Evocis!
Nie wiedzial dlaczego, ale to odkrycie calkowicie go zaszokowalo. Do tej pory sadzil, ze myslodsiewnia sluzy tylko do odcedzania nadmiaru wspomnien, aby przyjrzec im sie w pozniejszym czasie. Nie wiedzial, ze mozna w niej takze ukrywac mysli! Jak w ogole... jak to w ogole mozliwe? Przeciez mysli to nie jest cos, co mozna po prostu wyjac i wrzucic do kociolka. Pojawiaja sie znienacka, w kazdej chwili. W ulamku sekundy potrafi pojawic sie ich tyle, iz nie wystarczyloby calej ksiegi, aby je wszystkie spisac. A co sie w takim razie dzieje, gdy ktos usunie ich zbyt duzo?
I najwazniejsze - jak doskonalym oklumenta musi byc Snape, skoro potrafi czegos takiego dokonac? Prawdopodobnie lepszym niz Harry kiedykolwiek podejrzewal.
Dokonac tego moga jeno ci, ktorzy z tym zakleciem sa zaznajomieni we wszelkich aspektach, gdyz uzywali go wiele razy i na wszystkie sposoby, oraz panowac nad swym wlasnym umyslem potrafia jak malo kto. Znane sa zdarzenia, kiedy nieumiejetnie rzucone zaklecie dokonywalo w ich umyslach spustoszen tak wszechogarniajacych, ze nie potrafili juz odnalezc wlasnych jazni, by do nich powrocic.
Harry ponownie przerwal czytanie.
Czyli po prostu ci, ktorzy probowali tego dokonac, a nie do konca potrafili panowac nad swoimi umyslami... oszaleli. Perspektywa byla wprost przerazajaca i Harry po raz kolejny poczul przyplyw lodowatego podziwu dla Snape'a. Nie potrafil sobie wyobrazic, jak mozna usunac swoje mysli, a potem... A jezeli przez przypadek usunalby wiedze o tym, jak wsadzic te mysli z powrotem do swojej glowy? Przypominalo to troche zabawe z tymi malymi, drewnianymi klockami ulozonymi w wieze. Jezeli wyciagniesz nie ten klocek, co trzeba, wszystko runie.
Chociaz ten fragment z uzywaniem tego zaklecia wiele razy i na kazdy mozliwy sposob wcale mu sie nie spodobal...
Jednakoz wszystkie mysli na dany temat, nawet jezeli byloby ich tak wiele, iz li z trudem zmiescilyby sie w myslodsiewni, lecz usuniete dokladnie, umiejetnie i na krotki okres czasu, nie powinny dokonac wiekszych zmian w umysle. De facto, na pewien czas calkowicie usuwa sie ze swej przepastnej pamieci niepozadane mysli, skojarzenia i wspomnienia, zostawiajac jeno te, ktore sa akuratne. Mozna takze zastapic prawdziwe mysli falszywymi, jednakoz dzialanie takie jest wielce ryzykowne i wymaga talentu oraz lat przygotowan. Jeslis jednak ciekaw, w jaki sposob tego dokonac, przeczytac o tym mozesz na stronicy dwiescie piecdziesiatej trzeciej.
Harry z poruszeniem przerzucil sztywne stronice i znalazl... resztki kilku wyrwanych kartek. Jego oczy rozszerzyly sie ze zdumienia. Ktos musial wyrwac te strony specjalnie, aby nikt, poza nim, nie dowiedzial sie, w jaki sposob zafalszowac mysli. Ksiazka byla tak stara, ze mogl to zrobic kazdy na przestrzeni przynajmniej stu lat wstecz. Albo i dwustu. Ale po co to zrobil? Przeciez chyba istnialy gdzies inne egzemplarze? A jezeli nie? Jezeli ten byl jedyny? I tylko ta jedna osoba wie teraz (albo i wiedziala), ze w ogole czegos takiego mozna dokonac? Tonks nic im na ten temat nie mowila.
Harry przetarl oczy. Byl juz zmeczony. Podloga byla zimna i twarda, wszystko go bolalo od siedzenia na niej od kilku godzin. Westchnal i oparl glowe o sciane, wbijajac spojrzenie w ciagnacy sie przed nim mrok. Byl poruszony tym wszystkim, czego sie dowiedzial, a zostalo jeszcze tyle pytan, na ktore wciaz nie znal odpowiedzi...
W uszach dzwonila mu cisza. Gdyby tak... gdyby tak mial kogos, z kim moglby o tym porozmawiac. Gdyby mogl zapytac... tak, gdyby mogl zapytac Snape'a o wszystkie gnebiace go szczegoly. Gdyby mogl... opowiedziec mu o swoim snie... Gdyby mogl... siedziec teraz w jego komnatach, a nie na tej lodowatej podlodze w najmroczniejszym zakatku biblioteki, otoczony jedynie przygnebiajaca aura emanujaca z niezliczonych ksiag poswieconych zlu. Calkowicie sam. Zdany jedynie na siebie. W miejscu, ktore bylo dla niego zupelnie obce. Wciaz pamietal obraz gasnacych powoli, czarnych oczu ze snu, i mial ochote jedynie schowac glowe w ramionach i krzyczec tak dlugo, az zdarlby sobie gardlo.
Opuscil glowe i oparl czolo o podciagniete kolana, oplatajac je ramionami, mocno zaciskajac powieki i walczac z ponownie zakradajacym sie do jego serca strachem, zwatpieniem i... pustka. Czul sie tak straszliwie, niewypowiedzianie samotny.
