pauze, jakby dokladnie wazyla kazde slowo. - Wiem, ze chcesz, zebysmy dali ci spokoj, ale... - przelknela sline - ...martwie sie o ciebie. Nie moge patrzec na to, jak cierpisz. Widze to. W kazdym twoim spojrzeniu. W kazdym slowie, gescie. Nie zaprzeczaj - dodala szybko, kiedy Harry juz otwieral usta, aby to zrobic. - Wiesz, ja tez bylam na tej lekcji. Widzialam, jak sie zachowywal. Widzialam, jak na ciebie... patrzy. - Wydawalo sie, ze kazde slowo sprawia jej ogromna trudnosc, ale postanowila je wypowiedziec za wszelka cene. - Tak nie zachowuje sie ktos, kto... nienawidzi. - Harry zagryzl warge, czujac jak cos ciezkiego opada mu na dno zoladka. - Wiesz, dlugo nad tym wszystkim myslalam i... po prostu... chcialabym, zebys byl szczesliwy. A widzac, w jakim jestes stanie... nie moge tego zniesc. Nie moge zniesc, jak sie meczysz i chcialam ci tylko powiedziec, ze zauwazylam pewne zmiany w jego zachowaniu. I uwazam, ze powinienes to przemyslec. Wydaje mi sie, ze... ze... - Znowu sie zaciela, jakby to, co zamierzala powiedziec, nie chcialo jej przejsc przez gardlo. - Ze jemu jednak na tobie zalezy.
Serce Harry'ego tluklo sie w piersi. Z trudem przelknal sline przez bolesnie scisniete gardlo.
Ona nic nie wiedziala. O niczym nie miala pojecia. Nie wiedziala o torturach, o zniewagach, o krwi na szatach Smierciozercy, o satysfakcji czerpanej z zadawania bolu... Widziala tylko to, co Snape chcial pokazac, naiwnie dala sie zlapac na jego lep. Harry wiedzial, ze probuje go pocieszyc, ale jej slowa nie trafialy do niego, poniewaz nigdy nie beda w pelni obiektywne. Nie znala Snape'a tak jak on. Mogla sie tylko przygladac granemu na scenie przedstawieniu, ale nigdy sie nie dowie, co tak naprawde dzieje sie za kulisami. Ale Harry wiedzial. Wiedzial, ze Snape'owi na nikim nie zalezy.
Litery przed jego oczami wyostrzyly sie.
- Myslisz, ze gdyby zatoczyc rozdzka kilka kolek wiecej, to peta stana sie dluzsze czy mocniejsze? - zapytal, wpatrujac sie w rycine przedstawiajaca sposob rzucenia czaru.
Hermiona odezwala sie dopiero po dluzszej chwili.
- Mysle, ze to zalezy od tego, czego ty sam chcesz.
Harry nadal wpatrywal sie w rycine, ale juz jej nie widzial. Przymknal oczy i jeszcze raz wchlonal rozwiewajacy sie z wolna zapach.
- Nie wiem.
***
Harry nie chcial isc spac. Nie wyobrazal sobie, ze moglby spokojnie przylozyc glowe do poduszki po tym, co mu sie ostatnio snilo. Nie, to w ogole nie wchodzilo w rachube. Wolal spozytkowac ten czas bardziej produktywnie i druga noc z rzedu spedzil w Dziale Ksiag Zakazanych, pochlaniajac tresc podrecznikow Czarnej Magii. Nad ranem zasnal na kilka godzin, zbyt zmeczony ciaglym czytaniem i obudzil sie na podlodze, zmarzniety i przemeczony. Zdazyl wrocic do dormitorium, zanim ktokolwiek jeszcze wstal, polozyl sie w lozku i udawal, ze spedzil w nim cala noc. Ron oczywiscie nie omieszkal wypomniec mu podczas sniadania, ze wyglada tak, jakby przebieglo po nim stado buchorozcow, ale Harry puscil to mimo uszu. Hermiona z kolei wygladala na coraz bardziej zmartwiona jego wygladem i nawet zasugerowala mu udanie sie do pani Pomfrey, ale jedno przekrwione spojrzenie, ktore jej rzucil, wystarczylo, aby wiecej o tym nie wspominala.
Lekcje... udalo mu sie jakos przezyc. Wrozbiarstwo bylo tak samo metne, jak zazwyczaj, na Historii Magii udalo mu sie troche zdrzemnac, a na Transmutacji powtarzali zaklecia przemian zwierzat w rozne przedmioty. Zadziwiajaco szybko poszlo mu zamienienie traszki w poduszke. Wolal nie zastanawiac sie, dlaczego.
Ku jego zaskoczeniu, McGonagall zaczepila go po lekcji i zapytala, czy dobrze sie czuje, poniewaz wyglada jak chodzaca smierc. Harry wytlumaczyl, ze po prostu duzo sie ostatnio uczy i jest troche przemeczony. Chyba mu nie uwierzyla, sadzac po jej uniesionych brwiach, ale na szczescie nie drazyla dalej.
Zostaly jeszcze tylko Eliksiry. Harry mial nadzieje, ze Snape nie ma zamiaru ponownie
