Ron patrzyl na niego bykiem, co wcale mu nie pomagalo. Nawet, kiedy pisali wspolnie wypracowanie. W koncu przyjaciel rzucil pioro, zebral ksiazki, wymamrotal 'dobranoc' i poszedl do sypialni, zostawiajac Harry'ego samego z jego myslami. W takich warunkach kompletnie nie mogl skupic sie na pisaniu referatu na Transmutacje, dlatego po pewnym czasie odsunal od siebie pergamin i zapatrzyl sie w ogien. W Pokoju Wspolnym panowala wzgledna cisza. Wiekszosc uczniow odrabiala lekcje, tylko czasami ktos wybuchal smiechem albo opowiadal cos z ozywieniem. Harry westchnal i ulozyl sie wygodniej na kanapie przed kominkiem. Patrzyl w strzelajace cicho plomienie i pozwolil swojemu umyslowi dryfowac przez rzeke wspomnien i obrazow. Odglosy stawaly sie coraz odleglejsze.

Pomimo tego, ze byl otoczony ludzmi, czul sie... samotny. Hermiona calkowicie sie na niego obrazila, Ron z niewiadomych przyczyn tez zaczal go unikac. Wszystko stawalo sie takie... pogmatwane. Kiedys uwielbial przesiadywac tutaj z pozostalymi, grac z Seamusem, zartowac z Deanem, nawet pomagac w nauce Neville'owi. Ale ostatnio wszystko sie zmienilo. Czul sie tak, jakby pomiedzy nim, a reszta uczniow wyrosl szklany mur, ktory wszystko tlumil. Nawet Ron i Hermiona... Juz nie bylo tak, jak kiedys, kiedy spedzal z nimi niemal kazda wolna chwile. Teraz przebywanie z nimi stalo sie meczace i uciazliwe. Ciagle musial sie pilnowac, wciaz musial klamac, kombinowac i oszukiwac. Udawac kogos innego. A jezeli sie zapomnial... dochodzilo do takich wlasnie sytuacji, jak dzisiaj. Wciaz pamietal rozmowe z Hermiona w szpitalu, jej reakcje. Wiedzial, ze nigdy by nie zrozumiala. Ze nikt by nie zrozumial. Moze z wyjatkiem Luny, ktora byla w stanie zaakceptowac chyba wszystko, a im bardziej bylo to nienormalne, tym lepiej.

Jego wzrok rozmazal sie, plomienie staly sie tylko niewyrazna poswiata, podrygujaca lagodnie i promieniujaca cieplem, ktore ogrzewalo jego twarz. Ogien wszedzie byl taki sam... Gdyby zamknal oczy, moglby wyobrazic sobie, ze to kominek Snape'a, ze jest teraz w jego komnatach, a Severus oplata go ramionami od tylu i dotyka jego penisa... o, tak... Tam byl bezpieczny. Tam czul sie... wolny.

Kamien znalazl sie nagle w jego dloni. Nie wiedzial jak, ani kiedy. Zacisnal na nim palce i wyslal pierwsza mysl, jaka przyszla mu do glowy:

Bardzo za toba tesknie.

Nie otrzymal odpowiedzi. Wiedzial, ze nie otrzyma. Severus byl pewnie zbyt zajety, zeby odpisywac na takie... 'lzawe wyznania', jakby to pewnie okreslil. Harry usmiechnal sie mimowolnie, a nastepnie westchnal cicho. Moze nawet w ogole ich nie czyta...

Otworzyl oczy, rozluznil palce i ponownie zapatrzyl sie na tanczace swobodnie plomienie. Bylo niewiarygodnie cicho. Tak, jakby wokol nie bylo nikogo. Harry czul uscisk w sercu, pragnienie, ktore probowalo sie przez nie przebic i wyrwac. Tak bardzo chcial do niego isc. Nawet teraz. Poczuc na sobie surowe spojrzenie ciemnych oczu, zobaczyc ten krzywy usmiech, uslyszec jego glos - kasliwy, a jednoczesnie dziwnie lagodny... jak na niego. 'Jestem zajety, Potter', powiedzialby. I zamknal mu drzwi przed nosem. Albo moze nie... moze wciagnalby go do srodka i bez slowa zaczal wgryzac sie w jego szyje i rozpinac spodnie, dyszac z niecierpliwosci w jego ucho. Poniewaz potrzebowal go. Tak samo, jak Harry potrzebuje jego...

Mimowolnie zacisnal palce na klejnocie.

Chcialbym cie juz zobaczyc.

Cisza. Jakby mysli trafialy w eter. Widocznie nie potrzebowal go tak bardzo... Moze w ogole o nim nie myslal, moze pracowal teraz nad jakims skomplikowanym eliksirem i denerwowal sie, ze Harry mu przeszkadza.

Nie, to nie tak. Wolal raczej myslec, ze Severus siedzi teraz przed kominkiem i takze wpatruje sie w plomienie. I czeka, az Harry do niego przyjdzie... Ale nie odpisuje, zeby nie zdradzic sie, ze tego wlasnie chce. Tak, to byloby do niego podobne...

Harry ponownie zacisnal dlon na kamieniu.

Czy ty... czy ty... niewazne.

Czekal. Jasne smugi wirowaly uspokajajaco w glebi szmaragdu. Widzial w nim odbicie swoich oczu. I zobaczyl swiatlo. Jego serce gwaltownie podskoczylo. W kamieniu pojawila sie wiadomosc.

Co ja?

Harry przelknal sline. Jego dlonie zaczely nagle drzec i nie potrafil nad tym zapanowac. Zamknal oczy i pomyslal:

Czy ty... chcialbys mnie zobaczyc?

Zamarl z mocno bijacym sercem, jakby od odpowiedzi zalezalo jego zycie. Mial wrazenie, ze minely cale wieki, zanim kamien w koncu sie rozgrzal.

Widzielismy sie wczoraj, Potter, a jutro masz u mnie szlaban. A to oznacza, ze rowniez bedziemy sie widziec.

Poczul, jak po jego plecach splywa zimna fala zawodu. Coz, nie takiej odpowiedzi oczekiwal. Jak zawsze Severus zrecznie sie wykrecil.

Czul mrowienie na skorze, kiedy zacisnal piesc i ignorujac pieczenie pod powiekami, odeslal:

Racja. Przepraszam, to bylo glupie... Wiem, ze jutro sie zobaczymy... Po co w ogole mu to wyslalem? Czego sie

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату