umknal Ronowi i popedzil do dormitorium. Mial pewien plan i musial sie pospieszyc, jezeli chcial go zrealizowac.
Siedzac na lozku, otworzyl dlonie i spojrzal na trzymane w rekach male, czerwone pudelko. Prezent, ktory przygotowal dla Severusa na Walentynki, a ktorego do tej pory nie mial okazji mu wreczyc.
Wahal sie. Wiedzial, ze Severus jeszcze nie wyjechal i ze wciaz przebywal w zamku. Nie mial pojecia, jak dlugo moze go nie byc. A chcialby... chcialby mu to dac, jeszcze zanim wyjedzie. Zeby... zeby wiedzial...
Pojdzie tylko na chwilke. Zostawi pudelko i szybko wyjdzie. Przeciez Severus powiedzial, ze moze przychodzic, kiedy tylko chce. Pozegnali sie juz. Podejrzewal, ze gdyby znowu go zobaczyl, to ponownie przezywalby to samo, co rano, a kompletnie nie mial na to ochoty. Po prostu... zrobi mu niespodzianke przed wyjazdem. Tak, wlasnie tak!
Zerwal sie z lozka i wyciagnal spod poduszki Mape Huncwotow. Tak jak sie spodziewal, Severus nadal przebywal w gabinecie Dumbledore'a, do ktorego wszedl jakies pietnascie minut temu. Ostatnio, z tego co pamietal Harry, spedzil tam prawie godzine, a to oznaczalo, ze ma dostatecznie duzo czasu. Szczegolnie ze, jak zauwazyl, Severus mial dzisiaj tyle zajec, ze przez caly dzien nie zajrzal do swoich komnat nawet na chwile.
Harry wcisnal do kieszeni peleryne niewidke, do drugiej wsadzil pudelko, zbiegl po schodach i pospiesznie ruszyl przez Pokoj Wspolny. Hermiona, ktora razem z Ronem siedziala przy jednym ze stolikow w kacie pomieszczenia i uczyla sie, podniosla glowe, a widzac go, odrzucila pioro i zerwala sie na rowne nogi:
- Harry? Myslalam, ze jestes w Pokoju Zyczen. Musze z toba porozm...
- Nie teraz - rzucil jej Harry, dopadajac do dziury w scianie. - Zaraz wroce. - Po tych slowach przeszedl przez dziure, rozejrzal sie po korytarzu i zarzucil na siebie peleryne. Zbiegal po kolejnych pietrach z rosnacym w sercu podekscytowaniem. Wyobrazal sobie mine Severusa, kiedy znajdzie pudelko. Ale kompletnie nie potrafil sobie wyobrazic jego reakcji, kiedy przeczyta to, co mu napisal. Mial tylko nadzieje, ze mu sie spodoba. Chociaz odrobine.
W lochach bylo chlodno. Tutaj zawsze bylo chlodno, ale zima temperatura potrafila spasc tak nisko, ze przy oddychaniu tworzyla sie para. Ale na szczescie tylko na korytarzach. W klasach i komnatach Snape'a bylo przyjemnie. Harry zatrzymal sie przed drzwiami gabinetu Mistrza Eliksirow i z bijacym mocno sercem wyszeptal haslo:
- Dipsas.
Ciezkie wrota poruszyly sie i powoli otworzyly. W pomieszczeniu panowal polmrok. Jedyne swiatlo rzucal stojacy na biurku kandelabr. Harry cicho zamknal za soba drzwi i podszedl do drzwi prowadzacych do komnat.
Zastanawial sie, czy tutaj tez musi wymowic haslo, ale na wszelki wypadek wolal je wypowiedziec.
- Dipsas.
Drzwi zaskrzypialy i stanely przed nim otworem. Harry usmiechnal sie i wszedl do srodka. Poczul na skorze chlodny powiew, co bylo dziwne, poniewaz nie bylo tu zadnych okien, przez ktore moglby wpasc wiatr.
Salon byl lepiej oswietlony niz gabinet. Pomimo tego, iz kominek byl wygaszony, na scianach plonelo w uchwytach kilka swiec. Harry rozejrzal sie po pomieszczeniu. Wszystko tutaj znal, ale zawsze widywal jedynie z daleka. Zastanawial sie, gdzie najlepiej byloby zostawic pudelko, zeby Severus je na pewno dostrzegl i znalazl. Podszedl do jednej z polek, na ktorej oprocz ksiazek znajdowalo sie rowniez kilka dziwnie wygladajacych przedmiotow i podstawka na piora. Przyjrzal sie dokladnie piorom, ale nie bylo wsrod nich tego, ktore podarowal Severusowi na urodziny. Zastanawial sie, gdzie mezczyzna trzyma jego prezent. I gdzie trzyma figurke? Prawde powiedziawszy, nigdy jej nigdzie nie widzial.
Odwrocil sie i ponownie rozejrzal po komacie. Zawsze bylo tu tak cicho. Zupelnie inaczej niz w wiezy Gryffindoru. Tam zawsze byl harmider, nawet w dormitorium slyszal glosy dochodzace z Pokoju Wspolnego. Po tylu latach spedzonych w samotnosci lubil towarzystwo innych,
