Blekitne oczy Luny rozszerzyly sie. Spojrzala na Harry'ego z przerazeniem.

- To znaczy... to znaczy, ze stalabym sie taka jak inni?

Harry zamrugal. Chyba nie do konca o to mu chodzilo... Chociaz podejrzewal, ze gdyby namieszac troche w glowie Luny, to z pewnoscia kilka rzeczy powskakiwaloby na swoje miejsca.

- Nie, masz racje. Zapomnij - powiedzial szybko, odsuwajac sie od niej. Nie mogl tego zrobic. Wedlug podrecznika nieumiejetnie rzucone zaklecie nie bylo wcale takie grozne, poniewaz i tak nie udaloby mu sie dostac do niczyjego umyslu, ale jaka mogl miec pewnosc, ze tak jest w istocie?

- Nie, zrobmy to - powiedziala z ozywieniem Luna. - Odrobina rozrywki nie zaszkodzi, prawda? Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Harry spojrzal na nia z niedowierzaniem.

Odrobina rozrywki? Jezeli rzucanie w szkole czarnomagicznych zaklec bylo dla niej odrobina rozrywki, to wolal nie wiedziec, jak dla niej wyglada prawdziwa rozrywka. Podejrzewal, ze tylko Tonks to wie. I wolal, zeby tak zostalo.

Spojrzal w jej jasne, wpatrzone w niego oczy. Dostrzegl w nich pewnego rodzaju cieplo, zarezerwowane tylko dla tych nielicznych, ktorych Luna zaliczala do swojego bardzo waskiego grona przyjaciol. I nagle poczul w piersi przyjemne laskotanie, kiedy po raz pierwszy pomyslal, jakie ma niezwykle szczescie, ze on rowniez sie do nich zalicza.

***

- Cholera! Niech to szlag! Aargh!

Harry cisnal rozdzke na podloge. Probowal juz od dwoch godzin. I nic. Nawet malenkiej smuzki. Najmniejszego rozblysku. Nic.

Koncentrowal sie tak bardzo, iz mial wrazenie, ze polamie sobie zeby, probowal oczyscic swoj umysl ze wszystkich mysli, zarowno tych negatywnych jak i pozytywnych, skupic sie tylko i wylacznie na umysle, do ktorego chcial sie dostac, a ktory znajdowal sie w odleglosci dwoch metrow od niego. I jedyne, co czul, to coraz wieksza irytacje i zlosc.

- Wiesz, Harry... - odezwala sie Luna. - Wydaje mi sie, ze przeklinanie i ciskanie rozdzka nie jest odpowiednim sposobem na rzucenie tego zaklecia.

Harry zlapal sie za wlosy i szarpnal za nie. Przykucnal, ukryl glowe pomiedzy kolanami i zaczal gleboko oddychac. Musi sie uspokoic i wyciszyc. Musi oczyscic umysl. Musi... odzyskac rozdzke.

Westchnal z rozdraznieniem, przesunal sie na kolanach po podlodze, siegnal po swoja porzucona rozdzke i wrocil do poprzedniej pozycji, bardzo mocno sciskajac glowe rekami.

Tylko spokojnie. Jest sam. Nic mu nie grozi. Jest tylko on i ciemnosc. Musi pozwolic, by go otulila. By go zamknela, odseparowujac od wszelkich mysli. Niczego nie ma. Jest tylko on. I niewielka drozka, kierunek, w ktorym powinien podazyc. Spokojnie, spokojnie. Zapomniec. Wyprzec. Tylko ciemnosc. I droga.

Powoli podniosl sie i wyprostowal. Mocniej zacisnal palce wokol rozdzki, unoszac ja w gore. Nadal nie otwieral oczu.

Bardzo chce, tak bardzo tego chce. Musi sie dowiedziec, co ukrywa znajdujacy sie przed nim umysl. Musi go otworzyc. Wsliznac sie do srodka. Jak cieniutka igla. Tak. Wyobrazi sobie, ze jest igla. Igla, ktora powoli wsuwa sie w miekki umysl i wyciaga z niego to, co tylko zechce, jak strzykawka. I przez ten malenki otworek zobaczy wszystko, co bedzie chcial.

Musi to zrobic. Musi. Musi, bo jezeli mu sie nie uda, to... swiat czeka zaglada. O wlasnie. Wszyscy zgina. A to jedyny sposob na uratowanie tych, na ktorych mu zalezy. Dlatego musi to zrobic! Chce to zrobic! CHCE!!!

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату