zmierzwiona czupryne, rzadka brodke i bujne wasy.
Popoludniowa proba spelnila wszystkie jego oczekiwania -a moze nawet wiecej. Inez Prada w roli Malgorzaty, glownej postaci opery, byla bliska cudu: niemal obnazyla wlasna dusze w momencie, kiedy swiat okradal ja z jej pasji -z namietnosci, ktore Mefistofeles i Faust oferuja kobiecie, tak jak nieosiagalne owoce mitologicznego Tantala.
Dzieki tej afirmatywnej negacji siebie samej Inez-Malgorzata objawiala Pascalowska prawde: uczucia nietrzymane w ryzach sa rodzajem trucizny. Kiedy drzemia, sa wystepne, daja pokarm duszy, a ta, oszukana albo przekonana, ze sie nim odzywia, w rzeczywistosci zatruwa sie wlasna namietnoscia, nieznana i chaotyczna. Czy to prawda – jak sadzili inni heretycy, katarowie – ze najlepszym sposobem oczyszczenia sie z namietnosci jest wystawienie jej na pokaz i roztrwonienie, bezwzgledne i niepohamowane?
Im dwojgu, Gabrielowi i Inez, udalo sie nadac widzialna, fizyczna postac niewidzialnym, ukrytym uczuciom. Oczy mogly zobaczyc to, co muzyka, bedac sztuka, powinna byla ukrywac.
Mimo wszystko Atlan-Ferrara, podczas dlugich, prowadzonych niemal bez przerwy prob, czul, ze gdyby ta opera byla poezja, a nie muzyka, nie trzeba by bylo popisywac sie, pokazywac, przedstawiac. Ale wspanialy glos Inez nasuwal mu jednoczesnie mysl, ze z powodu tej ewentualnej niedoskonalosci w przejsciu od sopranu do mezzosopranu -dzielo stawalo sie bardziej zrozumiale, a Malgorzata bardziej przekonujaca w swym spiewie, dzieki tej wlasnie niedoskonalosci.
Miedzy dyrygentem a spiewaczka powstala cudowna wiez. Wspoldzialanie w pracy nad utworem niedoskonalym, majace na celu niedopuszczenie do tego, by stal sie on hermetyczny i nietykalny. Inez i Gabriel byli para prawdziwych demonow, ktore, przeszkadzajac
Czy taki rezultat ich pracy mial cos wspolnego z niespodziewanym spotkaniem tego ranka?
Inez kochala, Inez juz nie byla tamta dziewica sprzed dziewieciu lat, kiedy ona miala dwadziescia, a on trzydziesci trzy lata. Kto sprawil, ze utracila dziewictwo? Jego to nie obchodzilo ani tez nie przypisywal takiego wyczynu temu zalosnemu facetowi, co stawal deba, bezczelnemu, oszolomionemu prostakowi, ktory chcial gwaltownie protestowac na widok intruza, a uslyszal jedynie naglacy rozkaz Inez:
– Wloz cos na siebie i wynos sie.
Juz mu mowiono o regularnych, choc kaprysnych deszczach padajacych w Meksyku latem. Ranki mogly byc sloneczne, ale okolo drugiej po poludniu niebo zasnuwalo sie chmurami, a o czwartej gwaltowny deszcz, przygnany przez azjatycki monsun, mial zalewac doline – w innej porze dnia idealnie czysta – usmierzajac szalenstwo oblokow kurzu unoszacych sie znad wyschlego jeziora i nieczynnych, martwych kanalow.
Lezac, z glowa oparta na zlaczonych pod karkiem dloniach, Gabriel oddychal powietrzem odmlodzonego wieczoru. Skuszony zapachem ziemi, wstal i podszedl do okna. Byl zadowolony i to uczucie powinno bylo go ostrzec; szczescie jest przelotna pulapka, ktora przycmiewa nasze niepowodzenia i sprawia, ze stajemy sie bardziej niz kiedykolwiek podatni na dzialanie slepej legalnosci nieszczescia.
Teraz noc zapadala nad stolica Meksyku, a on nie dawal sie oszukac tej lagodnej woni swiezosci napelniajacej doline. Wracaly zapachy, ktore na pewien czas przegnala burza. Ksiezyc pojawial sie oszukanczo, kazac wierzyc w swe srebrne mruganie okiem. Jednego dnia w pelni, maleje nazajutrz; doskonaly turecki jatagan tej nocy, chociaz tak don podobny, byl kolejnym oszustwem: caly aromat deszczu nie mogl przeslonic rzezby tej ziemi, gdzie Gabriel Atlan-Ferrara stanal wolny od uprzedzen, ale tez nieprzygotowany, wiedziony jedna mysla: ma dyrygowac
Stojac, patrzyl na nia, spiaca, naga, lezaca na wznak, i zapytal sam siebie, czy swiat zostal stworzony tylko po to, aby zakwitly te dwie piersi, jak dwa ksiezyce w pelni niepoddajace sie zadnym zmianom ksztaltu ani zacmieniom, i ta talia, ktora byla gladkim i masywnym wybrzezem na mapie rozkoszy, ten polyskliwy pioropusz miedzy nogami, ktory jest doskonala zapowiedzia trwalej samotnosci, tylko pozornie latwej do przenikniecia, zuchwalej jak wrog, co osmiela sie dezerterowac, aby nas oszukac i schwytac, raz i drugi. Nigdy sie nie uczymy. Seks uczy nas wszystkiego. To nasza wina, ze nigdy niczego sie nie nauczymy i bedziemy raz po raz wpadac w te sama rozkoszna pulapke…
Byc moze cialo Inez jest jak sama opera. Pozwala widziec to, co nieobecnosc ciala – jakie pamietamy i jakiego pragniemy – daje nam w sposob oczywisty.
Kusilo go, zeby zakryc wstydliwosc Inez przescieradlem, rzuconym obok, w blasku padajacym z otwartego okna, jak na obrazie Ingres'a lub Vermeera. Ale powstrzymal sie, bo jutro, podczas proby, to muzyka miala przeslaniac nagosc kobiety, muzyka miala spelniac swa wieczna misje ukrywania pewnych spraw przed ludzkimi spojrzeniami, aby powierzyc je wyobrazni.
Czy muzyka kradla takze slowa, nie tylko widok?
Czy muzyka byla wielkim udawaniem Raju, prawdziwa winorosla owocujaca hanba, koncowym uwzniosleniem -blizszym smierci – naszej zabojczej oczywistosci. Cialo, slowa, literatura, malarstwo…? Czyzby tylko muzyka byla abstrakcyjna, wolna od dostrzegalnych wiezow, od puryzmu i oszustw naszej doczesnej cielesnej nedzy?
Patrzyl na Inez, spiaca po tym milosnym spelnieniu, tak upragnionym od dnia, gdy uczucie przygaslo w zapomnieniu, aby „zimowac” przez dziewiec lat w podswiadomosci obojga. Uczucie tak gorace, bo nieprzewidywalne. Gabriel nie chcial jej oslonic przescieradlem, gdyz zrozumial, ze w tym przypadku wstyd rownalby sie zdradzie. Ktoregos dnia, juz wkrotce, Malgorzata miala stac sie ofiara namietnosci, uwiedziona przez Fausta w wyniku przebieglych dzialan Mefistofelesa, a nastepnie uratowana od piekla przez chor aniolow, ktore zaniosa ja do nieba. Atlan-Ferrara chcial zdobyc sie na odwage: w jego koncepcji dziela Berlioza glowna bohaterka wznosilaby sie ku niebu naga, oczyszczona wlasnie przez te swoja nagosc, wyzywajaca w swej czystosci: zgrzeszylam, doznalam rozkoszy, cierpialam, przebaczono mi, ale nie wyrzekam sie chwaly mej rozkoszy, pelni mej kobiecej swobody dajacej mi prawo do seksualnej radosci; nie zbladzilam, wy, aniolowie, o tym wiecie, zostalam przez was zaniesiona do Raju wbrew waszej woli, ale nie pozostaje wam nic innego, jak zaakceptowac moja radosc i seksualna rozkosz w ramionach kochanka; moje cialo i moja radosc zwyciezyly Mefistofelesa i jego szatanskie fortele, pokonaly tez prostacka cielesna zadze Fausta: moj kobiecy orgazm zniszczyl obu tych mezczyzn, moja satysfakcja seksualna sprawila, ze ci dwaj mezczyzni zasluzyli na wybaczenie.
To wie Bog. Wiedza to aniolowie i dlatego opera konczy sie wniebowstapieniem Malgorzaty przy wtorze inwokacji do Maryi, ktorej twarz ja, Gabriel Atlan-Ferrara, zakryje chusta swietej Weroniki… albo moze zaslona godna Magdaleny.
Uliczny muzykant zaczal grac gdzies w poblizu okna, przez ktore Gabriel patrzyl na meksykanska noc, gdy, calkiem nagle, przestalo padac. Ulice wygladaly jak pola-kierowane, a zapachy, jakie przyniosla ulewa, zaczely juz sie ulatniac, ustepujac miejsca woni skwierczacego tluszczu, odgrzewanych tortilli i kukurydzy, rosliny bogow tego kraju.
Jakze sie to roznilo od aromatow, halasow, por dnia, a takze nedzy w Londynie – chmury bawiace sie w wyscigi z bladym sloncem, bliskosc morz przesycajacych swym zapachem samo centrum miasta, tlum wyspiarzy przechodzacych ostroznym, lecz zdecydowanym krokiem i chronionych dzieki „wyspiarskosci”, olsniewajaca zielen parkow, niewykorzystana, wzgardzona rzeka, co odwraca sie tylem do miasta… I, mimo wszystko, ow kwasny zapach angielskiej melancholii, przyodzianej w chlodna i obojetna uprzejmosc.
Mogloby sie zdawac, ze kazde miasto na swiecie zawiera inny pakt z dniem i z noca, tak aby natura uszanowala -na krotko, ale na tak dlugi czas, jak bedzie trzeba – te apodyktyczne zbiorowe ruiny, ktore nazywamy „miastem”, „krotkotrwalym szczepem”, opisanym przez Dostojewskiego w innej zoltej stolicy; te bramy, swiatla, mury, twarze, mosty, zolte rzeki Petersburga…
Ale Inez przerwala rozwazania Gabriela, podchwytujac tonacje przyjeta przez ulicznego grajka: „Ty, tylko ty, jestes przyczyna mego placzu, rozczarowania i rozpaczy…”.
Zwrocil sie w strone choru, energiczny i emanujacy pewnoscia siebie, dzieki ktorej, w wieku trzydziestu dziewieciu lat, znalazl sie wsrod najbardziej cenionych dyrygentow tej nowej muzycznej planety, powstajacej po najbardziej okrutnej z wojen, po zatargu, jaki zostawil po sobie najwiecej zabitych w historii swiata; i wlasnie dlatego od meksykanskiego choru – ktory tak czy inaczej musial miec w pamieci smierc na co dzien i smierc podczas wojny domowej -zazadano, aby to on spiewal