ma”.

– Nie wejde tam sam, prosze pana – powiedzialem. – Cass bedzie musial asekurowac mnie widlami, kiedy bede wyrzucal gnoj. – I pomyslalem, ze nawet w takiej sytuacji bedziemy mieli obaj duzo szczescia, jezeli nas nie kopnie.

Cass, ku mojemu ogromnemu rozbawieniu, zaczal szybko tlumaczyc Humberowi, ze jezeli ja sie za bardzo boje, to on zawola innego stajennego do pomocy. Humber jednak nie zwrocil najmniejszej uwagi na zadnego z nas, ale ponuro przygladal sie nadal Mickeyowi.

Wreszcie odwrocil sie do mnie i powiedzial: – Wez wiadro i chodz do kantoru.

– Puste wiadro, prosze pana?

– Tak – odparl niecierpliwie – puste.

Odwrocil sie i spokojnie pokustykal do podluznej ceglanej chatki. Wzialem wiadro z boksu mojego konia, poszedlem za Humberem i czekalem przy drzwiach.

Wyszedl z niewielkim szklanym sloikiem z apteczna nalepka wjednej rece i lyzka w drugiej. Sloik byl w trzech czwartych napelniony bialym proszkiem. Skinal, bym podszedl blizej z wiadrem i wsypal tam pol lyzki proszku.

– Nalej tylko jedna trzecia wody. I wstaw to do zlobu Mickeya, zeby nie mogl przewrocic noga. Jak to wypije, uspokoi sie.

Wrocil z lyzka i sloikiem z powrotem do kantoru, a ja tymczasem wzialem w garsc proszku z wiadra i zawinalem w liste koni ukryta w kieszeni pasa. Oblizalem nastepnie palce, drobinki proszku mialy lekko gorzkawy posmak. Na sloiku, ktory widzialem w szafie umywalni, byla nalepka „rozpuszczalny fenobarbiton”. Zadziwiajaca byla jedynie ilosc tego proszku, jaka Humber mial pod reka.

Nalalem do wiadra wody, wymieszalem reka i wrocilem pod boks Mickeya. Cass zniknal. Jerry byl z drugiej strony stajni i obrzadzal innego konia. Rozejrzalem sie za kims do pomocy, ale wszyscy przezornie znikneli z pola widzenia. Zaklalem. Nie mialem zamiaru wchodzic sam do boksu Mickeya; byloby to czysta glupota.

Humber wrocil przez podworze.

– Wchodz – powiedzial.

– Rozleje wode, umykajac przed nim, prosze pana.

Kopyta Mickeya walily wsciekle w sciane.

– Chodzi o to, ze brak ci odwagi.

– Trzeba byc skonczonym glupcem, zeby w pojedynke wejsc do niego, prosze pana – rzeklem ponuro.

Przyjrzal mi sie, ale musial sie zorientowac, ze dalsze nalegania nie mialy zadnego sensu. Zlapal nagle stojace pod sciana widly, przerzucil je do prawej reki, a laske do lewej.

– No, to teraz wlaz – rzucil chrapliwie. – Tylko nie trac czasu. Wygladal naprawde niezwykle w swoim ubraniu jak z zurnala z tak niekonwencjonalna bronia w rekach. Mialem nadzieje, ze bedzie postepowal rownie zdecydowanie, jak brzmial jego glos.

Otworzylem drzwi boksu i wszedlem do srodka; nieslusznie podejrzewalem, ze Humber schowa ogon pod siebie i zostawi mnie samego. Zachowywal sie rownie obojetnie jak zwykle, jak gdyby strach przekraczal jego wyobraznie. Skutecznie trzymal Mickeya najpierw z jednej strony boksu, a potem z drugiej, kiedy ja zmienialem sciolke, i pozostal tez niewzruszony na stanowisku, gdy zabieralem niezjedzone jedzenie ze zlobu i stawialem na miejsce wiadro z przyprawiona woda. Nie bylo to latwe rowniez i dla niego. I zeby, i kopyta Mickeya byly bardziej ruchliwe i niebezpieczne niz poprzedniego wieczoru.

W obliczu chlodnego spokoju Humbera bardzo przygnebiajaca byla koniecznosc zachowywania sie po tchorzowsku, chociaz znacznie trudniej byloby mi robic to w obecnosci Adamsa.

Kiedy skonczylem, Humber kazal mi wyjsc przodem, a nastepnie wycofal sie sam. Jego nienagannie wyprasowany garnitur nawet sie nie zgniotl w wyniku tych wyczynow.

Zamknalem drzwi, zabezpieczylem zasuwke i robilem, co moglem, by wygladac na calkowicie przestraszonego. Humber patrzyl na mnie z niesmakiem.

– Roke – powiedzial sarkastycznie – mam nadzieje, ze poradzisz sobie z Mickeyem, kiedy bedzie na pol spiacy od narkotykow.

– Tak, prosze pana – wymamrotalem.

– A wiec, zeby nie wyczerpac twoich mizernych zapasow odwagi, proponuje, zebysmy przez kilka dni dawali mu narkotyki. Za kazdym razem, kiedy bedziesz mu dawal wode, poprosisz mnie albo Cassa i wsypiesz tam srodek uspokajajacy. Rozumiesz?

– Tak, prosze pana.

– W porzadku – odprawil mnie ruchem reki.

Wynioslem slome na sterte gnoju i tam przyjrzalem sie dokladnie bandazowi, ktory zrzucil Mickey. Wizykatoria to czerwona pasta. Na prozno szukalem sladow czerwonej pasty na nodze Mickeya, nie bylo jej tez na bandazu. A jednak sadzac z rozmiarow i bolu, jaki sprawiala koniowi rana, powinno tam byc co najmniej pol szklanki wizykatorii.

Tego popoludnia znow zabralem Jerry’ego na motocyklu do Posset i obserwowalem, jak radosnie buszowal po sklepie z zabawkami. Na poczcie czekal na mnie list od Octobra.

„Dlaczego w ubieglym tygodniu nie otrzymalismy raportu? Pana obowiazkiem jest informowac nas na biezaco o sytuacji”.

Podarlem kartke, zaciskajac usta. Obowiazkiem. Tylko tego bylo mi trzeba, zeby stracic cierpliwosc. Zostalem u Humbera, by znosic pewna odmiane niewolnictwa wcale nie z poczucia obowiazku. Zrobilem tak dlatego, ze bylem uparty i lubilem konczyc to, co zaczalem, i – choc moze zabrzmi to pompatycznie – takze dlatego, ze naprawde chcialem, o ile w ogole bylo to mozliwe, wyrwac brytyjski sport wyscigowy ze szponow Adamsa. Gdyby chodzilo tylko o obowiazek, dawno juz oddalbym Octobrowi jego pieniadze i zniknal.

„Pana obowiazkiem jest informowac nas na biezaco o sytuacji”. Ciagle jeszcze jest na mnie zly z powodu Patty, pomyslalem posepnie, i dlatego napisal to zdanie. Wiedzial, ze tak mi dopiecze.

Napisalem swoj raport.

„Panski pokorny i posluszny sluga zaluje, ze nie mogl wypelnic swego obowiazku w ubieglym tygodniu i nie poinformowal pana o sytuacji.

Sytuacja ciagle jeszcze jest niejasna, poza pewnym uzytecznym faktem. Zaden z tamtej jedenastki koni nie dostanie juz wiecej dopingu, ale kon o nazwie Six-Ply ma byc nastepnym zwyciezca. Wlascicielem jego jest obecnie pan Henry Waddington z Lewes w hrabstwie Sussex.

Czy moge prosic o odpowiedzi na nastepujace pytania:

1. Czy zalaczony proszek jest rzeczywiscie rozpuszczalnym fenobarbitonem?

2. Jakie sa fizyczne cechy (szczegolowe) koni wyscigowych Chin-Chin, Kandersteg i Starlamp?

3. Kiedy druzyna Blackburn grajac na wlasnym boisku pokonala Arsenal?”

Pomyslalem sobie zaklejajac koperte i usmiechajac sie do siebie, ze to powinno zalatwic jego, i jego obowiazek.

Objedlismy sie z Jerrym w kafejce. Bylem u Humbera piec tygodni i dwa dni, a moje ubrania stawaly sie coraz luzniejsze.

Kiedy nie moglismy juz zjesc nic wiecej, wrocilem na poczte i kupilem mape autostopowa w duzej skali i tani kompas. Jerry wydal pietnascie szylingow na czolg, ktoremu oparl sie poprzednio, i sprawdziwszy najpierw, czy moja dobra wola siegnie tak daleko, drugi komiks, ktory mialem mu czytac. I wrocilismy do Humbera.

Tak mijaly dni. Narkotyki w wodzie Mickeya dzialaly zadowalajaco, moglem teraz wysprzatac jego boks i oprzatac go bez wiekszych klopotow. Cass zdjal mu drugi bandaz i znow nie bylo zadnych sladow czerwonej pasty. Jednak rany stopniowo zaczely sie goic.

Poniewaz na Mickeyu nie mozna bylo jezdzic, a kiedy probowalo sie go prowadzic wzdluz jakiejkolwiek drogi, wykazywal znaczny niepokoj, trzeba go bylo codziennie przez godzine prowadzac dokola podworza, co bylo lepszym cwiczeniem dla mnie niz dla niego. Dawalo mi to jednak czas na bardzo pozyteczne mysli.

Laska Humbera wyladowala dzwiecznie na ramieniu Charliego we wtorek rano i przez chwile wygladalo, ze Charlie ma zamiar oddac uderzenie. Humber jednak przygladal mu sie zimno i nastepnego dnia wymierzyl jeszcze mocniejszy cios w to samo miejsce. Tego wieczoru lozko Charliego bylo puste. Byl to juz czwarty stajenny, ktory odchodzil w ciagu szesciu tygodni, jakie tu spedzilem (nie liczac chlopca, ktory zostal tylko trzy dni), i z moich pierwotnych towarzyszy sypialni pozostali tylko Bert i Jerry. Coraz wyrazniej zblizal sie czas, kiedy sam znajde sie na poczatku kolejki tych, co ida na szmelc.

Вы читаете Dreszcz
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату