– Dobry wieczor, wielebny – powiedzialem niesmialo.
– Czesc, tato – dodala radosnym tonem Jamie. – Zaluje, ze z nami nie pojechales. Bylo cudownie.
– Bardzo sie z tego ciesze – odparl, a potem wyprostowal sie i odchrzaknal. – Dam wam chwile, zebyscie mogli powiedziec sobie dobranoc. Zostawie otwarte drzwi.
Odwrocil sie i wrocil do salonu. Wiedzialem, ze moze nas obserwowac z miejsca, gdzie usiadl. Udawal, ze cos czyta, ale nie widzialem, co trzyma w rekach.
– Siedzialam wspanialy wieczor, Landon – powiedziala Jamie.
– Ja tez – odparlem, czujac na sobie wzrok Hegberta.
Zastanawialem sie, czy wie, ze w samochodzie trzymalem ja za reke.
– O ktorej mam do ciebie jutro przyjsc? – zapytala.
Brwi Hegberta lekko sie uniosly.
– Przyjde po ciebie. Odpowiada ci po poludniu?
Jamie obejrzala sie przez ramie.
– Nie masz nic przeciwko temu, tato, zebym jutro odwiedzila Landona i jego rodzicow?
Hegbert podniosl rece do oczu i zaczal je trzec. Po chwili westchnal.
– Jesli to dla ciebie wazne, prosze bardzo – powiedzial.
Nie bylo to najbardziej wzruszajace wotum zaufania, jakie w zyciu slyszalem, ale nie trzeba mi bylo niczego wiecej.
– Co mam przyniesc? – zapytala.
Na Poludniu zadanie takiego pytania nalezalo do tradycji.
– Nie musisz niczego przynosic – odparlem. – Przyjade po ciebie za kwadrans piata.
Stalismy tam jeszcze chwile, nic nie mowiac, i wiedzialem, ze Hegbert traci powoli cierpliwosc. Nie odwrocil ani jednej kartki, odkad stanelismy na werandzie.
– Do zobaczenia jutro – powiedziala w koncu.
– Dobrze – odparlem.
Jamie zerknela na swoje nogi, a potem z powrotem na mnie.
– Dziekuje, ze odwiozles mnie do domu.
Powiedziawszy to, odwrocila sie i weszla do srodka, ale na chwile przed tym, nim zamknely sie drzwi, wyjrzala zza nich i zobaczylem igrajacy na jej ustach lekki usmiech.
Nazajutrz pojechalem po nia tak, jak sie umowilismy, i ucieszylem sie, widzac, ze znowu ma rozpuszczone wlosy. Zgodnie z obietnica zalozyla sweter, ktory dalem jej w prezencie.
Zarowno mama, jak i tato byli zaskoczeniu, gdy zapytalem, czy nie bedzie im przeszkadzalo, jesli Jamie przyjdzie do nas na obiad. Nie bylo z tym wiekszego problemu; za kazdym razem, kiedy tato wracal do domu, nasza kucharka, Helen, przygotowywala dosc jedzenia, zeby starczylo dla malej armii.
Nie wspominalem o tym wczesniej, to znaczy o tym, ze mielismy kucharke. Mielismy rowniez pokojowke, nie tylko dlatego, ze bylo nas na to stac, ale poniewaz moja mama nie najlepiej radzila sobie z prowadzeniem domu. Robila mi czasem kanapki na drugie sniadanie, ale zdarzalo sie, ze poplamila sobie paznokcie musztarda i nie mogla wtedy przez trzy albo cztery dni dojsc do siebie. Bez Helen dorastalbym, jadajac bez przerwy przypalone kartofle i zweglone steki. Ojciec, na szczescie zdal sobie z tego sprawe zaraz po slubie i jeszcze przed moim narodzeniem zatrudnil kucharke i pokojowke.
Choc nasz dom byl wiekszy od innych, nie byl jednak palacem. Kucharka i pokojowka nie mieszkaly razem z nami, bo nie mielismy kwater dla sluzby ani niczego w tym rodzaju. Ojciec kupil dom z powodu jego zabytkowej wartosci. Chociaz nie mieszkal w nim Czarnobrody, co bylo moze bardziej interesujace dla kogos takiego jak ja, nalezal niegdys do Richarda Dobbsa Spaighta, ktory podpisal konstytucje. Spaight mial rowniez farme niedaleko New Bern, czterdziesci mil na polnoc, i tam wlasnie zostalo pochowany. Nasz dom nie byl moze tak slawy jak ten, obok ktorego pogrzebano Spaighta, lecz i tak dawal ojcu powod do chwaly w kuluarach Kongresu i za kazdym razem, kiedy wychodzil do ogrodu, i wiedzialem, ze rozmysla o dziedzictwie, ktore chcial po sobie zostawic. W jakis sposob mnie to przygnebialo, poniewaz bez wzgledu na to, czego by dokonal, nie mial szans zakasowac starego Richarda Dobbsa. Historyczne wydarzenia w rodzaju podpisania konstytucji zdarzajac sie raz na kilkaset lat i jakkolwiek by na to patrzec, debatowanie nad subsydiami dla farmerow uprawiajacych tyton oraz „ czerwonym zagrozeniem” nigdy temu nie dorowna.
Dom odnotowany byl w rejestrze zabytkow historycznych – chyba jest tam w dalszym ciagu – i choc Jamie odwiedzila nas juz wczesniej, wchodzac teraz do srodka, wydawala sie oniesmielona. Matka i ojciec byli bardzo ladnie ubrani, podobnie jak ja, i mama pocalowala Jamie na powitanie. Patrzac na nia, nie moglem oprzec sie wrazeniu, ze stracila dla Jamie glowe jeszcze przede mna.
Zjedlismy niezly obiad, skladajacy sie z czterech dan, choc wcale nie tuczacy, nic z tych rzeczy. Moi rodzice i Jamie cudownie ze soba konwersowali – klania sie panna Garber – i mimo ze probowalem inkrustowac rozmowe wlasnym poczuciem humoru, nie spotkalo sie to z najlepszym przyjeciem, przynajmniej jesli chodzi o moich rodzicow. Jamie jednak smiala sie i wzialem to za dobry znak.
Po obiedzie, chociaz byla zima i nie kwitly zadne kwiaty, zaproponowalem Jamie, ze przespacerujemy sie po ogrodzie. Zalozylismy oboje plaszcze i wyszlismy na mrozne powietrze. Widzialem, jak nasze oddechy zamieniaja sie w male obloczki pary.
– Twoi rodzice to wspaniali ludzie – powiedziala.
Jak widac nie wziela sobie zbytnio do serca kazan Hegberta.
– Sa mili na swoj sposob – przyznalem. – Zwlaszcza moja mama jest slodka.
Powiedzialem to nie tylko dlatego, ze byla to prawda, lecz poniewaz dzieciaki mowily to samo o Jamie. Mialem nadzieje, ze zrozumie aluzje.
Jamie przystanela, zeby przyjrzec sie krzakom roz. Przypominaly powykrzywiane patyki i nie wiedzialem, co w nich jest takiego ciekawego.
– Czy to prawda o twoim dziadku? – zapytala mnie. – To, co mowia ludzie?
Nie zrozumiala chyba mojej aluzji.
– Tak – odparlem, starajac sie ukryc rozczarowanie.
– To smutne – stwierdzila. – W zyciu sa wazniejsze rzeczy niz pieniadze.
– Wiem.
– Naprawde? – spytala, zerkajac na mnie.
– Zdaje sobie sprawe, ze to, co robil dziadek, bylo zle – odpowiedzialem, nie patrzac jej w oczy. Nie pytajcie mnie dlaczego.
– Jednak nie chcialbys tego wszystkiego oddac, prawda?
– Jesli chcesz znac prawde, nigdy sie nad tym powaznie nie zastanawialem.
– Ale zrobilbys to?
Nie odpowiedzialem od razu i Jamie odwrocila sie ode mnie. Znowu wpatrywala sie w powykrzywiane lodygi roz i nagle zdalem sobie sprawe, ze chce, abym odpowiedzial twierdzaco. Tak wlasciwie zrobilaby ona sama, w ogole bez zastanowienia.
– Dlaczego to robisz? – wybuchnalem, nie mogac sie powstrzymac i czujac, jak plona mi policzki. – Dlaczego wzbudzasz we mnie poczucie winy? Przeciez nie ja to zrobilem. Ja tylko urodzilem sie w tej rodzinie.
Jamie wyciagnela dlon i dotknela galazki.
– Ale to nie znaczy, ze nie mozesz tego naprawic – powiedziala lagodnie – kiedy bedziesz miala taka sposobnosc.
Nawet ja zdawalem sobie dobrze sprawe, o co jej chodzi, i w glebi serca wiedzialem, ze ma racje. Ta decyzja jednak, jesli w ogole miala zostac podjeta, byla jeszcze daleko przede mna. W moim przekonaniu czekaly mnie znacznie wazniejsze sprawy do zalatwienia. Zmienilem temat, poruszajac kwestie, ktora byla mi o wiele blizsza.
– Czy twoj ojciec mnie lubi? – zapytalem.
Chcialem wiedziec, czy Hegbert pozwoli mi sie z nia znowu zobaczyc.
Nie od razu odpowiedziala.
– Moj ojciec – stwierdzila w koncu – martwi sie o mnie.
– Chyba wszyscy rodzice martwia sie o swoje dzieci.
Uciekla spojrzeniem w dol, a potem w bok i dopiero po chwili odwrocila sie do mnie z powrotem.