– No jak w bajce o Aladynie – wyjasnila Vanessa, czujac sie przy tym strasznie glupio. – Tam bylo o magicznej lampie, w ktorej mieszkal dzinn. Gdy sie ja potarlo, wychodzil i spelnial zyczenie… Kreskowka taka byla, Disneya.

– Diss-nej? – upewnil sie Kreol. – Znajome imie, gdzies slyszalem… O jakiej znowu lampie mowisz? Co maja wspolnego dzinny z lampami?

– No jak to co…? – Vanessa zakrecila palcami, czujac, ze coraz bardziej traci watek.

Kreol i Hubaksis z niedowierzaniem spogladali na siebie. Do maga powoli zaczynalo docierac, ze piec tysiecy lat to naprawde dlugi okres i bedzie potrzebowal mnostwa czasu, zeby zorientowac sie, o co chodzi w tym nowym swiecie.

– Moge wlaczyc swiatlo? – spytala Vanessa, zmieniajac temat. – Ciemnawo tu cos.

Kreol nie do konca rozumial, o czym mowi ta kobieta – nie widzial w poblizu ani pochodni, ani swiecznikow, ani innych przedmiotow dajacych swiatlo. A juz zupelnie nie wiedzial, jak mozna „wlaczyc” swiatlo. Ale nie widzial w tym zadnego zagrozenia dla swej osoby, wiec zdawkowo kiwnal glowa na znak zgody.

Nalezy wyjasnic, ze pokoj wynajmowany przez profesora Greena znajdowal sie akurat naprzeciwko gigantycznego neonu, wiszacego na budynku po drugiej stronie ulicy, wiec przedmioty mozna bylo rozroznic noca nawet przy wylaczonym swietle. Zreszta dlatego gospodarz wynajmowal go za trzy czwarte normalnego czynszu – nie wszystkim podobalo sie, ze noca w oknie swiecilaby im taka luna.

Vanessa pstryknela kontaktem i dzinn zawyl z zaskoczenia, oslepiony swiatlem zalewajacym pokoj. Kreol takze podskoczyl, jakby ktos uklul go szydlem w tylek, ale natychmiast sie opanowal.

– Magiczne oswietlenie, i tyle – usmiechnal sie, patrzac na zyrandol. – Chociaz magii nadal nie czuje, a to dziwne.

Rozdzial 2

W koncu, nieglupiej przeciez Vanessie, udalo sie wyjasnic, o co chodzi. Historia, ktora opowiedzieli jej Kreol i Hubaksis brzmiala nieprawdopodobnie, ale dowody byly calkiem przekonywajace. Demony, ktore widziala na wlasne oczy, najprawdziwsza magia, nieznany jezyk opanowany w ciagu sekundy, wyglad Kreola i oczywiscie dzinn. Wszystko to moglo przekonac nawet wiekszego niedowiarka.

Kreol, poczatkowo traktujacy Vanesse z pogarda, po pewnym czasie zainteresowal sie jej opowiescia… no, przynajmniej jej znaczna czescia. Za nic na swiecie nie przyznalby sie nawet przed samym soba, ale w glebi duszy bal sie wyjsc na ulice i znalezc sie tam, posrod tych zaczarowanych swiatel, gigantycznych domow i okropnych ludzi wladajacych takimi strasznymi miotajacymi gromy amuletami. Dziewczyna ani troche nie wygladala jak magini, a to znaczylo, ze takie przedmioty sa w tym swiecie czyms normalnym. Uciekajac ze swoich czasow, nie przypuszczal, ze swiat zmieni sie az tak. Zaczal nawet zastanawiac sie, czy aby nie popelnil pomylki. W koncu z Eligorem mozna bylo sie dogadac…

Natomiast Vanessa calkiem otrzasnela sie z leku. Oczywiscie, to wydawalo sie dziwne, lecz czlowiek przyzwyczaja sie do wszystkiego, a po blizszym poznaniu Kreol okazal sie calkiem przyzwoitym gosciem. Szczegolnie gdy juz sie uspokoil i zaczal trzezwo myslec.

Do tego w Van obudzil sie duch handlowca. W glebi duszy czesto marzyla, ze szybko sie wzbogaci, a teraz nagle pojawila sie przed nia taka mozliwosc. Na razie nie wiedziala jeszcze, jak Kreol mialby jej w tym pomoc, ale przeciez sam powiedzial, ze w poprzednim zyciu zyl w palacu i posiadal mnostwo niewolnikow, a to znaczy, ze magowie dobrze zarabiaja. A tutaj, gdzie praktycznie nie ma konkurencji, bedzie jeszcze latwiej. Co prawda od razu odrzucila przestepczosc. Oczywiscie, magia Kreola umozliwilaby bezkarne wypatroszenie paru bankow, ale na sama mysl o naruszeniu prawa sumienie policjantki oraz wnuczki policjanta zaczynalo sie buntowac.

Vanessa zastanowila sie chwile i zdecydowala sie pomyslec o tym pozniej. Najpierw trzeba pomoc nowemu znajomemu zadomowic sie we wspolczesnym swiecie, a dopiero potem mozna zabrac sie za planowanie. W muzeum nic nie beda od niej chcieli do samego rana, wiec o tym tez mozna bylo nie myslec. Van w zadumie pokiwala glowa i zdecydowanie wziela w swoje kobiece rece los przybyszow z przeszlosci.

– Na poczatek musimy sie stad wyniesc – zarzadzila. – Nie wiem, kiedy wroci profesor Green, ale lepiej na niego nie czekac.

– Kto wroci? – Kreol spojrzal na nia spod oka. – O czym mowisz, kobieto?

– Profesor Green – cierpliwie wyjasnila Vanessa. – W waszym swiecie byli profesorowie?

Jako ze w sumeryjskim, ktory tak nieoczekiwanie opanowala, nie istnialo takie slowo, mozna bylo sie bez trudu domyslic, ze piec tysiecy lat temu profesorowie nie istnieli, ale Van wolala sie upewnic.

– Nie wiem, jak ich nazywaliscie – zbagatelizowala. – Medrcy, filozofowie, mysliciele…

– O czym mowisz, kobieto? Co ma do tego jakis filozof?!

– To czlowiek, ktory tutaj mieszka! – wyjasnila Vanessa z niecierpliwoscia. – Ten, ktory przyniosl tu trumne i… ciebie.

– I mnie, panie, i mnie! – przypomnial o sobie Hubaksis.

– Tak, i ciebie – burknela Vanessa.

– A, to tak! – zrozumial w koncu Kreol. – A po co mamy gdzies chodzic? Niech no tu tylko przyjdzie, tak go podsmaze…! Od razu zaladuje laske i chocby byl nawet potrojnym magiem, przerobie go na pokarm dla robakow, na Tiamat i jej wodza Kingu!

– Nawet o tym nie mysl! – zdenerwowala sie Vanessa. – Nie wolno zabijac ludzi!

– Dlaczego? – zdziwil sie Kreol.

– No wlasnie, dlaczego? – jeszcze bardziej zdziwil sie Hubaksis. – Pan i ja zabilismy wielu roznych ludzi, dlaczego teraz nie wolno?

– Nie interesuje mnie, co sie z wami dzialo w starozytnym Babilonie! – podniosla glos Vanessa. – Teraz jestescie w San Francisco, wiec badzcie uprzejmi przestrzegac prawa! Inaczej nie pomoge wam i robcie sobie co chcecie!

Kreol zbaranial. Za jego czasow, w Sumerze, kobieta zajmowala miejsce gdzies miedzy meblami a domowymi zwierzetami. Zadna z jego niewolnic nie smialaby nie tylko rozmawiac z nim, ale nawet spojrzec mu prosto w oczy. A ta wrzeszczy na niego, jakby to bylo calkiem normalne. Poczatkowo Kreol chcial sie rozzloscic, ale mag raczej nie lubil pochopnie podejmowac decyzji. Zwlaszcza po tej pamietnej. Pomyslawszy chwile, przypomnial sobie, ze w niektorych narodach kobiety byly rowne mezczyznom, a nawet chyba slyszal o takim, gdzie rzadzily. Dlatego postanowil wybaczyc glupiej dzikusce i przez jakis czas traktowac wyrozumiale jej dziwactwa.

– Ale on zabral nas z mogily do siebie, do domu – po chwili namyslu powiedzial dzinn. – Okradac groby tez nie jest dobrze.

– O czym wy mowicie? – zdziwila sie Vanessa. – Przeciez to byla ekspedycja archeologiczna, rozumiecie? Jesli grob ma tyle lat, to juz nie jest grobem, tylko zabytkiem! Skad profesor mial wiedziec, ze nie calkiem umarliscie?

– Ja tam umarlem calkowicie – sprostowal Kreol. – Po prostu potem zmartwychwstalem.

– Niewazne jak bylo – zbagatelizowala Van. – Sprobujcie tylko sobie wyobrazic jego mine, kiedy wroci i zobaczy pusta trumne.

Kreol wyobrazil sobie i rozchylil usta w usmiechu. Przez chwile jeszcze walczyl z watpliwosciami, ale w koncu zgodzil sie wybaczyc takze profesorowi.

– Niech tak bedzie, zabierajmy sie stad. – Ugodowo kiwnal glowa. – Gdzie jest wyjscie z tego niedorzecznego domostwa?

– Ej, ej, poczekaj no, poczekaj. – Vanessa podniosla rece. – Masz zamiar tak sie wybrac na ulice?

– A co ze mna jest nie tak? – znowu obrazil sie Kreol.

– No, nie wiem jak tam u was, w starozytnym Sumerze, ale u nas po ulicy nie spaceruja zombi w rozsypujacych sie szmatach! Gdybym teraz byla na sluzbie, natychmiast bym cie aresztowala.

– Jesli wolno mi sie odezwac, panie, w Babilonie tez by cie zatrzymal pierwszy napotkany straznik – uprzejmie dodal Hubaksis. – Zywych trupow nigdzie nie lubia.

– Moze zrobisz jakas sztuczke, zeby doprowadzic sie do porzadku? – zapytala Van z nadzieja. Miala ogromna ochote jeszcze raz przekonac sie, ze trafila na prawdziwego cudotworce.

Вы читаете Arcymag. Czesc I
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату