czas pojawialy sie polprzezroczyste, lsniace bable. Jednak dzialo sie to coraz rzadziej. Nad kociolkiem stala spowita w czern, wysoka postac. Twarz, ukryta pod kurtyna opadajacych na nia ciemnych kosmykow, byla calkowicie nieruchoma, jakby wyryta w kamieniu. Oczy uwaznie wpatrywaly sie w powierzchnie mikstury, a dlon z rozdzka kierowala sie ku palacemu sie pod kociolkiem plomieniowi. Dlugie, blade palce mocno zaciskaly sie na kawalku drewna, moze nieco zbyt mocno.

Na samym srodku eliksiru zaczal formowac sie wyjatkowo duzy, ciemnozielony babel, ktory wylonil sie spod powierzchni niczym wynurzajacy sie z oceanu walen. Rosl i rosl, obejmujac powoli cala powierzchnie mikstury, rozciagajac sie coraz bardziej i bardziej, az w koncu zadrzal i... pekl.

Severus poruszyl rozdzka i ogien pod kociolkiem zgasl. Mikstura zastygla, przybierajac jeszcze ciemniejsza barwe, chociaz gdzies pod jej powierzchnia wciaz wirowaly fluorescencyjne wstegi.

Powrocila cisza. Cisza, ktorej nie zaklocal nawet oddech wpatrujacego sie w sciane mezczyzny. Jego brwi byly sciagniete, a usta zacisniete. Wygladal, jakby pograzyl sie w rozmyslaniach. W bardzo glebokich i siegajacych niezwykle daleko rozmyslaniach, poniewaz stal tak, zupelnie bez ruchu, przez czterdziesci minut. Na jego twarzy nie drzal zaden miesien. Czarne teczowki wpatrywaly sie w cos, czego nie bylo, ogladaly cos, co istnialo jedynie w umysle.

W koncu poruszyl sie, jakby wyrwany z glebokiego snu i ponownie spojrzal na eliksir. Jego oczy byly zmruzone, wydawac by sie moglo, ze wpatruje sie w miksture z pewna doza zawzietosci. Powoli siegnal do swych szat i wydobyl z nich czarna, lakierowana buteleczke. Podniosl z blatu niewielka chochle i zanurzyl ja w cieczy, ktora nastepnie przelal do butelki i dokladnie zakorkowal. Przez jakis czas trzymal eliksir w dloni, przygladajac mu sie z nieczytelnym wyrazem twarzy. Po chwili jednak mocniej zacisnal palce wokol gladkiego szkla i blyskawicznym ruchem ukryl butelke w faldach swej szaty, a nastepnie odwrocil sie, podszedl do jednej ze scian, ktora odsunela sie na bok pod wplywem jego dotkniecia, i wyszedl. Sciana powoli zasunela sie za nim i w niewielkim pomieszczeniu ponownie zapadla cisza.

Tym razem byla to jednak cisza z rodzaju tych, ktore nastepuja po wielkich wydarzeniach. Taka, ktora brzeczala w uszach. Taka, po ktorej nie ma juz nic.

***

Byl wieczor. Severus Snape bezszelestnie przemierzal szeroki, pusty korytarz. Znajdowal sie na siodmym pietrze. Szedl tutaj az od biblioteki. Najpierw jednak spedzil przed jej drzwiami cale pol godziny, ukrywajac sie w cieniu za rogiem. I czekajac.

Jego ciemne oczy wpatrywaly sie w przyblizajacy sie coraz bardziej zakret. Gdzies przed nim rozbrzmiewaly kroki. Szedl za nimi. A teraz uslyszal, ze sie zatrzymaly. Dotarl do zakretu, przywarl do sciany i ostroznie wyjrzal zza rogu.

Stal tam. W tych samych co zawsze, podartych dzinsach, blekitnej koszulce i rozpietej, granatowej bluzie. Z okularami na nosie i roztrzepana strzecha kruczoczarnych wlosow na glowie. Pod pacha sciskal kilka ksiazek. Przeszedl trzy razy w te i z powrotem wzdluz sciany. Mial zacisniete powieki i spuszczona glowe i Severus bardzo dokladnie widzial jego twarz. Byla skupiona. Zawsze, kiedy probowal sie skupic, robily mu sie zmarszczki w kacikach oczu i zaciskal zeby tak mocno, ze widac bylo drganie szczeki. I oblizywal wargi.

Severus zmarszczyl brwi. Siegnal do ukrytej w szatach fiolki i owinal wokol niej dlon. Przymknal powieki i odetchnal. Kiedy otworzyl oczy, nie bylo w nich juz sladu po wczesniejszym, stlamszonym blasku.

Chlopak zatrzymal sie i przed nim w scianie pojawily sie drzwi.

Severus spial sie, jakby szykowal sie do biegu albo przynajmniej do szybkiego ruszenia z miejsca.

Drzwi otworzyly sie. Chlopak zrobil krok w strone wejscia, ale nagle zatrzymal sie. I odwrocil glowe.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату