– Umarla znacznie wczesniej.

– Bardzo mi przykro.

– Niepotrzebnie – odparl beznamietnie.

W jego glosie wyraznie dala sie slyszec gorycz, ale Jessie wolala jej nie zauwazac. Wystarczyl jej wlasny tlumiony zal.

– Tak wiec twoj ojczym ozenil sie z Rachel, mimo iz nosila dziecko innego mezczyzny?

– Raczej z powodu tego dziecka – odparl krotko Chase. Dobry Boze – przemknelo przez mysl Jessie. – Wiec to tak?

– Ten dran zwlekal ze slubem az do porodu. Gdyby na swiat przyszla dziewczynka, kazalby sie im obu wynosic.

– Drugi taki sam lotr jak Thomas Blair. A ja myslalam, ze taki podlec trafia sie raz na sto lat.

– Nic sie nie dzieje bez powodu. Twoj ojciec mogl miec dzieci, Jonathan Ewing nie, a zdobyl ogromny majatek i pragnal przekazac fortune synowi. Wylacznie dlatego poslubil moja matke. Nie kochal jej, zalezalo mu wylacznie na mnie. Ona nie dbala o nic poza jego bogactwem. Ja natomiast nienawidzilem Ewinga ze wszystkich sil. – Umilkl na chwile, nim zaczal mowic dalej. – Bylem wystarczajaco duzy, by rozumiec jego pobudki i gardzic bezwzglednym dzialaniem. Ewing uwazal, ze za pieniadze kupi wszystko, a ja nie chcialem go zaakceptowac, bo gdzies tam, kiedys, mialem ojca. Dlatego toczylismy ze soba dluga, wyczerpujaca bitwe, ktora nigdy nie dobiegla konca. Mieszkalem wtedy przez rok w domu, bo Rachel ulagodzila nieco sytuacje. Dbala o mnie i stanowila doskonaly bufor miedzy mna a ojcem. Bardzo mi wtedy pomogla. Rozumiesz teraz, dlaczego chce sie jej odwdzieczyc?

Jessie milczala chwile. Jej dziecinstwo bylo okropne -utrata matki, walka z ojcem. Tak czy inaczej wyznania Chase'a swiadczyly jednak o tym, ze on tez ma wiele grzeszkow na sumieniu.

– Nie znasz Rachel – powiedziala.

– Sadze, ze lepiej niz… – Urwal i wbil wzrok w jakis punkt ponad glowa dziewczyny. – Ktos bardzo uwaznie sie nam przyglada.

– Co takiego?

– Bez watpienia to jeden z twoich czerwonoskorych przyjaciol.

Jessie odwrocila sie szybko i poszla za jego spojrzeniem. Na nakrapianym kucyku siedzial Indianin, ktory nie spuszczal z nich wzroku. Czy byl to Bialy Grzmot? Nie, on podszedlby przeciez blizej, aby sie przywitac. Jessie wstala, przetrzasnela kulbaki, wyjela lornetke i skierowala ja na Indianina.

– A skad o n moglby sie tu wziac, twoim zdaniem? -spytala po chwili.

– Indianin z rezerwatu?

Popatrzyla na niego i potrzasnela glowa.

– Dla ciebie wszyscy Indianie pochodza z rezerwatu, prawda? Boze, alez ty jestes uparty! Probowalam ci przeciez wyjasnic… Zreszta co za roznica?

Chase'owi zwezily sie oczy.

– Zatem jestesmy w niebezpieczenstwie?

– ja nie, ale co do ciebie nie bylabym pewna – odparla okrutnie.

– Moze jednak zechcesz mi to wytlumaczyc? – zazadal niecierpliwie.

– Tam jest Siuks. Oni nie opuszczaja swego terytorium bez waznego powodu. Bez powodu rowniez nikogo nie obserwuja.

– Uwazasz, ze jest ich wiecej? Potrzasnela glowa.

– Chyba nie. Kiedy spotkalam w zeszlym tygodniu Malego Jastrzebia, nikt mu nie towarzyszyl.

– Spotkalas go w zeszlym tygodniu? – powtorzyl za nia jak echo.

Odwrocila sie, aby znow przylozyc lornetke do oczu, niezwykle zadowolona z tego, ze wprawia Chase'a w stan niepokoju.

– Kiedys udzielilam mu schronienia w swoim obozowisku i poczestowalam kolacja. Ale on wcale nie zachowywal sie milo, tylko arogancko. Tak juz z nimi bywa. – Usmiechnela sie do Chase'a. – W pewnym sensie nawet zamierzal byc mily, ale ja powiedzialam „nie'.

Chase z trudem kryl niedowierzanie. – Pragnal cie? No to pewnie dlatego tutaj przyjechal. Jessie popatrzyla na niego ostro, ale z kamiennej twarzy Summersa nie potrafila niczego wyczytac.

– Nie wiem, co on tam robi, ale nie mam na tyle przewrocone w glowie, by sadzic, ze szuka mnie.

– Gdyby sie jednak okazalo, ze tak, moze po prostu mu pokazmy, ze wcale nie jestes nie do zdobycia?

Zanim zrozumiala, o co mu chodzi, porwal ja w ramiona i nakryl ustami jej usta. Jessie doznala takiego wstrzasu, jakby zrzucil ja kon. Oszolomiona, lezala w objeciach Chase'a, poddajac sie pieszczocie jego warg. Nawet gdy wrocila do rownowagi, nie miala ochoty sie poruszyc. Czula sie wspaniale w ramionach tego mezczyzny, delektowala sie smakiem jego pocalunkow. Nigdy przedtem nikt jej tak nie calowal i zdawala sobie sprawe z tego, ze Chase doskonale wie, co robi.

Miala okazje przezyc cos naprawde niezwyklego – Summers znal sie przeciez swietnie na kobietach. Mimo oburzenia nie znalazla w sobie tyle sily, by wyrwac sie z jego objec.

Oboje zapomnieli o Malym Jastrzebiu. Chase puscil Jessie w chwili, gdy uslyszeli tuz obok siebie tetent konia. Summers nie zdazyl nawet podniesc rak do gory, gdyz Maly Jastrzab runal na niego z wysokosci swego wierzchowca, chwycil za gardlo i rzucil na ziemie.

Jessie patrzyla na nich z przerazeniem. Nigdy przedtem nie widziala tak zgrabnego skoku z galopujacego konia. Ale dlaczego Chase nie podejmowal walki? Nawet sie nie ruszal! Maly Jastrzab wyciagnal noz.

– Nie! – krzyknela. – Maly jastrzebiu!

Podbiegla do Indianina w chwili, gdy siegnal niemal gardla Chase'a i wkroczyla stanowczo miedzy mezczyzn. Przez kilka chwil ona i Maly Jastrzab patrzyli sobie w oczy. W koncu Indianin odlozyl noz, przeniosl wzrok na Chase'a, wypowiedzial rozgniewanym tonem pare niezrozumialych slow i zaczal pokazywac cos szybko na migi.

Jessie starala sie pojac jak najwiecej z tego, co Indianin probowal jej przekazac.

– Chcesz wiedziec, kim on dla mnie jest? Dlaczego…? Urwala, przypomniawszy sobie, ze Siuks jej przeciez nie rozumie.

– Moze masz nie po kolei w glowie – mruknela. – Nie umiem ci tego wyjasnic. On nic dla mnie nie znaczy.

– Wiec dlaczego go calujesz? – spytal Maly jastrzab. Jessie stracila oddech z wrazenia.

– Ty draniu! – krzyknela. – Znasz angielski! Patrzyles spokojnie, jak lamie sobie glowe, probujac sobie przypomniec jezyk migowy. – Tak bardzo sie balam, a ty mogles po prostu…

– Mowisz stanowczo zbyt wiele, kobieto – mruknal Indianin. – Powiedz, dlaczego pocalowalas tego mezczyzne.

– Nic podobnego nie zrobilam. On mnie calowal i to po to, zebys ty sobie poszedl. Z zadnego innego powodu, bo tak naprawde to ja go wrecz nie znosze. Po co zreszta ci tlumacze? Dlaczego go zaatakowales?

– Zalezalo ci na jego wzgledach?

– Nie, ale…

Maly Jastrzab juz nie sluchal. Podszedl do swego wierzchowca, wskoczyl na siodlo, podjechal do Jessie i spojrzal na nia z wysokosci.

– Bialy Grzmot wrocil do swego zimowego obozu – powiedzial obojetnie.

– A wiec go znasz?

– Rozmawialem z nim po raz pierwszy dopiero po spotkaniu z toba. Podobno nie masz zadnego mezczyzny oprocz ojca.

– Moj ojciec niedawno umarl.

– W takim razie jestes sama na swiecie?

– Nikogo mi nie trzeba – odparla poirytowanym tonem.

Вы читаете Dziki wiatr
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату