syna do sluzby Voldemortowi.
Nie! Ufa Snape'owi! Na pewno to tylko to. Albo [i]az[/i] to. Na pewno wszystko jest w porzadku. Musi byc! A jezeli okaze sie, ze nie jest, to... to on juz cos z tym zrobi! Tak, wlasnie tak!
I Nott pozaluje, ze sie urodzil!
***
Sroda minela nieco szybciej. Tonks zaprezentowala im kilka zaklec niwelujacych zle uroki, a na Zielarstwie przycinali pedy Tentakuli, co okazalo sie nie lada wyzwaniem i na obiad poszli zmeczeni, spoceni i pokasani. Zaklecia rowniez okazaly sie wyczerpujace, poniewaz profesor Flitwick kazal im rzucac Zaklecie Lodowatego Ognia i skonczylo sie na tym, ze Neville podpalil sobie szate, Seamus brwi, a Lavender Brown o malo nie spalila wlosow Hermionie.
Po wszystkich lekcjach byli tak padnieci, ze ledwie doczlapali do swojej wiezy. Harry marzyl tylko o tym, zeby rzucic sie na lozko, ale czekal go dzisiaj jeszcze szlaban ze Snape'em. Nie chodzilo o to, ze nie chcial isc, poniewaz niczego innego tak nie pragnal, ale czul sie naprawde wykonczony. Kiedy jednak wiekszosc uczniow przelazla juz przez dziure w portrecie i Harry, Ron i Hermiona rowniez wkroczyli do Pokoju Wspolnego, zaskoczylo ich niewielkie zbiegowisko przy kominku.
- ...ejmuj sie, przeciez wiesz, ze Snape do wredny dupek. Nie martw sie. Na pewno wszystko skonczy sie dobrze.
- Wlasnie. On zawsze ma zly humor. Nie powinienes przejmowac sie tym wyrosnietym nietoperzem!
Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie i podeszli blizej, aby dowiedziec sie, o co chodzi.
Polowa piatego roku Gryffindoru otaczala siedzacego na kanapie Colina Creeveya, ktory mial spuszczona glowe i wygladal na naprawde przygnebionego. Obok niego siedziala Ginny, najwyrazniej probujac go pocieszyc.
- Co sie stalo? - zapytal Ron, patrzac na siostre. Colin podniosl na chwile glowe i Harry zobaczyl, ze mial zaczerwienione oczy.
- Ten sukinsyn Snape wyrzucil Colina z lekcji i powiedzial, zeby juz nigdy nie pokazywal mu sie na oczy - powiedziala Ginny ze zloscia w glosie.
Harry rozszerzyl oczy.
- Co? Dlaczego? - zapytal, wyraznie wstrzasniety. Snape zawsze grozil wszystkim, ze wyrzuci ich z lekcji, ale grozby te spelnial naprawde rzadko i zawsze byly to tylko jednorazowe incydenty.
- Ja... - mruknal Colin, pociagajac nosem - ...mielismy przygotowac Eliksir Bezsennego Snu, no i pomylilem skladniki i... wszystko eksplodowalo i... - Glos mu sie zalamal i nie mogl juz mowic dalej.
- I polowa naszego roku wyladowala w szpitalu z poparzeniami - dodala cicho Ginny i widzac, ze wargi Colina znowu zaczynaja drzec, zreflektowala sie szybko. - Nikt nie twierdzi, ze to byla twoja wina, Colin! Kazdy ma prawo sie pomylic! Przeciez takie wypadki zdarzaja sie bardzo czesto. A Snape jest nauczycielem i powinien to zrozumiec, a nie twierdzic, ze jestes 'najwiekszym imbecylem, jakiego widziala szkola, zaraz po Longbottomie' - powiedziala Ginny, nasladujac ton nauczyciela.
- A to swinia z tego tlustowlosego dupka! Zeby mu tak kiedys jakis eliksir wybuchnal prosto w twarz! Moze wtedy stalby sie mniej paskudny - warknal Ron. - Nie przejmuj sie, Colin, mi Snape mowi takie rzeczy na co drugiej lekcji.
Colin pociagnal nosem.
- Zeby tylko to powiedzial...
- Snape w ogole zachowywal sie dzisiaj jeszcze gorzej niz zazwyczaj, jakby mu ktos porzadnie nadepnal na odcisk - mruknela Ginny. - Wydzieral sie na nas przez cala lekcje i odjal nam chyba ze czterdziesci punktow. Za nic. A pozniej,
