To juz tydzien. Tydzien, od kiedy on i Snape... Tydzien powtornego uczenia sie zycia, tym razem w pojedynke. Tydzien wypelniony brakiem dzwieku, zapachu, dotyku... Myslal, ze sobie poradzi. Ze jezeli tylko bardzo bedzie tego chcial, to o wszystkim zapomni. Myslal, ze to, co robil teraz Snape... nie mialo dla niego zadnego znaczenia.

Mylil sie.

I dopiero teraz, kiedy siedzial tutaj sam w ciemnosci... dopiero teraz odczuwal w pelni ogrom tego... tej samotni. Samotni wypelnionej jedynie nauka, wieloma godzinami prob, przygotowaniami do nieuniknionego oraz celem. Bo przeciez mial cel. Widzial go przed soba calkiem wyraznie. Och, ilez oddalby, aby znowu zakopac go gdzies w mrokach przyszlosci...

Chociaz w glebi duszy wiedzial, ze jeszcze wiecej oddalby, aby miec obok siebie kogos... kto ponownie przyslonilby mu ten cel i nie pozwolil, aby kiedykolwiek jeszcze musial go ogladac.

***

Harry szedl na sniadanie, powloczac nogami i wbijajac wzrok w podloge. Bolala go glowa i oczy kleily mu sie od calonocnego czytania oraz niewyspania. Zaczytal sie tak bardzo, ze dopiero przed chwila zorientowal sie, ze jest juz ranek i ze powinien pojsc na sniadanie. Mial nadzieje, ze Ron nie wszczal alarmu, kiedy zobaczyl, ze nie ma go w lozku. Moze pomyslal sobie, ze Harry po prostu wstal wczesniej i juz wyszedl. Wcale nie mial ochoty isc na posilek, ale juz wczoraj ominal kolacje i wiedzial, ze jezeli czegos nie zje, to prawdopodobnie calkiem opadnie z sil.

Wszedl do wypelnionej gwarem setek uczniow Wielkiej Sali i nie spogladajac na stol nauczycielski, ruszyl prosto do stolu Gryfonow. Ron i Hermiona siedzieli obok siebie i kiedy Harry podszedl blizej, zauwazyl, ze jego zwyczajowe miejsce jest zajete i najwyrazniej bedzie musial usiasc po drugiej stronie stolu. Obszedl go na okolo i usiadl na lawie, naprzeciw swoich przyjaciol, ale - co bylo najgorsze - na wprost stolu nauczycielskiego.

- Czesc - burknal niewyraznie, przysuwajac do siebie talerz i ani razu nie podnoszac wzroku wyzej. Gdzies w oddali, na granicy pola widzenia majaczyla ciemna sylwetka, ale Harry staral sie jej w ogole nie dostrzegac.

- Harry! - wykrzyknela Hermiona. - Gdzie byles? Martwilismy sie!

- Spacerowalem - odparl Harry drewnianym glosem, siegajac po polmisek z parujacymi tostami. Poczul na sobie taksujace spojrzenie Hermiony.

- Stary, wygladasz okropnie. - Ron odsunal od ust w polowie zjedzona kanapke. - Jakbys nie spal cala noc. Dobrze sie czujesz?

- Ron powiedzial, ze miales jakis koszmar. - Wyszeptala Hermiona, pochylajac sie do niego. - Wiesz, jezeli mial on zwiazek z...

- Nie chce o tym rozmawiac - odparl sucho Harry, spogladajac na nia zmruzonymi oczami. - To byl po prostu zwykly koszmar. Nie chce tego roztrzasac.

Hermiona zacisnela usta i odsunela sie.

- Coz, jezeli uwazasz, ze tak jest dla ciebie najlepiej...

- Tak, tak uwazam - powiedzial Harry, nakladajac na talerz troche jajecznicy. - Po prostu mam dosyc tego, ze probujecie roztrzasac i komentowac kazdy moj krok. Ja nie opowiadam nikomu o tym, ze Ron gada przez sen i nie probuje dociekac, co tez moglo oznaczac to, ze pajaki kazaly mu stepowac. - Uszy Rona zaplonely wsciekla czerwienia. - Wiec bylbym wdzieczny, gdybyscie dali mi spokoj.

Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Ron wygladal na zazenowanego, a Hermiona na zaklopotana jego wybuchem. Ale musial im to w koncu powiedziec. Mial dosyc ich ciaglego wtracania sie we wszystko.

Wzial kes jajecznicy

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату