Nie pomagalem Jamie w wyborze zabawek – doszedlem do wniosku, ze i tak lepiej wie, czego chca dzieciaki – ale uparla sie, zeby pojechal z nia w Wigilie do sierocinca i byl tam z nia, kiedy otworza swoje prezenty.

Prosze cie, Landon – nalegala i byla tym wszystkim taka podekscytowana, ze nie mialem po prostu serca jej odmowic.

Trzy dni pozniej, kiedy moi rodzice bawili sie na bankiecie w domu burmistrza, zalozylem marynarke w krate oraz swoj najlepszy krawat, zabralem prezent dla Jamie i ruszylem samochodem mamy do Morehead City. Ostatnich kilka dolarow wydalem na ladny sweter: jedyna rzecz, ktora moglem wymyslic dla niej na prezent. Nie latwo bylo jej cos kupic.

Mialem byc w sierocincu o siodmej, ale most zwodzony przy porcie byl podniesiony i musialem zaczekac, az wyplywajacy na morze frachtowiec przeplynie powoli kanalem. W rezultacie troche sie spoznilem. Frontowe drzwi byly juz zamkniete i musialem w nie dlugo walic, zanim pan Jenkins w koncu mnie uslyszal. Przez kilka chwil szukal wlasciwego klucza i kiedy mi wreszcie otworzyl, dalem krok do srodka, zabijajac rekoma z zimna.

– Ach, to ty – stwierdzil z zadowoleniem. – Czekalismy na ciebie. Chodz, zabiore cie tam, gdzie sa wszyscy.

Zaprowadzil mnie korytarzem do swietlicy, w ktorej bylem juz przedtem. Przed wejsciem na chwile sie zatrzymalem i wzialem gleboki oddech.

Wygladalo to lepiej, niz sobie wyobrazalem.

W srodku pokoju zobaczylem wielka choinke udekorowana bombkami, kolorowymi swiatelkami i mnostwem innych recznie wykonanych ozdob. Pod drzewem lezal stos prezentow o najrozniejszych ksztaltach i rozmiarach. Dzieci siedzialy w kregu na podlodze, ubrane, jak przypuszczalem, w swoje najlepsze ubrania – chlopcy mieli na sobie granatowe spodnie i biale koszule, dziewczynki granatowe spodnice i bluzki z dlugimi rekawami. Wszyscy najwyrazniej wypucowali sie przed wielkim swietem, a chlopcy mieli przyciete wlosy.

Na stoliku przy drzwiach stala waza z ponczem i tace z posypanymi zielonym cukrem ciasteczkami w ksztalcie choinek. Wsrod dzieci zobaczylem kilkoro doroslych; mniejsze dzieciaki siedzialy im na kolanach i z napieciem na twarzach sluchaly bajki „ W noc wigilijna”.

Nie zobaczylem jednak Jamie, w kazdym razie nie w pierwszej chwili. Najpierw rozpoznalem jej glos. To ona wlasnie czytala bajke, i w koncu ja dostrzeglem. Siedziala z podwinietymi nogami na podlodze tuz przy choince.

Ku swemu zdziwieniu zobaczylem, ze tego wieczoru rozpuscila wlosy, dokladnie tak jak w dniu przedstawienia. Zamiast starego brazowego puloweru zalozyla czerwony sweter z wycieciem w serek, ktory podkreslal jasny blekit jej oczu. Nawet bez brokatu we wlosach i dlugiej bialej powiewnej sukni wygladala olsniewajaco. Nie zdajac sobie z tego nawet sprawy, wstrzymalem oddech i zobaczylem katem oka usmiechajacego sie do mnie pana Jenkinsa. Wypuscilem powietrze z pluc i tez sie usmiechnalem, starajac sie jakos opanowac.

Jamie uniosla wzrok znad ksiazki, zobaczyla, ze stoje w progu, i po chwili wrocila do lektury. Dokonczenie bajki zajelo jej mniej wiecej minute, a potem wstala, wygladzila spodniczke, obeszla dookola dzieci i ruszyla w moja strone. Nie wiedzac, gdzie mam stanac, nie ruszalem sie z miejsca.

Pan Jenkins tymczasem gdzies sie oddalil.

– Przepraszam, ze zaczelismy bez ciebie – powiedziala Jamie. – Ale dzieciaki nie mogly sie juz doczekac.

– Nie ma sprawy – odparlem z usmiechem, myslac, jak ladnie wyglada.

– Tak sie ciesze, ze przyjechales.

– Ja tez.

Jamie usmiechnela sie i wyciagnela reke, zeby zaprowadzic mnie w glab sali.

– Chodz – powiedziala. – Pomozesz mi rozdac prezenty.

Przez cala nastepna godzine wreczalismy podarki i patrzylismy, jak dzieci kolejno je rozpakowuja. Jamie obeszla cale miasto, kupujac po pare rzeczy dla kazdego: osobiste prezenty, ktorych zadne z nich dotad nie dostalo. Przywiezione przez nia podarki nie byly jedyne – zarowno sam sierociniec, jak i pracujacy w nim ludzie rowniez kupili troche rzeczy. Wokol nas wszedzie fruwaly papiery i slychac bylo okrzyki podniecenia i radosci. Odnioslem wrazenie, ze dzieci dostaly o wiele wiecej, niz sie spodziewaly; podziekowaniom dla Jamie nie bylo konca.

Kiedy opadl wreszcie kurz i wszystkie prezenty zostaly rozpakowane, atmosfera troche sie uspokoila. Pan Jenkins wraz z jakas kobieta, ktorej nigdy wczesniej nie widzialem, posprzatali pokoj. Kilkoro mniejszych dzieci zasnelo pod choinka. Czesc starszych juz wczesniej poszla z prezentami do swoich pokojow i wychodzac zgasili gorne swiatlo. Obwieszona lampkami choinka rzucala nieziemski blask, ze stojacego w kacie patefonu plynely dzwieki „ Cichej nocy”. Nadal siedzialem na podlodze przy Jamie, ktora trzymala na kolanach pograzona we snie mala dziewczynke. Z powodu calego tego zamieszania nie mielismy okazji porozmawiac, ale nie robilo to chyba wiekszej roznicy. Patrzylismy oboje na swiatelka na choince, a ja zastanawialem sie, o czym mysli Jamie. Prawde mowiac nie bardzo wiedzialem, wygladala jednak naprawde slodko. Wydawalo mi sie – nie, bylem tego pewien – ze ten wieczor sprawil jej wielka radosc, i w gruncie rzeczy mnie tez ja sprawil. To byla najpiekniejsza Wigilia, jaka do tej pory spedzilem.

Zerknalem na nia. Z twarza skapana w miekkim blasku nie wygladala gorzej od najladniejszych dziewczat, ktore znalem.

– Kupilem ci cos – powiedzialem w koncu. – Mam na mysli prezent.

Mowilem cicho, zeby nie zbudzic malej dziewczynki spiacej jej na kolanach. Mialem tez nadzieje, ze dzieki temu Jamie nie uslyszy brzmiacej w moim glosie nerwowosci.

Odwrocila wzrok od choinki i spojrzala mi prosto w twarz.

– Nie musiales tego robic – stwierdzila.

Ona rowniez mowila polglosem i brzmialo to niemal jak muzyka.

– Wiem – odparlem. – Ale chcialem.

Polozylem wczesniej opakowany elegancko prezent z boku i teraz siegnalem po niego.

– Czy moglbys go dla mnie otworzyc? – poprosila. – Mam w tej chwili troche zajete rece – dodala, spogladajac w dol na dziewczynke, a potem z powrotem na mnie.

– Jesli nie chcesz, mozesz go teraz nie otwierac – mruknalem, wzruszajac ramionami. – To naprawde nie jest nic wielkiego.

– Nie badz glupi – odparla. – Otworzylabym go tylko w twojej obecnosci.

Zeby zebrac troche mysli, spuscilem wzrok i zaczalem rozpakowywac prezent. Starajac sie nie narobic duzego halasu, odkleilem tasme, odwinalem papier, podnioslem pokrywe pudelka, po czym wyciagnalem sweter i podnioslem w gore, zeby mogla mu sie przyjrzec. Byl brazowy, podobnie jak te, ktore normalnie nosila. Uwazalem jednak, ze przyda sie jej nowy.

W porownaniu z radoscia, jaka widzialem przedtem, nie spodziewalem sie zbyt przesadnej reakcji.

– Widzisz, mowilem ci, ze to nic nadzwyczajnego – powiedzialem. Mialem nadzieje, ze nie jest rozczarowana.

– Jest piekny, Landon – stwierdzila z przekonaniem. – Zaloze go, kiedy sie nastepnym razem spotkamy. Dziekuje.

Przez chwile siedzielismy w milczeniu i ponownie zaczalem gapic sie na swiatelka na choince.

– Ja tez cos ci przynioslam – szepnela w koncu Jamie.

Spojrzala pod choinke i moje oczy pobiegly za jej wzrokiem. Prezent od niej wciaz tam lezal, schowany czesciowo za krzyzakiem. Wzialem go do reki. Byl prostokatny i dosc ciezki. Polozylem go na kolanach i nie probowalem go nawet otwierac.

– Rozpakuj go – poprosila, patrzac mi w oczy.

– Nie mozesz mi tego dawac – zaprotestowalem,, czujac, jak brakuje mi tchu w piersi.

Wiedzialem co jest w srodku, i nie potrafilem uwierzyc, ze to zrobila. Zaczely mi sie trzasc rece.

– Prosze, rozpakuj to – powiedziala najdelikatniej, jak mogla. – Chce, zebys to ode mnie przyjal.

Niechetnie otworzylem pakunek. Odwinawszy caly papier, wzialem jej prezent ostroznie w rece, bojac sie, ze go zniszcze. Przygladajac mu sie jak zahipnotyzowany, przesunalem palcami po zuzytej skorze i lzy stanely mi w oczach. Jamie wyciagnela dlon i polozyla ja na mojej. Jej reka byla ciepla i miekka.

Spojrzalem na nia, nie wiedzac, co powiedziec.

Jamie dala mi swoja Biblie.

Вы читаете Jesienna Milosc
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату