wszystko, co napotyka na swojej drodze, pragnac sie uwolnic. A kiedy dotarl do ust, niosl juz ze soba wszystko, co tylko byl w stanie zebrac, pozostawiajac po sobie jedynie krwawiace zgliszcza. I pustke.

I kiedy w koncu wydostal sie z gardla, eksplodowal cierpieniem, ktore przeobrazilo sie w zachrypniete, rozdzierajace wycie.

- NIEEEEEEEEEE...!

Mial wrazenie, jakby opadal w pustke, jakby teraz, w tej jednej chwili wszystko, cale jego zycie przestalo miec znaczenie. Pragnal jedynie ciemnosci i zapomnienia. I tego, aby ten bol odszedl, poniewaz mial wrazenie, jakby przezarl wszystkie jego wnetrznosci.

Ale w tej pelnej przerazenia i bolu ciemnosci, pojawil sie jakis odlegly glos. Jednak Harry nie chcial go do siebie dopuscic. Nie chcial go sluchac.

Glos byl jednak coraz wyrazniejszy, przyblizal sie.

- ...ter! Potter, do jasnej cholery!

Cos go szarpalo. Potrzasalo za ramiona. Ktos.

Harry chcial, zeby sobie poszedl. Nie chcial nic czuc. Chcial tylko krzyczec i krzyczec, poniewaz tylko to pozwalalo mu stlumic bol chociaz odrobine.

- Potter! Obudz sie!

Harry uniosl powieki i zobaczyl oczy.

Czarne oczy. Nie puste, nie zimne.

Tak samo rozszerzone, nieco zamazane, ale widzial w nich swiatlo. Plomienie. Strach.

Widzial zycie.

Zerwal sie i desperacko rzucil na szyje pochylonego nad nim Severusa, sciskajac go tak mocno, jakby juz nigdy nie mial zamiaru go puscic.

- Ty zyjesz... - wyszeptal zachrypnietym glosem. - Zyjesz... On cie nie zabil...

Czul jak jego serce bije niemal w kroliczym tempie. Nie potrafil zlapac tchu, a pod zacisnietymi powiekami pojawily sie lzy, ale to sie nie liczylo, poniewaz Severus wciaz tu byl. Nie odszedl.

Zyl.

Wcisnal twarz w szyje mezczyzny, wyczuwajac jego przyspieszony puls i jeszcze nigdy w calym swoim zyciu nie czul takiej ulgi.

- Potter... - zaczal Severus. W jego glosie bylo wahanie i kiedy Harry go uslyszal, zrozumial jaka to byla glupia sytuacja.

Zachowal sie jak pieciolatek, ktory po koszmarze rzuca sie przerazony na szyje jednego z rodzicow.

Nie, Snape nie moze widziec go w takim stanie, nie moze widziec jego roztrzesienia. Harry nie chcial, aby jutro rano sie z niego nasmiewal.

Puscil go, starajac sie nie trzasc az tak bardzo i z pochylona glowa, nie chcac spojrzec mu w twarz, wymamrotal:

- Przepraszam. Nic mi nie jest. Musze tylko pojsc do lazienki. Wszystko w porzadku.

Wstal z lozka, czujac, jak jego obolale miesnie protestuja przeciwko takiemu wysilkowi i ruszyl przed siebie, nie zwazajac nawet na pulsujacy bol otartego tylka. Bylo ciemno, ale nie przejmowal sie zapaleniem swiatla. Nie obchodzilo go nawet to, ze nie mial okularow.

Chcial jak najszybciej byc sam.

Potknal sie o cos lezacego na podlodze i wpadl na komode.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату