Na wypadek, gdybym skrecil kark w czasie moich wscieklych jazd, czy zostal przejechany przez samochod, lepiej bedzie, jesli podam panu, ze w tym tygodniu zrozumialem, na jakiej zasadzie to wszystko dziala, chociaz ciagle jeszcze nie znam wiekszosci szczegolow”.
Napisalem Octobrowi o tym, ze stymulant, ktorego uzywali Adams i Humber, to w rzeczywistosci adrenalina, i w jaki sposob moim zdaniem wprowadzali ja do krwiobiegu.
Jak pan widzi, trzeba ustalic pare podstawowych faktow, nim mozna bedzie oskarzyc Adamsa i Humbera. Bede sie staral jak najlepiej dokonczyc to zadanie, ale nie moge tego gwarantowac, jako ze wazna role odgrywa tu czas”.
I potem, dlatego ze czulem sie bardzo samotny, dodalem impulsywne, nieskladne post scriptum; „Prosze mi wierzyc. Nic nie zrobilem Patty”.
Kiedy juz je napisalem, przyjrzalem sie temu
Wstapilem do apteki, by poprosic o jakies srodki uspokajajace na wypadek, gdyby ktos chcial to sprawdzic. Aptekarz zdecydowanie odmowil sprzedania mi czegokolwiek, poniewaz mozna to bylo dostac jedynie na recepte. Ile czasu uplynie, zastanawialem sie smetnie, zanim Adams i Humber odkryja ten zenujacy fakt.
Jerry byl bardzo rozczarowany, ze zjadlem pospiesznie posilek w kawiarni i zostawilem go samego, zeby skonczyl jedzenie i wrocil pieszo z Posset; zapewnialem go jednak, ze mam cos waznego do zalatwienia. Byl najwyzszy czas, abym rozejrzal sie po okolicy.
Wyjechalem z Posset i zatrzymujac motocykl w zatoczce przy bocznej drodze, wydobylem mape, ktora studiowalem bez przerwy przez ostatni tydzien. Za pomoca cyrkla i kompasu wyrysowalem na niej dwa koncentryczne kregi; krag zewnetrzny mial promien szesnastu kilometrow od stajni Humbera, a wewnetrzny – dziesieciu. Jezeli Jud, jadac po Mickeya, nigdzie nie zbaczal, to miejsce z ktorego przywiozl konia, musialo lezec pomiedzy dwoma kregami.
Niektore kierunki na pewno nie wchodzily w rachube ze wzgledu na odkrywkowe kopalnie wegla, a szesnascie kilometrow na poludniowy wschod zaczynaly sie przedmiescia gorniczego miasta Clavering. Jednak po stronie zachodniej i polnocnej lezaly glownie wrzosowiska poprzecinane niewielkimi dolinami, takimi jak ta, w ktorej znajdowala sie stajnia Humbera; byly to niewielkie urodzajne zakatki wsrod przestrzeni poruszanych wiatrem wrzosowisk.
Tellbridge, miasteczko, w ktorym mieszkal Adams, lezalo o cztery kilometry poza zewnetrznym kregiem, dlatego tez nie przypuszczalem, by Mickey tam wlasnie przebywal w czasie nieobecnosci w stajni Humbera. Mimo to wydawalo sie najrozsadniejsze, by rozejrzec sie najpierw po okolicy lezacej wzdluz linii miedzy stajnia Humbera i miasteczkiem Adamsa.
Nie chcialem, zeby Adams dowiedzial sie, ze szpieguje po okolicy, zalozylem wiec kask, ktorego nie uzywalem od czasu wycieczki do Edynburga, pare gigantycznych gogli; tak nie rozpoznalyby mnie nawet wlasne siostry. Nie spotkalem Adamsa w czasie moich podrozy, widzialem natomiast jego dom, kremowa, prostokatna budowle w stylu gregorianskim z glowami chimer zdobiacymi slupki bramy. Byl to najwiekszy, najbardziej rzucajacy sie w oczy budynek w malenkiej zabudowie, zlozonej z kosciola, sklepu, dwu pubow i kilku domkow, tworzacych calosc Tellbridge.
Na stacji benzynowej w Tellbridge rozmawialem o Adamsie z chlopcem, ktory napelnial moj bak.
– Pan Adams? Tak, kupil posiadlosc starego sir Lucasa jakies trzy, cztery lata temu. Po smierci starego pana. Nie bylo zadnej rodziny, zeby zajac sie domem.
– A pani Adams? – zapytalem.
– Do licha! Nie ma zadnej pani Adams – zasmial sie odgarniajac przegubem dloni jasne wlosy, spadajace mu na oczy. – Ale czasami jest tam pelny dom. Ale niech mnie pan zle nie zrozumie, to wszystko elita. Pan Adams tylko takich przyjmuje. A wszystko co chce, to ma, i to szybko. Nie zwracajac uwagi na nikogo. W ostatni piatek obudzil cale miasteczko o drugiej nad ranem, bo wbil sobie do glowy, ze chce uruchomic koscielne dzwony. Stlukl szybe, zeby wejsc do srodka… Wyobraza pan sobie! Oczywiscie nikt nic nie mowi, bo on wydaje w miasteczku tyle pieniedzy. Najedzenie i picie i na pracownikow z miasteczka. Wszystkim sie poprawilo, odkad tu zamieszkal.
– Czy czesto zdarzaja mu sie takie rzeczy… jak dzwonienie w koscielne dzwony?
– No, niedokladnie takie, ale inne rzeczy, tak. Watpie, zeby mogl pan uwierzyc we wszystko, co pan slyszy na ten temat. Ale podobno bardzo dobrze placi za szkody, i kazdy po prostu sie z tym godzi. Mowia, ze to z potrzeby zabawy u niego.
Adams byl jednak za stary na tego rodzaju zabawe.
– Bierze tutaj benzyne? – zapytalem niedbale.
– Nieczesto, ma swoj wlasny dystrybutor. – Ze szczerej twarzy chlopca powoli znikal usmiech. – Naprawde to nalewalem mu tylko raz, kiedy skonczyly sie jego zapasy.
– Cos sie wtedy zdarzylo?
– No, nadepnal mi na noge. A byl w wysokich butach. Nie moglem dojsc, czy zrobil to naumyslnie, bo tak sie wydawalo. Tylko po co mial robic cos takiego?
– Nie mam pojecia. Pokrecil glowa w zadumie.
– Myslal pewnie, ze stoje na jego drodze. Postawil obcas dokladnie na mojej stopie, i oparl sie cala sila. A mialem na nodze tylko tenisowki. O malo nie polamal mi kosci. Musi chyba wazyc z tone!
Chlopiec westchnal, wydal mi reszte; podziekowalem mu i odjechalem, myslac jak wiele rzeczy moze ujsc psychopacie, jezeli tylko jest dosyc wielki, sprytny i dobrze urodzony.
Popoludnie bylo zimne i pochmurne, ale jazda sprawiala mi przyjemnosc. Zatrzymalem sie w najwyzszym punkcie wrzosowisk i siedzac na motocyklu rozgladalem sie po odleglych, golych, niegoscinnych wzgorzach, obserwowalem rysujace sie na horyzoncie wysokie kominy Clavering. Zdjalem kask i gogle, przejechalem reka po wlosach wpuszczajac podmuchy zimnego wiatru na skore glowy. Bardzo to bylo ozywcze.
Wiedzialem, ze nie ma prawie zadnej szansy na znalezienie miejsca, w ktorym trzymany byl Mickey. To moglo byc wszedzie, w kazdej stodole, szopie, komorce. Wcale to nie musiala byc stajnia, i najprawdopodobniej nie byla, a jedyna rzecz, jakiej bylem pewny, to ze miejsce to ukryte bylo poza zasiegiem wzroku i sluchu sasiadow. Klopot polegal na tym, ze w tej czesci hrabstwa Durham, z jego rzadko rozsianymi wioskami, niespodziewanymi dolinami i polaciami otwartych wrzosowisk istniec moglo dziesiatki miejsc polozonych poza zasiegiem wzroku i sluchu sasiadow.
Wzruszylem ramionami, wlozylem kask i gogle, i spedzilem te odrobine wolnego czasu, jaki mi jeszcze pozostal, na poszukiwaniu dwoch dogodnych punktow obserwacji: na takim wzniesieniu, z ktorego mozna by bylo patrzec wprost w dol doliny na podworze stajni Humbera, i drugiego na glownym skrzyzowaniu drog na trasie od Humbera do Tellbridge, skad rozchodzily sie rownoczesnie liczne drogi.
Poniewaz imie Kanderstega znajdowalo sie w specjalnej ukrytej ksiedze Humbera, mozna bylo isc o duzy zaklad, ze pewnego dnia przejedzie te sama trase co Mickey Starlamp. Bylo calkiem prawdopodobne, ze mimo wszystko w dalszym ciagu nie bede mogl odkryc, dokad zostal zabrany, jednak na wszelki wypadek nic nie szkodzilo utrwalenie w glowie topografii terenu.
O czwartej wjechalem z powrotem na podworze Humbera ze zwyklym brakiem entuzjazmu i rozpoczalem wieczorne zajecia.
Minela niedziela i poniedzialek. Stan Mickeya nie poprawial sie, wprawdzie rany na jego nogach zaczely sie goic, ale mimo narkotykow ciagle jeszcze byl grozny, zaczynal tez chudnac. Chociaz nigdy dotychczas nie mialem do czynienia z koniem w podobnym stanie, powoli nabieralem pewnosci, ze nie wyjdzie z tego i ze Adams i Humber mieli przed soba kolejny niewypal.
Humberowi i Cassowi rowniez nie podobal sie wyglad konia, choc Humber wydawal sie bardziej niezadowolony niz niespokojny w miare uplywu czasu. Kolejnego ranka przyjechal Adams i z boksu Dobbina obserwowalem wszystkich trzech stojacych przed boksem Mickeya. W pewnej chwili Cass wszedl na moment do boksu i wyszedl potrzasajac glowa. Adams byl wyraznie wsciekly. Wzial Humbera za ramie i poszli obaj do kantoru, przy czym wygladalo, jakby sie klocili. Wiele bym dal, zeby moc ich podsluchac. Co za szkoda, ze nie umialem czytac z ruchu warg, ani nie dysponowalem zadna pluskwa podsluchowa. Jako szpieg bylem naprawde na straconych pozycjach.
We wtorek przy sniadaniu czekal na mnie list, nadany w Durham. Przyjrzalem mu sie z zaciekawieniem. Bylo niewiele osob, ktore wiedzialy, gdzie jestem, i chcialyby do mnie napisac. Schowalem list do kieszeni, by moc otworzyc go w samotnosci. Bylem pozniej bardzo zadowolony z tej ostroznosci, bo jak sie okazalo, napisala do