Maly Jastrzab usmiechnal sie nagle, wprawiajac Jessie w jeszcze wieksze zdziwienie.
– Wkrotce sie spotkamy, Podobna.
– Niech to diabli! – wybuchnela, odwracajac sie do Chase'a, kiedy Indianin pojechal juz w swoja strone.
Summers lezal nieruchomo na ziemi, ale oddychal normalnie. Obmacala jego glowe, szukajac obrazen i wyczula wielkiego guza. Podeszla do rzeki, napelnila kapelusz woda i oblala nia nieprzytomnego.
Kiedy zaczal pluc i jeczec, odetchnela z ulga.
– Czy ten sukinsyn naprawde mnie zaatakowal?…spytal Chase, dotykajac potylicy. Kiedy natrafil palcami na sporego guza, wykrzywil sie bolesnie.
– Mogl cie zabic – odparla ostro Jessie. – Kiepski z ciebie zawodnik.
Zmarszczyl brwi.
– Dlaczego sie zloscisz? Musialas go zastrzelic?
– Nie, nie musialam. I na pewno nie pozbawilabym go zycia tylko po to, by ratowac twoje.
Te jadowite slowa sprawily mu przykrosc.
– Nienawidzisz mnie, prawda?
– Czy to widac?
Odsunela sie nieco, aby osiodlac konia. Summersowi nic juz nie dolegalo. Nie wymagal opieki. Uwazajac na kazdy krok, podszedl do swego wierzchowca. – Wiesz, dlaczego on mnie zaatakowal? – spytal, odwracajac sie do Jessie.
– Sam sie domysl, ofermo.
– Niech to diabli! – zaklal. – Czy naprawde prosze o zbyt wiele? Przeciez to ja ucierpialem, prawda?
– A wiesz chociaz z jakiego powodu? – prychnela Jessie. – Niepotrzebnie sie popisujesz i tyle.
Popatrzyl na nia z namyslem.
– Dlatego sie wsciekasz? Gniewasz sie jeszcze o ten pocalunek?
Nie odpowiedziala, dosiadla zwinnie swego wierzchowca i pogalopowala przed siebie, pozostawiajac Summersa w tyle. Chase wskoczyl na siodlo; w glowie odczuwal dziwne pulsowanie. Nie wiedzial, dlaczego pocalowal Jessie, ale z pewnoscia postapil glupio. Poprzysiagl sobie, ze juz nigdy nie ulegnie podobnej pokusie.
Rozdzial 10
Klopoty zaczely sie wkrotce po przybyciu jezdzcow do osady Czejenow. Zostawili konie w publicznej stajni, a Jessie pomaszerowala prosto do hotelu, aby wynajac pokoj. Nie zwierzyla sie Chase'owi ze swoich planow, tak wiec po prostu poszedl za nia poslusznie, nie wiedzac, co ona wlasciwie zamierza. Prawie sie do siebie nie odzywali. Jessie poinformowala jedynie Chase'a, gdzie moze znalezc lekarza, gdyby uznal to za konieczne, a pozniej konsekwentnie go ignorowala. Zacieta twarz i energiczny krok zdradzaly wyraznie, iz dziewczyna nie zyczy sobie towarzystwa. Gdyby o cokolwiek ja zapytal, dowiedzialby sie zapewne, ze to nie jego interes.
W hotelu Jessie wpisala sie do ksiegi. Chase chcial zrobic to samo. Zanim jednak zdazyl zrealizowac swoj zamiar, ktos wyrwal mu rejestr z reki.
– On mowil prawde, Charlie – krzyknal mezczyzna stojacy obok i zachichotal glosno. – Przed jej nazwiskiem widzialem jakies K.
– Pozwoli pan? – spytal Chase gniewnie, wskazujac ksiege.
– Jasne. – Mezczyzna pchnal grube tomisko w kierunku goscia i usmiechnal sie do niego szeroko. – Chcialem tylko cos sprawdzic.
Gdy odszedl, Chase zerknal na wpis dokonany przez Jessie. Rzeczywiscie, przed nazwiskiem widniala litera K. Odwrocil sie i zobaczyl, ze droge do wyjscia blokuje krepy mezczyzna o barylkowatym torsie. Drugi, chudy, ten, ktory wlasnie oddal ksiege Chase'owi, stanal za Jessie i zanim zdazyla sie obejrzec, wyciagnal jej pistolet z kabury.
Chase czekal na reakcje dziewczyny. Milo by mu bylo zobaczyc, jak ta kocica wyladowuje dla odmiany nieokielznany gniew na kims innym.
Ale Jessie stala po prostu, z rekami na biodrach i palajacym wzrokiem.
– Wiec Laton nie zartowal – zasmial sie Charlie. – Twierdzil, ze na wekslu widzial nazwisko Kennetha Jessie Blaira. Mowilem, ze stary Blair musi miec syna o tym imieniu, bo przeciez nie jest to imie dziewczyny. Prawda, Clee?
– Twoje wlasne slowa. – Chuderlawy Clee kiwnal glowa.
– Ale Laton wcale sie nie mylil – ciagnal Charlie. – Oto nasz prawdziwy Kenneth. No bo czy ona nie wyglada na chlopaka?
– Spodnie i to wszystko inne… – zgodzil sie drwiaco Clee.
– Zabawiliscie sie juz chyba, panowie, ale teraz mam was dosyc – powiedziala cicho Jessie, patrzac na Clee. -Oddaj pistolet.
– Czyzby? – zakpil. – Po ci bron, skoro nie jestes nawet na tyle mezczyzna, aby z niej zrobic wlasciwy uzytek? No, czyzbys naprawde byla?
Jego towarzysze rykneli smiechem, wyraznie ubawieni zartem, natomiast Jessie bez namyslu, rabnela Clee w szczeke. Zaatakowany wypuscil bron z reki, a na twarzy Charliego pojawila sie wscieklosc. Kopnal pistolet i chwycil Jessie za ramiona.
Chase zobaczyl juz dosyc.
– Pusc te dame, przyjacielu – powiedzial, przypierajac grubasa do sciany.
– Nazywasz te dzika kocice dama?! – warknal Clee. Mimo to uwolnil z uscisku Jessie, a ona odzyskala bron.
– To Bowdre cie na mnie naslal? – spytala, patrzac na Charliego.
Charlie nie byl wcale zachwycony takim obrotem sprawy. Laton nie puscilby mu plazem publicznej awantury z ta dziewczyna. Gdyby Jessie narobila zamieszania przy swiadkach, kipialby po prostu ze zlosci. Nie zyczyl sobie, by ktos skojarzyl go z afera.
– Laton nie chce zadnych klopotow. Zalezy mu wylacznie na pieniadzach. To Clee chcial sie troche z toba zabawic. Poza tym tylko zartowalismy. A tobie chyba brakuje poczucia humoru, panienko – dodal ponuro.
– Wcale nie. – Jessie wykrzywila usta w zlym usmieszku. – Gdybym wsadzila ci kule w brzuch, byloby to bardzo zabawne, prawda? – Trzymaj sie ode mnie z daleka – dodala groznie.
– Milusia, no nie? – spytal ironicznie Charlie. Chase dogonil Jessie dopiero na ulicy.
– Stoj, dzieciaku! – zawolal, ale musial chwycic ja za ramie, by posluchala.
– Czego? – warknela.
Popatrzyl na nia z niedowierzaniem. Chyba naprawde zywila do niego uraze za to, ze sie wtracil.
– Slowo daje, ktos powinien ci wreszcie przytrzec nosa. Nie mozesz sie rzucac z piesciami na kogo popadnie. Nastepnym razem nie dopisze ci szczescie.
– Kto ci wyznaczyl role mojego aniola stroza, Summers? – prychnela.
Znow znalezli sie na rozdrozu. Poza tym musial przyznac Jessie racje. Nie byl jej strozem.
– Chyba ustalilismy juz, ze bedziesz nazywac mnie Chase'em.
– Ja tez mam imie i ono wcale nie brzmi „dzieciak'.
– Touche! – zasmial sie Chase, a kiedy Jessie ruszyla przed siebie, natychmiast ja dogonil. – Dokad sie wybierasz, jesli wolno spytac?
– Do biura szeryfa.
– Z powodu tego, co sie stalo?