ze nadchodzacy dzien... bedzie dniem, w ktorym wszystko sie zmieni. Nic nie zwiastowalo tego, co mialo nadejsc. Nie wydarzylo sie nic szczegolnego.
Ani razu sie nie potknal, nie zapomnial ksiazek ani hasla do Pokoju Wspolnego, nie pomylil drogi, nie spoznil sie na zadna lekcje, nie mial pecha podczas zajec.
Rano, przed wyjsciem z dormitorium, spojrzal jeszcze raz na zielony kamien, ale nie bylo na nim zadnej wiadomosci. Przez ulamek sekundy poczul wyrzuty sumienia, ze wyslal wczoraj Severusowi taka litanie zalow, ale bardzo szybko sie ich pozbyl. Nalezalo mu sie! Najpierw wyobrazil sobie, ze on i Ginny robili w schowku 'wiadomo-co', pozniej nie chcial nawet wysluchac jego wyjasnien, a jeszcze pozniej... zrobil to, co zrobil. I najwyrazniej nawet nie mial zamiaru przeprosic!
To bylo najgorsze. Ta swiadomosc, ze po tym wszystkim, co razem przeszli, i przeszkodach, ktore pokonali, Severus nie mogl mu zaufac chocby na tyle, zeby Harry mogl wyjasnic mu, co zaszlo... I ta mysl sprawiala, ze czul w sobie buzujace rozgoryczenie, ktore od samego rana pozeralo mu wnetrznosci i nie chcialo wypuscic go ze swych szponow.
A dzisiaj czekala go lekcja Eliksirow... Naprawde nie mial pojecia, jak ja przezyje. Byl w takim stanie, ze jezeli tylko Snape cos zrobi albo powie... to nie bedzie potrafil sie powstrzymac i odpysknie mu.
W takim wlasnie, niezbyt dobrym humorze, zszedl na sniadanie. Nie spodziewal sie, ze zobaczy znajoma, ciemna sylwetke po drugiej stronie sali. To go troche zaskoczylo i pozbawilo animuszu. Ale postanowil, ze nie da tego po sobie poznac, i dumnym krokiem ruszyl do stolu Gryffindoru, ku siedzacym juz przy nim Ronowi i Hermionie. Usiadl i przyciagnal do siebie polmisek z jajecznica, a nastepnie zabral sie za jedzenie z taka werwa, jakby nie mial w ustach niczego od tygodnia. Wlasciwie tak sie troche czul po tym, jak wczoraj zwymiotowal wszystko, co mial w zoladku, lacznie z sokami trawiennymi. Eliksir, ktory otrzymal od Snape'a, natychmiast zlagodzil wszystkie skutki uboczne. Ale to, ze mu go przyslal, wcale nie znaczylo, ze Harry mu tak latwo wybaczy. O, nie...
Kiedy byl w polowie sniadania, nie wytrzymal i ciekawosc zwyciezyla. Rzucil szybkie, ukradkowe spojrzenie w kierunku stolu nauczycielskiego. Severus nic nie jadl. I nie patrzyl na niego. Siedzial po prostu i wpatrywal sie w odlegly punkt na przeciwleglej scianie.
Harry zmarszczyl brwi. Co tez to moglo oznaczac? Spodziewal sie raczej, ze mezczyzna bedzie mu rzucal nieprzychylne spojrzenia, ktore nie zwiastowalyby niczego dobrego.
Przy nastepnym zerknieciu musial az zamrugac. Snape siedzial ze spuszczona glowa i wpatrywal sie w swoje sniadanie. W prawej rece trzymal kieliszek, ktorym nerwowo uderzal o blat stolu. Wygladal, jakby sie nad czyms zastanawial.
Harry powrocil do swojego posilku, calkowicie zaskoczony dziwnym zachowaniem mezczyzny. Najbardziej znamienne bylo jednak to, ze Snape nie spojrzal na niego ani razu, od kiedy tylko Harry zjawil sie na sniadaniu. Tak jakby wcale nie zauwazyl jego obecnosci.
Chlopak odwrocil glowe po raz trzeci i zauwazyl, ze Severus... zniknal. Rozejrzal sie po sali i dostrzegl czarna peleryne znikajaca za drzwiami znajdujacymi sie za stolem nauczycielskim. Z kielkujacym w sercu niepokojem i zaciekawieniem, dokonczyl sniadanie i wraz z Ronem ruszyl na Wrozbiarstwo.
Nie potrafil sie jednak na niczym skupic. Wciaz przypominal sobie wczorajszy dzien, ogromny bol, o ktorym nie chcial pamietac, a takze wzrok Severusa... Lezal w iluzorycznej trawie z rekami podlozonymi pod glowa, wpatrywal sie w usiane gwiazdami sklepienie, lecz nie widzial ani gwiazd, ani planet, ani ich zaleznych wobec siebie ruchow... widzial jedynie pozbawiona wszelkich uczuc twarz i zastanawial sie, czy kiedys uda mu sie wyrzucic ten obraz z glowy, czy tez bedzie on go przesladowal juz do konca.
- Mars plonie niezwykle jasno - dotarl do niego tajemniczy glos Firenzo. - Widzicie, jak emanujacy z niego blask tworzy jezyki ognia? Jest niespokojny. Zapowiada wielkie zmiany. Zmiany, ktore dotkna nas wszystkich.
Lezacy obok Harry'ego Ron
