bo wyglada, ze nie probowalem walczyc z banda kobiet.

— A czemu nie probowales walczyc? — zapytala. — W koncu jestesmy tylko banda kobiet!

— Jeszcze nie zwariowalem.

— To moze ja — zaproponowala Igorina. — Ciosy w glowe sa potencjalnie niebezpieczne i nie powinno sie ich wymierzac niedbale. Prosze sie odwrocic, sir. Prosze zdjac helm. Czy dwadziescia minut utraty przytomnosci panu wystarczy?

— Tak, bardzo dzie…

Osunal sie na podloge.

— Naprawde mam nadzieje, ze nie zrobilam mu krzywdy — jeczala w gorze Kukula.

— On klnie — zauwazyla Polly, zabierajac druga szable. — Czyli chyba nic mu nie jest.

Podala do gory swiece, a potem sama zostala wciagnieta na rozkolysane sklepienie dzwigu. Kiedy stanela pewnie, w wylocie tunelu znalazla kamienny odprysk i wbila go mocno miedzy skalna sciane a drewniana rame klatki. Dzwig nie ruszy sie jeszcze przez jakis czas…

Stukacz i Loft juz badaly tunel. Przy swietle swiecy wygladalo, ze sciany ma porzadnie murowane. Tylko zablokowac probowano go szybko i niestarannie.

— To pewno piwnice — uznala Stukacz. — Mysle, ze ten szyb wykuli niedawno i zamurowali wszystko, co przecinal. Mogli sie lepiej postarac.

— Piwnice sa blisko lochow — stwierdzila Polly. — Zgas jedna swiece, to wystarczy nam swiatla na dwa razy dluzej, a potem…

— Perks, pozwol na moment — odezwal sie porucznik. — Tutaj.

— Tak, sir.

Kiedy odeszli od reszty oddzialu, Bluza znizyl glos.

— Nie chcialbym zniechecac do wlasnej inicjatywy, ale co ty robisz?

— Uprzedzam panskie rozkazy, sir.

— Uprzedzasz?

— Tak, sir.

— Aha. Rozumiem. To sa drobne szczegoly panoramy?

— Wlasnie tak, sir.

— Wiec moje rozkazy, Perks, to jak najszybciej, ale z zachowaniem naleznej ostroznosci, doprowadzic do uwolnienia jencow.

— Swietny pomysl, sir. Pojdziemy przez ten… przez te…

— Krypte — dokonczyla Igorina. Rozejrzala sie.

Вы читаете Potworny regiment
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату