- Legilimes Evocis! - krzyknal, otwierajac oczy i zanurzajac spojrzenie w blekitnych oczach Luny.
Nic sie nie wydarzylo.
- To bez sensu! Nigdy mi sie nie uda! - jeknal, pochylajac sie i opierajac dlonie o kolana.
- Wiesz, moze podchodzisz do tego od niewlasciwego konca? - zapytala Luna, odchodzac na bok i siadajac na stojacej z boku lawce. Znajdowali sie w jednej z nieuzywanych klas na szostym pietrze. Odsuneli wszystkie stoliki i krzesla pod sciany, aby miec miejsce na cwiczenia. I wspolnymi silami rzucili na drzwi zaklecia blokujace oraz wyciszajace. - Moze powinienes najpierw sprobowac ze zwykla legilimencja? Jest bezpieczniejsza. I chyba prostsza. I poznasz przynajmniej ogolny mechanizm dzialania.
Harry podniosl glowe i spojrzal na przyjaciolke.
- Tak myslisz?
- Albo moge zapytac o to Nimfadore. Moze robisz cos zle. Czasami pomaga mi z zakleciami. Moge udac, ze po prostu mnie to ciekawi - usmiechnela sie szeroko. - Chyba, ze sam wolalbys ja o to zapytac?
Harry wyprostowal sie i zmarszczyl brwi.
No racja. Przeciez Tonks byla aurorem. Na pewno znala cala mase zaklec. I z pewnoscia zgodzilaby sie go podszkolic, przynajmniej z przeciwurokow i zaklec obronnych. A przy okazji moglby podpytac o to i owo.
- Jutro mam z nia Obrone. Zapytam ja po zajeciach. Moze zgodzi sie na udzielenie mi kilku dodatkowych lekcji z przeciwzaklec. Zawsze sie przydadza.
Usmiech Luny stal sie jeszcze szerszy.
- Och, jestem pewna, ze sie zgodzi.
- Ale myslisz, ze to w porzadku? - zapytal po chwili, wpatrujac sie w podloge i stukajac w nia czubkiem buta. - To znaczy... nie chcialbym zabierac wam... nie chcialbym wam przeszkadzac. - Nie wiedzial dlaczego, ale poczul dziwny uscisk w piersi, kiedy pomyslal o tym, ze Luna nadal ma Tonks, a on...
- Och, nie ma problemu. Ciesze sie, ze mozemy ci pomoc. Moja mama zawsze mowila, ze osobiste to nie to samo co wazne. W zasadzie nigdy do konca tego nie rozumialam. Ale teraz chyba juz wiem, o co jej chodzilo... - Poslala Harry'emu dlugie spojrzenie, usmiechajac sie delikatnie.
Harry nie odwzajemnil usmiechu.
***
Tonks zgodzila sie. I to z wielka checia. Zapalila sie do tego pomyslu tak bardzo, ze zanim Harry jeszcze skonczyl mowic, zaplanowala juz polowe zajec. Na razie nie wspominal o Legilimens Evocis. Stwierdzil, ze poczeka. Wolal, zeby wygladalo to na niewinne pytanie, rzucone od niechcenia w samym srodku cwiczen. Umowil sie z nia na jutro, po zajeciach, poniewaz dzisiaj musial jeszcze 'odrobic szlaban'. Najpierw udal sie do biblioteki po kilka ksiazek, ktore mial zamiar poczytac, a teraz szedl korytarzem na siodmym pietrze, zmierzajac wprost ku pustej scianie znajdujacej sie naprzeciw malowidla z tanczacymi trollami.
Przeszedl trzy razy w te i z powrotem wzdluz sciany. I w momencie, w ktorym mial zamiar przejsc przez solidne, drewniane drzwi, ktore zmaterializowaly sie przed nim, katem oka dostrzegl jakis ruch. Odwrocil glowe w lewo, spogladajac na pograzony w polmroku zakret korytarza. Zmruzyl oczy.
Niczego tam nie bylo. Pewnie ktorys z portretow sie poruszyl albo jakis duch przeniknal przez sciane.
Wzruszyl ramionami i wszedl do komnaty. Drzwi zaczely powoli sie za nim zamykac,
