--- rozdzial 48 ---
48. One day before everything changed
It's a sad, sad situation
And it's getting more and more absurd
Why can't we talk it over
What have I got to do to be heard
What do I say when it's all over
And sorry seems to be the hardest word
What do I do when lightning strikes me
And I wake to find that you're not there*
Jezeli jeszcze raz przylapie cie z nia sam na sam, nie bede sluchal zadnych wyjasnien. Zadnych.
Echo tych slow odbilo sie w glowie Harry'ego tak wyraznie, jakby Severus wypowiedzial je przed chwila. I kiedy wpatrywal sie w te przewiercajace go, plonace nienawiscia oczy, wiedzial, ze nic, co powie, nie bedzie wystarczajace... Ale musial sprobowac!
- Panie profesorze... - zaczal drzacym glosem. Kazde slowo wydawalo sie ranic mu przelyk. - To nie to, co pan mysli. Przysiegam.
- Milcz! - Glos, ktory wydobyl sie spomiedzy cienkich warg, byl niczym wykuty z lodu. Tak ciezki, twardy i zimny... - Pan Potter i panna Weasley... przylapani na goracym uczynku podczas intymnej schadzki... Czyzby uprawianie seksu w schowkach stalo sie jakas nowa moda?
Harry poczul, ze zoladek wywraca mu sie na druga strone.
Schowek. To bylo ich miejsce! A teraz Severus mysli, ze oni... ze on...
Przez jego glowe przesunal sie caly ciag sytuacji.
Cos mi wypadlo i Snape natykajacy sie na niego i Ginny w Sali Wejsciowej.
Wszystko z toba w porzadku, Potter?, kiedy zapomnial wyslac mu 'dobranoc'.
Nie moge zostac, kiedy mial spedzic wieczor ze Snape'em, podczas gdy naprawde... wygladalo to tak, jakby olal Snape'a, bo wolal spotkac sie potajemnie z Ginny...
O kurwa!
Czul wzbierajaca panike. Panike, ktora nie pozwalala mu oddychac i wypowiedziec chocby slowa. Od czego zaczac? Co powiedziec? Jak to wyjasnic?
Tego sie nie dalo wyjasnic!
- Ale to... - zaczal, majac wrazenie, ze zaraz cos rozsadzi mu pluca.
- Jezeli tak bardzo chcecie sie parzyc, to prosze to robic poza granicami Hogwartu, poniewaz w tym zamku dziwkarstwo nie bedzie tolerowane! - przerwal mu Snape podniesionym tonem. I Harry slyszal w tym glosie autentyczna nienawisc, splywajaca z gardla niczym jad, pragnaca kasac, kasac... - Oboje tracicie po piecdziesiat punktow i mozecie byc pewni, ze profesor McGonagall dowie sie o tym, co tu zaszlo. Zapewne bedzie zdruzgotana, ze jej zacni Gryfoni rzna sie po katach jak kroliki...
- My nie...
- ...ale czego mozna sie bylo spodziewac po Weasleyach? - Pelne odrazy spojrzenie mezczyzny przenioslo sie na drzaca Ginny. - Nie potraficie nic wiecej poza rozkladaniem nog i rozmnazaniem sie jak szczury. Powinno sie was wszystkich wytepic. Szczegolnie taka wywloke jak ty.
