Ron odskoczyl jak oparzony, ale Harry pozostal na miejscu.
- Chcialas ze mna porozmawiac?
- Och, tak. Tonks kazala mi zapytac, czy mozesz przyjsc do niej troche wczesniej, niz sie umawialiscie.
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie. Lekcje z Tonks! Kompletnie o tym zapomnial!
- Eee...
Kurcze. Akurat teraz mial najmniej ochoty na dodatkowe zajecia.
- Przekaz jej, ze nie moge dzisiaj przyjsc. Mam... cos mi wypadlo.
Luna zmarszczyla brwi i przechylila lekko glowe, przygladajac mu sie uwaznie.
- Nie martw sie. To nie wstyd, ze zapomniales. Zawsze, kiedy jest sie szczesliwym, zapomina sie o calym swiecie.
Harry poczul, ze na policzki wyplywa mu lekki rumieniec.
Cholera, jak ona to zauwazyla? Chyba nie mial tego wypisanego na twarzy?
- Pewnie na twoim miejscu tez bym zapomniala - usmiechnela sie do niego przyjaznie i odwrocila. - W takim razie do zobaczenia, Harry. - Po tych slowach ruszyla w druga strone. Reka na jej glowie odwrocila sie do nich i pokazala im srodkowy palec.
- O czym ona mowila? - zapytal Ron, podchodzac do Harry'ego.
- Ee...
- Co to za spotkanie z Tonks?
- Ach, to. To... nic. Po prostu poprosilem Tonks o dodatkowe lekcje z Obrony.
Ron spojrzal na niego z zaskoczeniem.
- Po co? Przeciez jestes najlepszy w klasie. Ba, podejrzewam, ze nawet najlepszy w calej szkole. Chyba nie zamieniasz sie w Hermione?
Harry pokrecil glowa.
- Nie, po prostu stwierdzilem, ze chcialbym nauczyc sie jeszcze kilku zaklec. Tak na wszelki wypadek.
- Przeciez o Obronie wiesz wszystko.
- Niewystarczajaco.
Ron wzruszyl ramionami.
- Dobra, rob co chcesz. - Po tych slowach ruszyl przed siebie, nie czekajac na Harry'ego. - Jezeli przyjdzie ci ochota spedzic troche czasu ze swoim przyjacielem, to mnie zawiadom. - Rzucil jeszcze przez ramie.
Harry westchnal. Dlaczego Ron nie rozumial, ze... ze co? Ze wolal siedziec sam w dormitorium i myslec o Snapie niz grac w jakies idiotyczne gry albo fruwac bez celu w sniezycy?
Na litosc Merlina, przeciez wczoraj Severus go pocalowal, obciagnal mu, rozebral sie przed nim, kochal sie z nim, Harry wyznal mu milosc! A dzisiaj... mialby grac z Ronem w eksplodujacego durnia? To wydawalo mu sie absurdalne.
Prawda jest taka, ze lubil grac z Ronem i lubil, ba, kochal Quidditch. Ale w swietle tego, co przezyl i co otrzymal, wszystko, co zawsze lubil, wydawalo mu sie teraz calkowicie... bez znaczenia.
Priorytety.
***
Po zajeciach Harry szybko
