znaczenia. Wiedzialam oczywiscie, ze ona… to znaczy… ze jest… ze bardzo lubi mezczyzn. Juz taka ma nature. Ale to… byl to dla mnie szok. Na poczatku nie moglam jej uwierzyc.

– A co wlasciwie Patty pani powiedziala?

Przez chwile za moimi plecami panowalo milczenie. Potem uslyszalem troche drzacy glos.

– Powiedziala, ze probowala zmusic pana do milosci, ale pan nie chcial. Powiedziala… powiedziala, ze pokazala panu swoje cialo, a pan kazal jej sie ubrac. Powiedziala, ze tak ja to rozwscieczylo, ze przez caly nastepny dzien obmyslala zemste i w niedziele rano zmusila sie do placzu, i powiedziala ojcu, ze…

– No tak – rzeklem pogodnie – to jest chyba wierny obraz tego, co sie naprawde wydarzylo… – Rozesmialem sie.

– To nie jest zabawne – zaprotestowala.

– Nie, to ulga.

Elinor obeszla mnie naokolo, usiadla znowu naprzeciwko i spojrzala mi w oczy.

– A wiec jednak robilo to panu roznice.

– Tak.

Moj niesmak musial byc widoczny.

– Powiedzialam ojcu, ze Patty klamala. Nigdy przedtem nie mowilam mu ojej przygodach milosnych, ale to bylo zupelnie co innego… w kazdym razie powiedzialam mu w niedziele po obiedzie. – Elinor przerwala, wahajac sie. Czekalem. Wreszcie zaczela mowic dalej: – To bylo bardzo dziwne. Tak naprawde ojciec nie wydawal sie zaskoczony. Nie byl wstrzasniety, jak ja. Nagle zrobil sie taki jakis znuzony, jakby wlasnie uslyszal bardzo zle wiadomosci. Tak jakby dowiedzial sie o smierci przyjaciela, ktory dlugo chorowal. Nie moglam tego zrozumiec. A kiedy powiedzialam, ze jedyna przyzwoita rzecza, jaka mozemy zrobic, to z powrotem zaproponowac panu prace, odmowil zdecydowanie. Sprzeczalam sie z nim, ale obawiam sie, ze jest uparty. Odmawia tez powiedzenia Inskipowi, ze nie musial pan odchodzic, i kazal mi obiecac, ze nie powiem Inskipowi ani nikomu innemu o tym, co mowila Patty. To jest bardzo nie fair! – skwitowala gwaltownie. – Uznalam wiec, ze nawet jesli nikt inny sie o tym nie dowie, to przynajmniej pan powinien. Nie sadze, zeby pana sytuacja zmienila sie przez to, ze ojciec i ja dowiedzielismy sie w koncu, co sie naprawde zdarzylo, ale chcialam powiedziec panu, ze jest mi bardzo, ale to bardzo przykro z powodu mojej siostry.

Usmiechnalem sie do niej. Nie bylo to wcale trudne. Byla tak uroczo poczciwa, ze wcale nie mial znaczenia fakt, iz nosek Elinor nie byl zupelnie prosty. W szarych oczach malowal sie autentyczny, zarliwy zal, wiedzialem, ze odczuwala postepek Patty tym bolesniej, ze – jak sadzila – ofiara padl stajenny, ktory nie ma zadnych mozliwosci obrony. Dlatego tez trudno mi bylo wymyslic, co mam jej odpowiedziec. – Rozumialem oczywiscie, ze October nie mogl przedstawic mnie publicznie jako ucisniona niewinnosc, nawet gdyby chcial – w co zreszta watpilem – bez ryzyka, ze wiesc ta dojdzie do uszu Humbera, a ostatnia rzecza, jakiej chcielismy obaj, bylaby koniecznosc oferowania mi z powrotem pracy u Inskipa. Nikt przy zdrowych zmyslach nie zostalby u Humbera majac mozliwosci pracy u Inskipa.

– Gdyby pani wiedziala – zaczalem wolno – jak bardzo chcialem, zeby ojciec pani uwierzyl, ze nie zrobilem krzywdy pani siostrze, zdalaby pani sobie sprawe, ze to, co przed chwila uslyszalem, warte jest dla mnie wiecej niz dziesiec posad. Lubie pani ojca. Szanuje go. Zreszta on ma racje. Nie moglby pewnie zaoferowac mi z powrotem pracy, bo przeciez to byloby tak, jakby publicznie wyznal, ze jego corka jest w najlepszym razie klamczucha. Nie moze pani prosic go o to. Nie moze pani tego oczekiwac. Ja nie oczekuje. Najlepiej pozostawic sprawy tak, jak sa.

Przygladala mi sie przez chwile nic nie mowiac. Zdawalo mi sie, ze widze w jej oczach najpierw ulge, potem zaskoczenie, wreszcie zaintrygowanie.

– Nie zada pan zadnej rekompensaty?

– Nie.

– Nie rozumiem pana.

– Widzi pani – rzeklem podnoszac sie z miejsca, aby uniknac jej pytajacego wzroku. – Nie jestem tak zupelnie niewinny. Pocalowalem pani siostre. Mysle, ze moze nawet troche ja sprowokowalem. A potem wstyd mi sie zrobilo samego siebie i wycofalem sie. Taka jest prawda. To nie byla tylko jej wina. Ja zachowalem sie bardzo zle. Dlatego prosze, bardzo prosze, niech pani nie czuje sie taka winna z mojego powodu. – Podszedlem do okna i wyjrzalem.

– Nie powinno sie wieszac ludzi za morderstwa, ktorych zdecydowali sie nie popelnic – powiedziala oschle. – Jest pan bardzo wspanialomyslny, a tego sie nie spodziewalam.

– A wiec nie trzeba bylo mnie tutaj prosic – dodalem niedbale. – Podejmowala pani duze ryzyko. – Okno wychodzilo na kwadratowy, porosniety trawa placyk, otoczony szerokimi alejkami, spokojny i opuszczony w tym wczesnowiosennym sloncu.

– Jakie… ryzyko? – zapytala.

– Ryzyko, ze narobie zamieszania. Znieslawie rodzine. Splamie nazwisko Tarrenow. Takie rzeczy. Wywlekanie brudow, naglowki niedzielnych gazet i pani ojciec tracacy twarz wobec swoich wspolnikow.

Miala mine zaskoczona, ale zdecydowana.

– Mimo wszystko, skoro wyrzadzilo sie krzywde, trzeba ja naprawic.

– Bez wzgledu na konsekwencje?

– Bez wzgledu na konsekwencje – powtorzyla blado. Usmiechnalem sie. Ta dziewczyna naprawde mi sie podobala. Ze tez nie zawsze zwracalem uwage na konsekwencje.

– W porzadku – powiedzialem niechetnie. – Lepiej bedzie, jak sobie juz pojde. Dziekuje, ze mnie pani zaprosila. Rozumiem, ze spedzila pani okropny tydzien, przygotowujac sie do tego spotkania, i doceniam to bardziej, niz potrafie wyrazic slowami.

Elinor spojrzala na zegarek i zawahala sie.

– Wiem, ze jest to dziwna pora dnia, ale moze napilby sie pan kawy? Przyjechal pan z tak daleka…

– Napilbym sie z przyjemnoscia.

– To niech pan siada, a ja zrobie kawe.

Usiadlem. Elinor otworzyla szafe w scianie, w ktorej po jednej stronie byla umywalnia i lustro, a po drugiej palnik gazowy i poleczka na naczynia. Napelnila woda czajnik, zapalila gaz, na niskim stoliku miedzy fotelami postawila filizanki i talerzyki, jej ruchy byly oszczedne i pelne wdzieku. Nie zmieszala sie, pomyslalem. Jest na tyle pewna siebie, by odrzucic tytul w miejscu, gdzie umysl liczyl sie bardziej niz urodzenie. Na tyle pewna siebie, by wprowadzic mezczyzne o wygladzie takim jak moj do swojego pokoju i poprosic, by zostal na kawe, wtedy kiedy nie bylo to wcale konieczne, a jedynie oznaczalo uprzejmosc.

Zapytalem, jakiego przedmiotu sie uczy, odpowiedziala, ze angielskiego. Stawiala na stole mleko, cukier i biskwity.

– Czy moge spojrzec na pani ksiazki?

– Bardzo prosze – odparla uprzejmie.

Wstalem i podszedlem do polek. Byly tam podreczniki jezykowe – staroislandzki, anglosaski, staroangielski – i rozlegly przeglad dziel literatury angielskiej z roznych epok.

– I co pan mysli o moich ksiazkach? – zapytala zaciekawiona. Nie wiedzialem, co odpowiedziec. Cala ta maskarada wobec niej wydawala mi sie bardzo niestosowna.

– Bardzo uczone – powiedzialem blado.

Odwrocilem sie od polki i nagle stanalem twarza w twarz z moim pelnowymiarowym odbiciem w lustrze znajdujacym sie w drzwiach szafy.

Dosc markotny przygladalem sie sobie. Bylo to naprawde pierwsze moje spojrzenie na stajennego Roke’a od dnia, kiedy to – pare miesiecy temu – opuscilem londynski dom Octobra. Czas nie poprawil sytuacji.

Mialem za dlugie wlosy, a baki siegaly dalej niz koniec uszu. Cere mialem bladozolta po zejsciu opalenizny. W twarzy widoczne bylo napiecie, a w oczach nieistniejaca przedtem przezornosc. W czarnym stroju wygladalem na osobnika zagrazajacego spoleczenstwu.

Za moim odbiciem w lustrze poruszylo sie odbicie Elinor, nasze oczy spotkaly sie, zorientowalem sie, ze mnie obserwuje.

– Odnosi sie wrazenie, ze nie jest pan zadowolony z tego, co pan widzi.

Obrocilem sie dokola.

– Nie. – Powiedzialem to z grymasem. – A czy ktos moglby byc z tego zadowolony?

– No coz… – To bylo nie do wiary, ale usmiechala sie przekornie. – Nie chcialabym pana zobaczyc krazacego

Вы читаете Dreszcz
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату