poruszal palcami. Jeszcze tylko kilka centymetrow, tylko kilka...
Musi go dotknac. Musi! Nie moze patrzec jak... jak gasnie... Wszystko tylko nie to! Nie! Nie! Nie!
- Nieeeee!!!
- Harry, uspokoj sie!
Zerwal sie do pozycji siedzacej. Przypominalo to wynurzenie z oceanu bolu i strachu. Do jego pluc wdarlo sie powietrze, a wyciagnieta reka zlapala otaczajaca lozko zaslone. Rozejrzal sie blednym wzrokiem.
Gdzie sie podzial Severus? Gdzie Voldemort? Gdzie byli Smierciozercy? Gdzie krew?
Obok lozka stal jedynie Ron.
- Wszystko w porzadku? - zapytal zatroskanym, przestraszonym glosem. - Miales zly sen, Harry.
Harry zamrugal. Po jego ciele splywaly strugi potu, a serce dudnilo mu w piersi tak bardzo, jakby mialo zamiar polamac mu zebra.
- Sen? - zapytal zachrypnietym glosem, czujac ze jest mu slabo z ulgi. - Tak, sen - poprawil sie szybko, widzac mine Rona. Z sasiedniego lozka wystawala przerazona glowa Neville'a. - Przepraszam, ze was obudzilem. Nic mi nie jest. Mialem tylko... zly sen. Przepraszam. To nic takiego. Chodzmy spac - wydukal, chociaz najchetniej pobieglby do lazienki i zwymiotowal.
- Jestes pewien? - zapytal niepewnie Ron. - Wrzeszczales tak, jakby cie torturowali.
Harry zaklal szpetnie w myslach. Zapomnial rzucic na siebie przed snem zaklecie wyciszajace. Chociaz mozliwe, ze gdyby nie Ron... Nie! Nic by sie nie stalo! To byl tylko sen! Jakis okropny, chory sen!
Jego mysli powedrowaly ku lezacej pod poduszka Mapy Huncwotow.
Musi to sprawdzic. Musi sprawdzic, czy...
- Naprawde nic mi nie jest. Snilo mi sie, ze... zaatakowali mnie dementorzy. Czasami mam takie sny. Wszystko w porzadku, Ron.
Przyjaciel jeszcze przez chwile wpatrywal sie w niego z przestrachem, po czym burknal 'No to dobranoc' i poczlapal do lozka. Harry zaciagnal zaslony i wciaz trzesacymi sie dlonmi siegnal pod poduszke, wyciagajac spod niej mape i rozdzke. Stuknal w pergamin, wypowiedzial szeptem regulke i wbil spojrzenie w pojawiajace sie na papierze linie. Szybko odszukal odpowiednia strone i... zamknal oczy, czujac ogromna, splywajaca mu zimnym strumieniem po plecach ulge.
Severus byl bezpieczny. Lezal na lozku w swojej sypialni i najwyrazniej spal. Nic mu nie grozilo.
Harry wzial plytki, drzacy oddech i opuscil mape na kolana. Spojrzal na zegarek. Byla druga w nocy. Wiedzial, ze juz nie zasnie. W ogole nie bylo o tym mowy. Byl tak poruszony, jakby wlasnie przed chwila rozegral najwazniejszy mecz Quidditcha w swoim zyciu. Wiedzial, co zrobic. Wiedzial, co chce, co musi zrobic. Odczeka tylko, az przyjaciele zasna, i wtedy...
*
W zamku panowala aksamitna cisza, kiedy Harry zakleciem otwieral drzwi do biblioteki. Skrzywil sie, kiedy zaskrzypialy lekko. Wsliznal sie do srodka i zamknal za soba drzwi. Mial na sobie peleryne niewidke i zaklecie wyciszajace kroki. Bez wahania ruszyl prosto do Dzialu Ksiag Zakazanych.
Byl zdecydowany. Za dlugo to odwlekal. Za dlugo probowal znalezc cos pozytecznego w tych nic nie wartych ksiegach. Przeciez to bylo oczywiste, ze te naprawde potezne zaklecia z pewnoscia nie beda dostepne dla kazdego. Musialy byc ukryte przed niepowolanymi oczami. Ale on je odnajdzie. Odnajdzie i zrobi wszystko, aby sie ich nauczyc. Zrobi
