– Wlasnie, panie, wezwij demona-uzdrowiciela! – zaproponowal dzinn z entuzjazmem. – Na przyklad Walefora.
– Demony szybko mi sie skoncza, jesli bede wzywal je do kazdej bzdury – odgryzl sie Kreol. – Nie zapomniales czasem o charakterze mojej umowy? Jedno zyczenie, a potem czekaj sobie jedenascie lat. W legionie Eligora jest raptem szescdziesiat demonow, a wszystkie chciwe, trzeba im placic… A ja mam tylko jedna dusze i nie zamierzam znowu jej sprzedawac! Jeden raz wystarczy. Nie, damy sobie rade sami.
Zaklecie Uzdrowienia mag mial juz gotowe. Wymamrotal slowo-aktywator i przeciagnal reka po twarzy. Na wynik nie trzeba bylo dlugo czekac. Jego skora wrocila do normalnego stanu, chociaz w dotyku nadal byla zimna jak u gada. Oczy nabraly zwyczajnej szarej barwy i tylko bialka pozostaly odrobine zaczerwienione, ale to zdarza sie wielu ludziom. Jedynie wlosy nie odrosly, ale do tego zwykle zaklecie leczace nie wystarczy.
– Wygladasz znacznie lepiej! – zachwycila sie Vanessa.
Z nowa twarza Kreol nieco przypominal mieszkanca Kaukazu albo Araba, ale bylo to i tak znacznie lepsze od poprzedniej twarzy jak u potwora Frankensteina. W poprzednim zyciu dozyl do dziewiecdziesiatki, ale teraz wygladal co najwyzej na czterdziestke.
– A dlaczego tylko twarz? – spytala Van po namysle, przygladajac sie dokladniej Kreolowi.
Rzeczywiscie, od ramion w dol wszystko zostalo po staremu. Ta sama skora biala jak brzuch zdechlej ryby, liczne ubytki, a w kilku miejscach – wrecz otwarte rany. Najwieksza i najwstretniejsza dziura znajdowala sie na samym srodku piersi, tak ze mozna bylo podziwiac przez nia wystajace zebra.
– Moge zajac sie caloscia, ale to potrwa dlugo – beztrosko odpowiedzial Kreol. Jego samego nic to nie obchodzilo; najwazniejsze, ze organizm dzialal normalnie.
– Dobrze, i tak pod ubraniem nikt nie zobaczy – niechetnie zgodzila sie Van. – Tylko ubranie tez trzeba zmienic.
– A co ci sie znowu nie podoba w moim okryciu?
– Panie, spojrz na siebie! – zachichotal Hubaksis. – W Babilonie najgorszy wloczega byl lepiej ubrany!
– U nas tez – przytaknela Vanessa. – Trzeba sprawdzic, moze profesor trzyma tutaj jakies ciuchy?
– A moze ma jakies jedzenie? – zapytal dzinn z zaciekawieniem. – Wiesz Van, nic nie jadlem od pieciu tysiecy lat.
– Trzeba zajrzec do lodowki. Mysle, ze nie bedzie mial nam za zle, jesli troche sobie wezmiemy.
Lodowka stala sie tuz obok. Ani mag, ani dzinn do tej pory nie zwrocili na nia uwagi, bo nawet im do glowy nie przyszlo, ze takie cudo istnieje.
– Niczego sobie! – zachwycil sie Hubaksis. – Mrozacy kufer!
– Nic szczegolnego – wydal wargi Kreol. – W palacu mialem cala piwnice. Nalozylem na nia specjalne zaklecie, zeby jedzenie sie nie psuto, pamietasz?
– Pamietam ile zlota sypnal nam imperator, gdy zrobilismy mu taka sama. – Dzinn pokiwal glowa.
– Dobrze jest byc czarnoksieznikiem… – westchnela Vanessa z zazdroscia, grzebiac we wnetrzu lodowki.
– Magiem, kobieto, magiem! – Kreol zmarszczyl sie z niezadowoleniem.
– A co za roznica?
– Ogromna! – mag podniosl glos. – Podobaloby ci sie, gdybym nazwal cie dziwka?
– Ej, uwazaj, co mowisz, draniu! – wzburzyla sie Van. – Myslisz, ze jesli umiesz czarowac, to mozesz obrazac innych?
– Widzisz, nie podoba ci sie. – Kreol usmiechnal sie zjadliwie. – A taka jest mniej wiecej roznica. Mag jest artysta, dla mnie magia jest sztuka. Od nikogo nie zaleze, robie co zechce. Czarnoksieznik to niewolnik, co sprzedaje dusze demonowi w zamian za magiczna sile. Mag moze byc bialym, czarnym albo szarym, jak ja. Czarnoksieznik – tylko czarnym. Granica miedzy magiem a czarnoksieznikiem jest bardzo subtelna, ale istnieje! Na lono Tiamat, po to sam siebie pochowalem zywcem, zeby nie przekroczyc tej granicy! Zeby uratowac DUSZE, oto dlaczego przenioslem sie do tego swiata!!! Rozumiesz, bezmozga dzikusko?!!
Z kazdym zdaniem w Kreolu narastala zlosc, a po slowie „dusza” ryczal jak wsciekly mamut. Jednak i Hubaksis, i Vanessa patrzyli obojetnie na szalejacego maga. A to go zloscilo jeszcze bardziej.
– Wybacz, nie wiedzialam. – Dziewczyna beztrosko wzruszyla ramionami, kiedy w koncu Kreol opadl z sil. – Dobra, na razie jedzcie, a ja poszukam, w co by cie mozna bylo wystroic.
Na pospiesznie napelnionym przez dziewczyne talerzu pysznila sie kurza nozka, kawalek pizzy, rozciety na pol pomidor i dwa ogorki konserwowe. Obok staly dwie puszki – z piwem i coca-cola. W lodowce nic wiecej nie udalo sie znalezc, profesor dosc rzadko jadal obiady w laboratorium.
Pizza bardzo spodobala sie Hubaksisowi. Mimo swych rozmiarow, dzinn mial apetyt godny pozazdroszczenia. Nozke i ogorki zjadl Kreol. A pomidor obu ich zadziwil.
– Jaki dziwny owoc – mruknal mag, ogladajac nieufnie pomidora. – Jak myslisz, niewolniku, jest trujacy?
– Nie wiem, panie. Moze kazemy najpierw sprobowac kobiecie?
– Nie. – Mag pokrecil glowa. – Nie chce, by pomyslala, ze jestem tchorzem. Ty sprobuj, niewolniku.
– Alez, panie…
– Probuj! Do kogo mowie?!
Hubaksis fuknal ze zloscia, ale odgryzl kawaleczek. A potem wgryzl sie z calych sil.
– Jakie smaczne, panie! – zakrzyknal. – Nigdy wczesniej nie probowalem niczego podobnego!
– Tak? – Kreol pelen watpliwosci odgryzl kawalek. – Masz racje, niewolniku! No juz, oddaj mi swoja czesc!
Oburzony Hubaksis zawyl i jak najszybciej mogl, wpakowal do paszczy to, co jeszcze zostalo z pomidora. Za co od razu dostal po lbie. Ale niezbyt mocno – z powodu malenkich rozmiarow dzinna, Kreol bal sie walnac go z calej sily. Wcale nie mial ochoty zamienic stosunkowo przydatnego niewolnika w malenkiego trupka.
– A co to takiego? – Kreol zajal sie puszkami. – Zdaje mi sie, ze cos w srodku chlupie.
– Moim zdaniem to taki metal – zasugerowal dzinn. – Tylko jak wydostac to, co jest w srodku?
Kreol jeszcze raz obmacal puszke. Koleczko, za ktore nalezalo pociagnac, w ogole go nie zainteresowalo – wzial je za ozdobe. Zadnych otworow nie znalazl.
– Pozwolisz panie, ze sprawdze, co jest w srodku? – zaproponowal Hubaksis.
Kreol w milczeniu kiwnal glowa i dzinn wskoczyl do srodka przez sciane puszki. Z wnetrza natychmiast rozleglo sie apetyczne chleptanie – trafil na piwo.
– Wspanialy napoj, panie! – Napecznialy dzinn wypelznal na zewnatrz. – Troche przypomina piwo, ale jest znacznie lepszy. Niestety, nic tam juz nie zostalo. Pozwolisz, ze sprawdze drugie naczynie?
– Obejdzie sie! – oburzyl sie Kreol. Dokladnie obejrzal puszke i z calej sily cisnal nia o sciane. Puszka pozostala cala. Uderzenia laski takze nie byly w stanie rozbic wytrzymalego metalu. Wtedy Kreol uniosl rytualny noz. Magiczne ostrze, zdolne przeciac kamien jak kawalek masla, bez trudu rozprulo puszke, niszczac podloge i zostawiajac na niej duza czarna kaluze.
– Wiesz panie, to smakuje zupelnie inaczej – w zamysleniu oznajmil Hubaksis, pociagajac lyk z ocalalej polowki. – Ale tez jest niezle.
– Niezle – zgodzil sie Kreol, dopijajac to, co udalo sie ocalic. – Dziwne uczucie, jakby w tym plynie bylo duzo malutkich babelkow.
– Co zescie tu beze mnie narobili? – westchnela Vanessa, stajac na progu.
Kreol i Hubaksis najezyli sie w poczuciu winy.
Z ubraniem Vanessa meczyla sie dosc dlugo. Najprawdopodobniej profesor Green wykorzystywal swoje drugie mieszkanie takze jako sklad niepotrzebnych rzeczy. Znalazla az trzy szafy nabite po brzegi stara odzieza. Mogloby sie wydawac, ze wybor jest ogromny – od pizamy do stroju do pochowku (o dziwo, znalazla nawet i to). Z tym ze pojawil sie jeden drobny problem – rozmiar. Kreol mial calkiem imponujaca figure – byl wysoki, szeroki w barach, talie i biodra mial waskie. Profesor na odwrot, byl niski i pulchny. Kazda jego rzecz wygladalaby na roslym magu nie lepiej niz obecne ubranie. Nawet bielizna osobista.
W koncu Vanessie mimo wszystko udalo sie znalezc cos odpowiedniego. Prawdopodobnie stroj nalezal do syna profesora albo do kogos z jego krewnych. Tak czy inaczej wygladal jak uszyty dla Kreola na miare. I watpliwe, czy byl noszony wiecej niz jeden raz. Szkoda tylko, ze frak nieszczegolnie nadaje sie do nocnych spacerow po miescie. Zazwyczaj takim strojem mozna pysznic sie na proszonych kolacjach i uroczystych przyjeciach. Ale nie bylo z czego wybierac.
– Jakie… dziwne… ubranie – wysapal Kreol, bezskutecznie probujac wciagnac lewa nogawke. – Jestes pewna, ze wasi mezczyzni nosza cos takiego?