Severus blyskawicznie cofnal sie i przywarl do sciany. Stal tak przez jakis czas, w napieciu wpatrujac sie w rog korytarza, ale nikt sie zza niego nie wylonil. Ostroznie wysunal glowe i zerknal. Akurat na czas, aby zobaczyc, jak chlopak znika w drzwiach. Nie zastanawiajac sie ani chwili dluzej, ruszyl. Pokonal dzielaca go od pomieszczenia przestrzen w zaledwie kilku dlugich, bezszelestnych krokach i dotarl do nich akurat w chwili, kiedy ciezkie, drewniane drzwi wlasnie sie zamykaly. Wyciagnal reke, aby je powstrzymac, ale wtedy jego wzrok powedrowal w glab pokoju i zobaczyl... kominek, znajome polki, zielony fotel.
Zatrzymal sie tak gwaltownie, jakby wpadl na jakas niewidzialna bariere. Zachwial sie i cofnal o krok, opuszczajac reke. Wpatrywal sie w pomieszczenie, dopoki drzwi nie zatrzasnely sie z cichym kliknieciem. Na sciagnietej twarzy widnialo dziwne poruszenie, w rozszerzonych oczach tlilo sie cos nieokreslonego. Wygladal, jakby nie byl w stanie wykonac zadnego gestu. Jakby to, co ujrzal, calkowicie wytracilo go z rownowagi.
Po chwili wyraz jego twarzy zmienil sie. Oczy zmruzyly sie, a brwi sciagnely w zamysleniu. Rozejrzal sie. Korytarz byl opustoszaly. Drzwi zniknely. Zostal sam.
Odwrocil sie i ruszyl w droge powrotna.
***
- Czesc, Harry!
Harry poderwal glowe znad wyjatkowo ciekawego rozdzialu dotyczacego rozbudowanych zaklec tarczy. Przed nim stala Luna. Trzymala w rekach kilka ksiazek i usmiechala sie.
- Czesc - odparl, przygladajac sie okladkom. Wszystkie dotyczyly obrony magicznej.
- Co slychac? - zapytala dziewczyna, kladac ksiazki na blacie i przysiadajac sie. - Nimfadora poprosila mnie o wypozyczenie kilku pozycji - powiedziala cicho, pochylajac sie do Harry'ego. Chlopak nadal wpatrywal sie w ksiazki. W jego umysle zaczal sie formowac pewien pomysl.
Od kilku dni zastanawial sie, w jaki sposob moglby przejsc od teorii do praktycznej nauki zaklec. A w szczegolnosci nurtowala go sprawa z Legilimens Evocis. Jak, do diabla, mialby sie go sam nauczyc?
I teraz rozwiazanie siedzialo przed nim. Luna.
Podejrzewal, ze byla jedyna osoba w calej szkole, ktora nie probowalaby go odwiesc od pomyslu nauki tego zaklecia, a takze nie wyglosilaby mu zadnego kazania, gdyby zwierzyl jej sie ze swoich planow dotyczacych Czarnej Magii.
Zawsze warto sprobowac. To byla chyba jego jedyna deska ratunku.
- W porzadku - odparl po pewnym czasie, oblizujac wargi i pochylajac sie do niej. - Sluchaj...
Opowiedzial jej. O wizycie w Dziale Ksiag Zakazanych i o zakleciu, ktorego bardzo chcial sie nauczyc, ale nie mial szans dokonac tego w pojedynke. Sluchala go ze zmarszczonymi brwiami. Kiedy skonczyl, zapadla cisza. Luna wygladala tak, jakby analizowala w myslach jego slowa. Po chwili rozpromienila sie i klasnela w dlonie.
- Jasne! To swietny pomysl! Na pewno lepszy niz z tym rozpuszczaniem skory. Podejrzewam, ze to nie byloby zbyt przyjemne.
Harry byl zaskoczony jej reakcja. Nie sadzil, ze bedzie az tak... entuzjastyczna.
- Ee... ale zdajesz sobie sprawe z ryzyka? Wiesz, ze to jest bardzo niebezpieczne zaklecie i ze jezeli cos zle pojdzie, oczywiscie teoretycznie, bo w ksiazce bylo napisane, ze jezeli zle sie je rzuci, to po prostu w ogole nie uda sie dostac do umyslu, ale jezeli cos... przypuscmy, ze mi nie wyjdzie i stanie sie z toba cos nie tak?
