— Nie chodziles nigdy na odpowiednie filmy…

Glos Barneya zamarl, gdy obok Ottara pojawila sie Slithey, ubrana w spieta na ramieniu, niezbyt czysta szate sporzadzona ze skory karibu. Byla nie umalowana, a na biodrze trzymala niemowle.

— Co ty tu robisz? — jeknal placzliwie Barney. Wiecej niz jeden szok dziennie to bylo stanowczo zbyt wiele jak na jego sily.

— Zostalam tu na chwile — odparla i wsadzila jeden z palcow do buzi dziecka, ktore natychmiast zaczelo go ssac halasliwie.

— Sluchaj! Przeciez dopiero co sie pojawilismy. Skad to dziecko?

— To rzeczywiscie zabawne — tu Slithey zachichotala na potwierdzenie, ze istotnie jest to bardzo zabawne. — Zeszlego roku, latem, kiedy przygotowywalismy sie do powrotu, znudzilo mi sie czekac w przyczepie i wyszlam, zeby odetchnac troche swiezym powietrzem, rozumiesz?

— Nie rozumiem i nie sadze, bym chcial zrozumiec. Chcesz mi powiedziec, ze nie wrocilas z nim i caly ten czas spedzilas tutaj?

— Tak wlasnie sie stalo. Bylam zbyt zaskoczona. Wyszlam troche sie przejsc, spotkalam Ottara, no i sam wiesz…

— Tym razem wydaje mi sie, ze rzeczywiscie wiem.

— I zanim sie spostrzeglam, nikogo juz nie bylo. Bylam przerazona, mowie ci. Musialam chyba plakac calymi tygodniami, a wychodzac zupelnie przypadkowo nie wzielam ze soba pigulki…

— A wiec to twoje dziecko? — spytal Barney wskazujac na niemowle.

— Tak! Zobacz jaki slodziutki. Nie ma jeszcze miesiaca, ale chce go nazwac Snorey, tak jak tego krasnoludka z Krolewny Sniezki, bo kiedy spi, to ciagle chrapie.

— Nie bylo zadnego krasnoludka o takim imieniu — Barney myslal intensywnie. — Sluchaj, Slithey, przeciez nie mozemy cofnac sie z powrotem w czasie i odkrecic calej afery z tym dzieckiem. To twoja wina, ze wyszlas z przyczepy.

— Ale ja przeciez nikogo nie winie. Od momentu kiedy sie przyzwyczailam, nie jest mi tu zle. Ottar powtarzal, ze wiosna wrocicie i mial, jak widac racje. Tylko jedno — musialam przywyknac do strasznie prostackiego jedzenia. Jezu, jak oni tu jedza! Przez wieksza czesc zimy zylam whisky i krakersami.

— Urzadzimy dzis wielkie przyjecie, na czesc twoja, Ottara i dziecka. Wino, befsztyki i wszystko, co trzeba.

Snorey zaczal kwikac. Slithey podrzucila go i zabrala sie do rozpinania gornej czesci ubrania.

— Musze zapedzic do roboty Charleya Changa — stwierdzil Barney. — Trzeba jakos wpakowac dziecko do scenariusza. Wydaje mi sie, ze ten film roi sie od niespodzianek.

Cos przypomnialo mu sie bolesnie i znow spojrzal na swoja prawa reke, zastanawiajac sie jak i gdzie po czym wsadzil ja w bezpieczna otchlan kieszeni plaszcza.

17

Zakonczona kamiennym ostrzem wlocznia przebila prawa burte motorowki i utkwila w dnie.

— Nie ruszalem jej stad, by nie otwierac dziury — wyjasnil Tex: — Kilka innych przelecialo tuz obok, ale zdazylismy odplynac.

— Musieli byc zaskoczeni, albo cos w tym guscie — zastanawial sie Barney. — Moze przelekli sie warkotu silnika?

— Wioslowalismy.

— Musi byc jakis powod. Ludzie kultury Cape Dorset sa nastawieni pokojowo, widziales jak sie zachowywali kiedy tu przybyli.

— Byc moze nie sa zbyt zachwyceni faktem, ze posiekano na kawalki kilku ich krewnych — przerwal mu Dallas. — Nie szukalismy klopotow, dostarczyli je nam gratis, nie musielismy ich prosic. Gdyby motor nie zaskoczyl za pierwszym razem mielibysmy piekny pogrzeb w morzu, albo trafilibysmy prosto do ich kotlow, o ile takowe posiadaja. Omowilismy cala te historie i Texem i wydaje sie nam, ze za te wyprawe nalezy sie premia wojenna…

— Zaznaczcie to w swych kartach pracy. Zobacze, co sie da zrobic. — Barney szarpnal wlocznie, ale nie chciala wyjsc. — Dochodzi mi kilka nowych zmartwien. Film jest w zasadzie na ukonczeniu, potrzebna nam tylko kluczowa, absolutnie konieczna i niezwykle wazna scena bitwy z Indianami. Musimy ja miec, a dosc trudno zorganizowac potyczke z Indianami bez Indian. Jest ich tu pare tysiecy w okolicy, na krach. Wyslalem was z wampumami i paciorkami, zebyscie ich wynajeli — i co? Wybaczcie!

Argumentacja Barneya zdawala sie nie robic zadnego wrazenia na kaskaderach: Dallas lodowato wskazal na wlocznie.

W tym momencie mosiezny loskot trab poruszyl powietrze.

— Czy oni musza cwiczyc wlasnie tutaj ? — warknal Barney.

— O ile pamietam, byla to panska decyzja — odparl Tex. — Jedynym miejscem, w ktorym ich muzyka nie doprowadza ludzi do szalu, wydawala sie plaza.

Przy wtorze wybijajacego takt werbla, czarno odziana procesja schodzila ze wzgorza w kierunku brzegu. Prowadzil ja Spiderman. Muzycy, ktorych stroj skladal sie z niecodziennej kolekcji przepasek i kaftanow ze skor jeleni i karibu, niesli ze soba skladane fotele i instrumenty.

— Wyciagajcie lodz na brzeg i zmiatamy stad — powiedzial Barney.

Spiderman zblizyl sie do nich chwiejnym krokiem, przyciskajac do piersi puzon: Zaczerwieniony nos jarzyl sie wyraznie na tle jego bladawej cery.

— Mielismy dostac jakas sale na proby, Barney — poskarzyl sie. — To swieze powietrze dobije nas jak amen w pacierzu. Ci faceci calymi latami nie wysuwali nosa z chalupy.

— Przewietrza sobie pluca.

— Oni lubia je miec zanieczyszczone. — Zobacze co sie da zrobic…

— Wrog w polu widzenia! — krzyknal Tex. — Popatrzcie na ten oddzial specjalny.

Byl to zaiste zdumiewajacy widok. Zza wyspy, oslaniajacej ujscie zatoki wyplywaly, jedna za druga, lodzie ludzi z Cape Dorset. Wkrotce morze sie od nich zaroilo. Gdy zblizyly sie nieco, mozna bylo dostrzec panujace w nich goraczkowe ozywienie, a w powietrzu dal sie slyszec gleboki pomruk.

— Nie wyglada to na okrzyki przyjazni — zauwazyl Tex.

— Moga byc nastawieni pokojowo — w glosie Barneya nie bylo jednak zbyt wiele entuzjazmu.

— O co zaklad? — zaproponowal szyderczo Dallas.

— Dobra, musimy zatem zajac pozycje obronne, czy jak to nazywacie. Co proponujesz? Tex wskazal kciukiem na Dallasa.

— On jest starszy stopniem. On tu rozkazuje.

— W porzadku — warknal Dallas. — Musimy zabrac z plazy wszystkich cywilow, kazac Ottarowi zamknac fort i ciagniemy z powrotem do obozu. Wszystkie pojazdy ustawiamy w kolo — przyczepy mieszkalne do srodka. Rozdamy bron kazdemu facetowi zdolnemu do jej noszenia. Potem siedzimy w kupie. Tex, zabieraj cywilow do obozu.

— Brzmi niezle, ale czy nie zapominasz, ze wciaz jeszcze krecimy? Na tym wzgorzu musze miec Gina i kamere — stad widac wszystko. Potrzebna mi jeszcze jedna kamera, moze byc reczna, za palisada, zeby sfilmowac atak.

Barney rzucil sie na poszukiwanie ewentualnego drugiego kamerzysty, predko jednak doszedl do nieuchronnego w tej sytuacji, ale przykrego dlan wniosku, ze jedyna osoba, ktora ma jako takie doswiadczenie w tej materii jest on sam.

— Wydaje mi sie, ze musze wejsc tam razem z Ottarem i jego banda — zauwazyl.

— Jezeli pan tego sobie zyczy — odparl Dallas, wyczekujac starannie na moment, w ktorym muzycy znikneli tam, skad sie pojawili. — Gino razem z kamera — na platforme ciezarowki. Ciezarowka z kierowca pojedzie na szczyt wzgorza — bedzie wtedy dokladnie w polowie drogi miedzy obozem a plaza. Tex z dubeltowka ma ich ubezpieczac. Kiedy da rozkaz do odwrotu — wycofaja sie. Ja pojde z panem za palisade! — wydawal rozkazy Dallas.

Вы читаете Filmowy wehikul czasu
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату